Duża część czarnego rapu jest pod czarnych sebiksów, tylko te sebiksy sie inaczej nazywa, np. n-word, yn (od young n-word), dogs. Tylko głównym odbiorcą tej muzyki zawsze była młodzież z przedmieść, której marzyła się gangsterka. Do pewnego stopnia czy momentu to większość peerdoli mainstream, dopoki sie nie wybiją.Burak pisze: ↑04 maja 2026, 19:22 Rozumiem że ktoś może dorosnąć do Rogala, bo jest to tekstowo polska topka w rapie pełna błyskotliwych spostrzeżeń i wersów, ale podana w bezpośredni, prosty sposób który na pierwszy raz może wyglądać jak żart / jakieś pierdolenie (szczególnie znając tylko Ebe Ebe), ale wydorośleć to już nie rozumiem.
Rogal jest dobrym przykładem dlaczego polski uliczny rap nie jest chujowy tylko niedoceniony. Czy jest jakiś czarny uliczny raper z Ameryki który w teorii ma target typowego "prostego" amerykańskiego Murzyna (tak jak Rogal ma "typowego Sebiksa"), który żyje tu i teraz, zbytnio nie martwi się przyszłością i lubi się znieczulić różną chemią, który ma takie teksty z "przekazem", jebiące mainstream i sławę jak Rogal? Bo ja nie znam i jest to dla mnie ewenement na skalę światową, ale słabo śledzę zagraniczną scenę.
Taki ktoś jak Rogal ma prawo krytykować resztę sceny (jak to z resztą robił), a nie jakiś Grande Connection, który nie brał czynnego udziału w scenie (między bajki można włożyć to że niby ghostwritował teksty polskim raperom, na filmik Ry23 który powiedział "sprawdzam" nie odpowiedział), a tylko chciał się na tym wybić i na tym wyżyć siedząc na kawalerce 24/7 wykonując research do filmików, mówiąc że sława i kasa nie jest mu potrzebna bo robi poważne interesy, a jedyne interesy jakie robił to chyba z lisek.app zamawiając bułki z dostawą online. Owszem, takie filmiki wyjaśniające fałszywą scene są potrzebne, film na Śliwę sprawił mi dużo radości i dobrze że został wyjaśniony, jednak taka osoba wyjaśniająca nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia plus być w jakiś sposób aktywna na scenie, a nie po pierwsze, tylko komentować jak Mateusz Borek, podgryzywać nogawki i spędzać większość swojego czasu czekając aż jakiemuś raperowi podwinie się noga, wiedząc że nawet jak przekażesz coś niesprawdzonego fałszywego, to nie będzie to miało żadnego wpływu na ciebie, bo przecież jesteś tylko youtuberem;))) a po drugie samemu nie będąc świętym, mówiąc że jest się grypsującym jednocześnie rozpierdalając się na znajomych z którymi robiło się szemrane interesy.
Rogal wróć, tęsknię![]()
Z tym co piszesz najbardziej kojarzy mi się Nine. Prosty uliczny przekaz i peerdolenie mainstreamu (sprawdź Lying Kings kawałek). I jakie beaty. Jak mi się coś przypomni to napiszę. Chociaż tak jak pisałem, to większość czarnego rapu jest pod czarnych sebków.
Pod białych sebków, którzy żyją od weekendu do weekendu był biały Mike Skinner z the Streets. Zresztą on sam się identyfikowal jako chav, czyli angielski dres. On był trochę ugrzeczniony. Wypromował Mitchell Brothers. Polecam pierwszy album. I w sumie tylko ten. Piosenki o tym jak dwóch braci sobie ubliża albo jak idą na imprezę i prawie sie naperdalaja z kimś bo jeden z nich zaproponował płatny seks jakiejś lasce. Albo piosenka o miłości do Liverpoolu gdzie na wstępie jeden brat drugiemu ciśnie, że ten lubi Liverpool tylko dlatego, że w szkole bal sie dostać wpeerdol
Co jeszcze mogę polecić. Skinner Brothers. Łączą indie,drum and bass, grime, rap. Takie trochę chavy grające na instrumentach. Beef z całym biznesem muzycznym.
To mi się podoba w Anglii, że tam nawet jak masz chavów z bloków, to oni biorą instrumenty i grają jakąś formę rocka.
Przecież Oasis to był silny etos klasy robotniczej. Bitwa o brit pop między Oasis a Blur to było coś jak Peja vs. Tede. Oasis wybijali się z nizin a Blur to było towarzystwo związane ze środowiskiem artystycznym, młodzież z dobrego domu. Jeden i drugi zespół to jedne z najważniejszych zespołów angielskich. Potrafili opowiadać o życiu zwyczajnych ludzi, ale grali na instrumentach.
A w Polsce każdy pozuje na hustlera i nagrywa swoją podróbkę trapu czy hooy wie czego.
Jeszcze mi się przypomniało. Jak chcecie zobaczyć jak angielska prowincja wstaje z kolan, koniecznie sprawdźcie dwóch białych raperów Nine & Dex. Mają trochę monotonne flow na dłuższą metę, ale takie Shetland Pony to certyfikowany banger.
Jak chcecie posłuchać klasycznych beatów boom bapowych, ale w klimacie wczesny Wu Tang spotyka wczesne Cypress Hill, to jest cały label Blah Records. Aktualnie chyba najlepsze beaty tego typu, z dobrym zrozumieniem materiałów źródłowych. W Polsce nikt chyba nie produkuje z taką lekkością. Tylko trudno się przebić przez dialekt niektórych.
Wracając do polskiego rapu podwórkowego to polecam zespół C.H.U.J.N.I.A.
Ostatnio tak trafne diagnozy społeczne w polskiej muzyce miał chyba Kazik w czasach swojej świetności.
