Latając sobie po wiadomym serwisie z filmikami, trafiłem ostatnio na Folwark Zwierzęcy z owej płyty i pomyślałem, że przecież nie ma ona tu jeszcze tematu, a myślę, że zasługuje na niego. Materiał bardzo mocny-flow, teksty, kapitalne bity-wszystko się tu zgadza. Jakie macie do niej podejście po ponad 7 latach od premiery?
Tracklista
1. Usiądź weź krzesło
2. Bajera
3. Milczmen
4. Napad na Babel
5. Folwark Zwierzęcy
6. Hoaxxxka
7. Lulaj syneczku mój
8. Da bad man riddim
9. ?
10. Pod sceną
11. Screamdustry
Oho, zaczyna się, niech ktoś skoczy po popcorn. Zwłaszcza ciekawi mnie dyskusja o tym, czy wszystkie metafory były "wymuszone", i ile trzeba myśleć nad metaforą, np. jak wymyślisz w minutę to jest niewymuszona, ale jak kombinujesz 10 minut to jest wymuszona i już słychać, że za długo myślałeś. Też ciekawe kiedy jest poezja, a kiedy "pseudo-poezja"
Ja czekałem na tę płytę ponieważ byłem wielkim fanem bybzibybzi, hajp był duży, wg mnie nie udźwignął go do końca, ale to fajny album na bardzo dobrych bitach i lubię do niego czasem wracać. Bezkonkurencyjny numer jeden to Lulaj syneczku mój, zaraz dalej Da bad man riddim, Bajera, ?, no w sumie tak połową albumu do dzisiaj się jaram.
sugarhill_notausgang pisze: ↑13 wrz 2019, 11:47 Zwłaszcza ciekawi mnie dyskusja o tym, czy wszystkie metafory były "wymuszone", i ile trzeba myśleć nad metaforą, np. jak wymyślisz w minutę to jest niewymuszona, ale jak kombinujesz 10 minut to jest wymuszona i już słychać, że za długo myślałeś.
Wymuszone jest, kiedy żaden normalny człowiek nie ma najmniejszych szans domyślić się, co autor miał na myśli dopóki on sam tego nie wyjaśni. Lulaj syneczku nawet lubię, ale odpalając większośc pozostałych kawałków, mam wrażenie jakbym słuchał czegoś, co nagrałem wczoraj po pijaku a dziś na trzeźwo nie pamiętam o co mi mogło wtedy chodzić.
sugarhill_notausgang,
Metafora to takie połączenie słów, które zyskuje inny sens niż ten dosłowny, który wynika ze znaczenia poszczególnych użytych słów. Te Laikowe "metafory" sensu bardzo często nie mają (tak, wiem, SOM DO PRZEKMINIENIA) - i dlatego właśnie są wymuszone.
Widzę, że niezła dyskusja się rozkręciła. Od siebie powiem tyle-dla mnie bity tu robią niesamowitą robotę, tęsknie trochę za tym klimatem. Flow Laika na bardzo wysokim poziomie. Teksty wiadomo-czasem Laik ma taki lot, że nikt tego nijak nie rozkmini, a sam Laik mówił, że każdy może rozkminiać jak mu się podoba, by mu pasowało
Suseł pisze: ↑13 wrz 2019, 11:53Twórczość Laika jest określana mianem "poetyckiej" tylko przez ludzi, którzy w życiu nie czytali poezji XD.
A takie posty są pisane chyba tylko przez ludzi, którzy mają same szóstki z wypracowań i szykują się do klasy humanistycznej w liceum. Specjalnie dla Ciebie z dedykacją wiersz poety żyjącego w XVII w., któremu w Japonii stawia się pomniki:
Spoiler
Fiołki -
Jakże cenne
Na górskiej ścieżce.
jajca pisze: ↑13 wrz 2019, 11:55Wymuszone jest, kiedy żaden normalny człowiek nie ma najmniejszych szans domyślić się, co autor miał na myśli dopóki on sam tego nie wyjaśni. Lulaj syneczku nawet lubię
Fajnie, zdefiniuj jeszcze "normalny człowiek" i gitówa. No i fajnie, że "klatki - wargi PRL-u" nie jest wymuszoną metaforą, skoro nawet lubisz. Czy jest?
