właśnie wczoraj w nocy skończyłem i przed walką z final bossem pohasałem tam zastanawiając się gdzie mi taka fajna lokacja wczesniej umknęła, a teraz się jorgnąlem że to darmowe DLC
ogólnie bardzo duży props i cieszę się że rozjebali nagrody; szczególnie jeżeli to jest prawda co mi śmigało na TT o dość niszowej produkcji i budżecie w porównaniu z wielkimi studiami.
Gra jest piękna, dawno nie wkręciłem się tak w historię i rozwój bohaterów. Jest ogrom gierek które mi się bardzo podobają graficznie, mechanicznie itd, ale skipuje cutscenki (np. Horizon Zero Dawn). Do systemu turowego też na start nie byłem przekonany, ale z czasem idzie się w tym zakochać.
Jedyne co mi się mniej podoba - gra jest turbo łatwa (może też dlatego zdobyła takie szerokie uznanie - każdy pros, casual, czy nowy gracz może chwycić pada i przejść na luzaku). Największy problem sprawiła mi walka z
tym axonem od masek
, a później wypracowalem sobie konkretną strategię czym po kolei napierdalam i do końca wszystkich na tym niszczyłem. Strasznie wtórne stały się te walki.
użytkownik
@Prez wyżej wspomniał że po 2 akcie jest trudniej i przyznam że mnie to zachęciło mocno, ale tak samo wszystkich napierdalałem, walka na autopilocie. Coś tam sobie pozmieniałem ataki i drużynę dla kolorytu, ale dalej bez problemów (i tak wiem że można sobie ustawić te challenges typu max damage).
Z minusów jeszcze też mi muzyka czasami ścinała w niektórych lokacjach na PS5.
No ale całościowo wszystko się broni: cudowna muzyka, klimat, kreatywność historii i designu tego świata. Japa się cieszyła jak:
Esquie mówił 'Mon Ami', albo 'here we gooo' kiedy odlatywał. No i Maelle że swoim 'en garde!'

Nieźle rozkminki mi wjechały na sam koniec i w zasadzie wbrew swojemu normalnemu podjesciu zdecydowałem się
walczyć jako Maelle, myśląc o Sciel, Lune, Gustave i ich życiach wewnątrz obrazu