co za finał! wyborne zakończenie wszystkich wątków, z wyczuciem, bez przeciągania, zakończenie historii z emocjami i doskonałym smakiem. Cały anturaż zbudowany w tej produkcji to genialnie oddane lata 70, według mnie historycznie to jeden z najbardziej rzetelnie zrobionych seriali. Mimo tylu fikcyjnych postaci jestem przekonany, że większość charakterów i ich mrocznego życia pomiędzy barami, a ulicą zostało opartych o fakty i sytuacje z życia.
Dawno nic tak na mnie nie zadziałało jak losy nawet trzecioplanowych postaci... (uwaga w spoilerach ostatnie odcinki 3 sezonu)
Dynamiczna śmierć Lori czy powolne, ale spokojne odejście Mike'a czy nawet schowana gdzieś za kurtynę choroba Paul'a, która i tak była pokazana z jasnej strony, bardzo łatwej do przewidzenia. To jego odejście spod swojego baru/teatru zaraz po tym jak wyznaje, że dostrzega piękno w zmianach pór roku... Te wszystkie ostatnie chwile przed śmiercią konfrontowane tuż obok hajsu i układów, honorowe zachowania pokazane na podstawie związków poważnych par i głupich suk oraz ich alfonsów... pierdolone kontrasty na każdym kroku, obrzydzenie i piękno. AAAAAA jakie to wszystko dobre w całości
Ale też główne postacie w tym przepiękna Abby czy dumna Candy - obydwie powoli zaczynające wkurwiać, tylko po to, żeby w ostatnim odcinku wróciła całkowita sympatia do nich. Prześwietnie napisane charaktery... pokazać wrażliwość na polu, które kojarzy się z jego brakiem to wielki kunszt. Tyle serca w tych wszystkich postaciach pochodzących z bezdusznej Dwójki
samo zamknięcie serialu jest również genialne - niby tak proste, a tak złożone: wszystkie postacie w tym morderca brata bliźniaka są pokazane z tej nostalgicznej, niewinnej strony. Mimo, że znamy już ich niekiedy odrażające cechy - dalej wywołują, podczas tego spaceru Vincenta, pozytywne wspomnienia.
Powtórzę się

dla Jamesa Franco. Aktor wybitny jak dla mnie. Nie lada wyczynem jest zagrać coś takiego, a on zrobił to perfekcyjnie, bez zarzutu... Wykreował bohaterów godnych kurwa ról granych przez Jamesa Deana czy Al Pacino. bez kitu, bez pierdolenia, Franco królu.
Mógłbym tak jeszcze długo się rozpisywać, ale chyba lepiej będzie przekonać Was do obejrzenia w ten sposób: stracisz wiele nie oglądając, zamkniętego w 25 odcinkach majstersztyka. Lubię obyczajówki, lubię kryminały, jaram się Gomorą, Soprano, Peaky Blindersami, ale ten serial stawiam zdecydowanie wyżej - bo nie ma w nim nic na siłę i nic co ujęłoby chociażby jeden punkcik.
No kurwa 10/10 i top of the top obok pierwszych sezonów Twin Peaks. Dziękuję dobranoc.