przedszkolanek pisze: ↑30 gru 2024, 21:06
przykra prawda jest taka, że mesa to znali wczuci hiphopowcy i ludzie zajmujący się muzyką zawodowo
a belmodziaka i jego one linery co najmniej kojarzy bez mała całe pokolenie
Meh, to o niczym nie świadczy. Belmondo to człowiek mem, rzuca sobie te swoje luźne skojarzenia, często mocno rytmiczne zestawienia sylab i techniczne fajne złożone. Taki tam sobie rapik ot tak rzucany na luźno bez wczuwki i chwała mu za to. Ale jego popularność wynika głównie z jego memiczności, ma swoich psychofanów, ale to że ktoś sobie na instagramie czy twitterze wrzuci jego linijkę o niczym nie świadczy. Pamięta jak był ten marsz cip czy jak to się nazywało. I były te banery WOLNA CIPA WOLNY KURDYSTAN. I to jest właśnie clou, że jego obecność w popkulturze to autorsko-bohaterska memiczność jak 21:37.
Mes w swoim prime był raperem, który oprócz hermetycznej bańki pokolenia Z, łączył ze sobą szacunek od wczutych truskuli z popularnością wśród normików, studentów, młodych korposzczurów itd., którzy jak już słuchali rapu, to chcieli takiego "inteligentnego" (wg nich) typu Łona i OSTR. I Mes im to wszystko dawał, od OSTRego miał dużo lepsze teksty, a od Łony był dużo bardziej przystępny, melodyjny, miał bardziej przebojowe kawałki i był takim raperem, którym warto się pochwalić ludziom co słuchają pinka flojda czy czegoś tam. Słuchały go też w dużej mierze kobiety normiczki, a z Belmondo wątpię, chyba że jakieś przećpane alternatywki, których jest garstka.
I musiało chyba właśnie nastąpić przejście pokoleniowe, żeby wyszło szydło z worka, że Mes, który kiedyś był umiarkowany bożyszczem dla milenialsów, na dłuższą metę jest pretensjonalnym kabotyńskim bubkiem i snobem, zwłaszcza gdy pokolenie Z narzuca na świat nową narrację. Ale dalej utalentowanym, co wielu tutaj pomija, skupiając się na jego narcystycznych dziwactwach. A pokolenie Z właściwie chyba nie umie go zrozumieć, bo ono, z tego co obserwuję, ma programowo wyjebane na wszelkie usilne starania się, chcą mieć WOLNE CIPY, wielobarwne preferencje seksualno-płciowe i mieszkanie prawem, a nie towarem. I tam jest miejsce na Belmondo.
Dla starszych jak ja Belmondo to wesoła odskocznia. Jest to taki ciekawy i spoko azyl od zwykłości dnia codziennego. Jest se taki typek, co ma wyjebane (dopóki go nie łapie paranoja, mania prześladowcza i urojenia ksobne) i podświadomie każdy by chciał taki być, zamiast martwić się szkołą, pracą, problemami dnia codziennego. Belmondo bohemiarz, wieczny cygan, mickiewicz + haszisz. Ale poza wczutymi nastoletnimi psychofanami nikt go raczej nie bierze na poważnie w dyskusjach o GOATach. No ciekawy raper, fajnie se rzuca luźne wersy od niechcenia, ale żaden z niego GOAT rapu, nie oszukujmy się.