w ogóle życzyłbym sobie płyty Turbo x Taurus x ewentualnie Whezzy na trzech trackach na koprodukcji i byłoby git
e: on camera
dla mnie chyba właśnie okolice tego wałka na trackliście najmocniejszy moment albumu



z żalem to mówię, bo jestem fanem fjuczera, ale to prawda, bardzo fajny album gunna dał, super bity są na nim grane
po nowym krążku (można tak jeszcze o albumach mówić?) Gunny oczekiwałem przynajmniej bycia jednym z najciekawszych muzycznie albumów rapowych tego roku, no i raczej pod tym względem się nie zawiodłem. "WUNNA" to najcięższego kalibru bogactwo dźwięku, aczkolwiek na tyle subtelne by uniknąć jakiegoś komicznego bizancjum. owoce sesji nagraniowych dzielonych między studiami w Atlancie, L.A. i na Jamajce budują spójną historię opowiadaną za pomocą zmysłowych rhodesów, akustycznych gitar i trapowych drumrolli emulujących niedoskonałość prawdziwej perkusji - tak jak to tylko możliwe. narracji, którą w pewnością współtworzyłby sam J Dilla, gdyby urodził się pokolenie później
oczywiście, jeśli wcześniejsza twórczość Kitchensa nie jest nam obca to powyższy akapit do usunięcia, bo przecież wiemy Z CZYM TO SIĘ JE i po co tu jesteśmy. a czego do tej pory mogliśmy nie wiedzieć? na przykład tego, że "Gunna sound" to nie tylko Wheezy i Turbo The Great, bo w zasadzie każdy pojawiający się tutaj bitmejker działa zgodnie z kodeksem i podporządkowuje się właściwym częstotliwościom - a mówimy to także o takich wyrazistych trendsetterskich tuzach jak Tay Keith i Mike Will
głównym muzycznym herosem jest jednak Łizi, który zdominował team producencki nie tylko procentowym udziałem, a również największym wyczuciem gospodarza i tego, w którą stronę coś popchnąć by wciąż działało. stąd takie złoto jak "ROCKSTER BIKERS & CHAINS" - zupełnie niespodziewany przełom stylistyczny, który jakimś cudem zabłysnął dziwną barwą światła w samym epicentrum płyty. chociaż z drugiej strony mamy "TOP FLOOR", które brzmi jak jakiś remix "Hot" z Travisem, a przecież już mieliśmy remix "Hot" z Travisem...
przy tym całym brzmieniowym PJENKNIE do samego rapującego Gunniarza wymagam jedynie poprawności i nie bycie tak-kurwa-monotonnym typem jak Nav. nie ma z tym rzecz jasna problemu, raper pozostaje wciąż w spektrum wyliczających na randomie drogie obiekty konsumpcji post-thuggerów, którzy jednak potrafią nadrobić humorkiem (linijka z Papą Smerfem na zawsze w moim sercu), motywacyjnym podszyciem ("DO BETTER" jak kompetentny sequel "Don't Give Up" z pierwszego "Drip or Drown"), no i umiejętnością wplecenia od czasu do czasu fokusujących uwagę flow patternów czy po prostu zapodania świetnego refrenu ("DON'T PLAY AROUND" < 3)
"WUNNA" to kolejna cegiełka w murze koherentnego stylu jaki obiecał nam regularnie dostarczać Gunna. odnoszę jednak wrażenie, że nie jest taka EASY TO LOVE jak zeszłoroczne "Drip or Drown 2", które dla wielu słuchaczy stało się starter packiem do zagłębienia się w świat czarującego dripu. nowy album podtrzymuje w pierwszej kolejności zainteresowanie tych, którzy już udzielili Gunnie wotum zaufania. jeśli zatem jeszcze nie poznaliście się z tym panem, zacznijcie najlepiej od albumu z 2019, albo tego jeszcze wcześniejszego z Lil Babym
a ja tymczasem wracam do uczucia obcowania z tym wciąż względnie świeżym muzycznym bytem. a kiedy myślę co mógłbym sobie puścić podobnego to tak naprawdę jedyną opcją jest wcześniejszy katalog tego samego twórcy. jeżeli to o niczym nie świadczy to... nie no, to na pewno o czymś świadczy, przyznajcie
A ja bym postawił pomiędzy tymi albumami znak równościAblazir pisze:gunna wunna > nowy future