Suseł pisze: ↑13 wrz 2019, 11:53Twórczość Laika jest określana mianem "poetyckiej" tylko przez ludzi, którzy w życiu nie czytali poezji XD.
A takie posty są pisane tylko przez ludzi, którzy mają same szóstki z wypracowań i szykują się do klasy humanistycznej w liceum. Specjalnie dla Ciebie z dedykacją wiersz poety żyjącego w XVII w., któremu w Japonii stawia się pomniki:
Spoiler
Fiołki -
Jakże cenne
Na górskiej ścieżce.
W szkole nie miałem szóstek, bo siedziałem w ostatniej ławce i słuchałem rapu, chłopaku.
Ten wiersz to wyślij lepiej Laikowi.
To fajnie, myślałem, że skoro czujesz się na siłach decydować, co jest poezją, a co nie, to chociaż miałeś szóstki z polskiego, a tak to już nie wiem dlaczego.
Ta płyta ma pełno dobrych momentów, od całych utworów jak Bajera po pojedyncze wejścia jak w bonusowym tracku. Ogólnie lubię ten materiał, mocarna produkcja, Laik ma w swojej nawijce coś co cię przyciąga, momentami słychać tę legendarną grafomanię o której już były toczone wojny ale w ogólnym rozrachunku nie przeszkadza mi to. Wolę Milczmena niż Bybzi ale to raczej z uwagi że do tego materiału częściej wracałem.
Jeśli lubisz pisać zawiłe teksty, to może być tak, że zaczniesz się w to wkręcać coraz bardziej i bardziej, aż w pewnym momencie dojdziesz do punktu, w którym nikt poza Tobą nie kuma tych linijek. Wtedy się odbijasz i z powrotem kierujesz w stronę przystępności. Laik pisząc ten album był na etapie "im trudniejsze, tym lepsze". Wiem, bo też tam byłem. OSTR też tam był. I tak jak oni zawróciłem.
Bardzo lubię ten album (chociaż spora część sympatii uleciała przez lata, wiadomo) i pamiętam, że w trakcie mocnego 2012 (Wilk Chodnikowy, Zeus) spośród tej wybijającej się trójki faworytów w kategorii płyty roku kibicowałem właśnie emigrantowi z modną fryzurą. Czemu? No kurwa, przede wszystkim 100% hip-hopu w hip-hopie, a jeszcze wtedy mocno mnie to interesowało. Usiądź weź krzesło jest przejebanie dobrym otwieraczem, te pierwsze linijki wypowiadane z pijackim uśmieszkiem serio zawsze tworzyły mi w głowie obraz Laika zapraszającego na dłuższy spacer, wejście w jakiś faktycznie gruby i długo wyczekiwany (bo trzeba pamiętać jak długo te ścieżki powstawały, a potem dodatkowo leżały sobie na dysku) projekt. Dzisiaj jednak chuj w Laika, bo mało jest w rapie postaci, którymi rozczarowałem się mniej i bardzo często nie potrafię sobie przypomnieć co wzruszało mnie w jego zwrotkach. Odpaliłem sobie kilka ulubionych tracków podczas pisania tego posta i whoa, synu - w taki szary, paskudny dzień jak dzisiaj (swoją drogą nie pamiętam, żebym słuchał jakiegokolwiek tracku Laika w ładną pogodę) te bębny napierdalają jeszcze lepiej, piękne i szorstkie dźwięki w połączeniu z trzaskami to serio był miód dla młodego truskula chlipiącego za Kixnarem, a jednocześnie to wcale nie brzmiało źle (w kategorii świeżości) w 2012. Strona Młodzika to przejebanie udany film i wycieczka po miejscówkach od wspomnianego radosnego Usiądź..., przez hustlerską Bajerę, monumentalny Napad (ta gitara tam, ja pierdolę, poezja) i detektywistyczno-pijackie Da bad man riddim.
Dawno nie słuchałem w całości, a pod dzisiejszą aurę pasuje idealnie!