no dobra to jestem bo zawodach, podsumowując, to jestem z siebie zadowolony, zawsze fajnie wystawić się na jakieś wyzwanie i spróbować czegoś nowego. W zawodach wzięło udział w sumie 11 osób, na niewielkiej siłowni, bez widowni, więc była kameralna atmosfera, to na pewno na plus. Udało mi się zrobić 125 w siadzie, 107.5 na płaskiej i 177.5 w ciągu, [ przysiad 125
https://streamable.com/ixpkro ; ławka 107.5
https://streamable.com/nbji0v ; martwy ciąg 177.5
https://streamable.com/afk0qh ] myślę że w każdym boju byłem w stanie zrobić trochę więcej, gdybym letko lepiej ogarnął rozgrzewkę i dobór ciężaru na podejścia ale i tak jak na mój stan wiedzy, udało mi się to wszystko całkiem spoko, lepiej niż podejrzewałem i wyniki były blisko maksów. Największym problemem były dla mnie komendy, tuż przed podejściami powtarzałem sobie w głowie, pamiętaj, 'rób wszystko na komendy' ale podczas bojów, zabrakło tych automatyzmów i np. pierwszy przysiad spaliłem zrzucając od razu po zrobieniu sztangę na stojaki, przy jednym wyciskaniu i kolejny przysiadzie, uratowało mnie tylko to, że sędzia szybko dawał komendy, bo też z automatu szedłem na stojaki :P Poza tym to fajnie było pooglądać tych co bardziej ogarniętych zawodników, no kurwa na rozgrzewce to ich technika, przy ciężarach pewnie 2x mój maks, była tak zajebista że nie mogłem oderwać wzorku, z kolei przy właściwych podejściach to beka full- jakieś krzyki i ryki, dziwne rytuały przed podejściem, wygniało ich jak po alfapvp. Z ciekawostek w siadzie rozjebał mnie taki sympatyczny dziadzia z rocznika 40-któregoś XD, a ciągi, jako że nie miałem żadnych butów z płaską podeszwą na chacie to robiłem w
Jeszcze trochę o przygotowaniach, bo po drodze zdarzyła się dziwna akcja. Klasycznie w pewnym momencie włączył mi się w głowie syndrom: jestem nie do zajebania, mogę full na siebie wziąć i dam radę, no i w drugim tygodniu fazy intensyfikacji, po skumulowaniu się kilku czynników, tak mnie dojebało, że myślałem że sobie coś popsułem w organizmie. Miałem zrobić deload ale na treningu zostało to zweryfikowane, 'nie no za lekko, zrobię jeszcze dwie serie', ostatecznie trenowałem tak ciężko jak zwykle, więc nie było żadnego deloadu, cisnąłem chyba najciężej w życiu ciężary przez sporo tygodni, wracając po dłuższej przerwie + w międzyczasie 3 tygodnie pracowałem na rynkach zlokalizowanych w usa, więc musiałem przestawić się na ich strefę czasową i dostałem jetlaga + normalnie chodziłem sobie na bjj i napierdalałem się jak zwykle + trochę stresów nazwijmy to prywatnych, to wszystko w połączeniu spowodowało, że po jednym z treningów położyłem się spać i obracałem się tylko z boku na bok przez 5h, rano stwierdziłem że to bez sensu i że po prostu pójdę normalnie spać kolejnej nocy, przez cały dzień nie czułem się wgl śpiący, nie odczuwałem głodu (a jak coś jadłem to nie odczuwałem sytości, coś jakby ktoś mi odłączył takie funkcje), nontoper towarzyszyło mi takie dziwne i nieprzyjemne pobudzenie, następnej nocy sytuacja powtórzyła się ponownie, tym razem udało mi się późnym ranem przespać z 3h, po czym się obudziłem i znowu przez cały dzień odczuwałem to pojebane pobudzenie, zero senności, zero głodu, zaczęło mnie to lekko niepokoić, na szczęscie następnego dnia udało mi się w końcu przespać z 6 godzin, po tym maratonie w końcu dopadło mnie zmęczenie i dalej wszystko wróciło do normy (po odpuszczeniu zaplanowanej siłki, bjj i zmniejszenia intesywności treningów na kilka dni) pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem i serdecznie nie polecam, jeśli trójboiści tak mają to chyba był to mój ostatni start :P