gods bidness pisze: ↑15 lip 2022, 11:02
Zacznijmy od tego, że wtedy (dzisiaj pewnie też) żaden z mainstreamowych raperów z tzw. topki nie odważyłby się do Pei w jakikolwiek sposób wyskoczyć. Żaden Pezet, OSTR, SOkół czy kto tam był na czele wtedy. Mógł to zrobić ewentualnie Żurom, bo on nic do stracenia nie miał, a większość mogła się dowiedzieć o jego istnieniu. Zresztą takiego Sokoła Peja niejednokrotnie zaczepiał i ten siedział cicho na dupie, choć on akurat od zawsze mówił, że w dissy się nie bawi.
Więc samo wystartowanie do niego stawiało Tedego na przegranej z grubsza pozycji. I za to należy się props, bo mógł się nie wypowiadać o Zielonej Górze, mógł olać ten fristajl Pei, że ee tam Rysiek popił się uniósł, nie ma co się odnosić.
A on nagrał wtedy chyba ten mini mikstejp 3 kawałków, co było jeszcze takie dość zaczepno-koncyliacyjne, ale już trafił w czuły punkt Ryszada - intelekt i lekkie "krejzolstwo". Przypominam, że w reakcji doszło do wiekopomnego wydarzenia, kiedy Ryszard w szale i prawdopodobnie ciągu co najmniej alkoholowym, na koncercie ruchał scenę.
Nie pamiętam chronologii, ale doszło tam do kuriozalnych ruchów Pei, który okazał się prekursorem użycia oświadczeń w beefie, coś tam pisząc, że już by odpowiedział, ale ma chore gardło. Na co Tede natychmiast odpowiedział kawałkiem L4.
Patrz, co ja robię, to nie jest żadna odpowiedź
No bo jak odpowiadać na odpowiedzi zapowiedź
Ty to jakaś żenia, zresztą to bez znaczenia
Było dać jeszcze ksero lekarskiego zwolnienia
Widziałem ten filmik jak odliczałeś mój nokaut
Liczyłeś publikę chłopak, to mały lokal
No i chuj - mówiłeś że jest po beefie
A po beefie to będzie, kiedy ja to powiem Rysiek
Widziałem cie pener jak w szale ruchasz scenę
Na ustach miałeś piane, tak cie wkurwił ten Tede
Wśród tych bardziej "intelektualnych" słuchaczy powstała pasta do dzisiaj ciesząca się popularnością pt. "Peja odpowiada na diss", gdzie motywem przewodnim i właściwie bazą wszystkich gagów był wątpliwy intelekt reprezentanta Jeżyc i jego "uliczność".
Wtedy Peja chyba w końcy wypuścił też jakiś tryptyk, z czego jedyne co pamiętam, to parodia parodii własnego kawałka Ratata ratata gruba impra z Rysiem trwa. I że dobrze wiecie co zrobić, Tedego pobić, co było chyba najlepszym kawałkiem Pei w tym całym beefie, ale tam z kolei jedyna sfera, gdzie Peja mógł uderzyć, to wpierdol i nacisk groźbą ulicznej przemocy. Choć może wtedy ktoś się jeszcze przejmował tekstami o bogatych rodzicach.
Potem Tede wypuścił cały mixtape, gdzie było pełno godnych kawałków i uważam, że były trafne i bolesne, mimo że nie było chamskiej przemocy słownej. To były argumenty (Czas Honoru), zabawa słowem (co najmniej kilka) i poniżająca zabawa samym Peją jak zabawką (Japa Chamie). Dla mnie to był właśnie znak, że nie trzeba nazywać oponenta kurwą i cwelem, żeby go celnie trafić tak, żeby zabolało.
Potem Peja odpowiedział swoim mikstejpem, z czego jedyne co pamiętam to tekst, że wyszło kablu jak chciał napisać Jacku na t9. Cały mixtape, to było siermiężne odbijanie piłeczki. Powstawało to długo i w bólach i miało prawo powstać, tylko dlatego, że Peja dostał inspiracje od Tedego - w sensie odnosił się po kolei do kawałków, bo tak to by nie wiedział o czym tyle utworów nagrać.
Tak pamiętam ten beef jako wydarzenie stricte muzyczne. I Peja go moim zdaniem przegrał z kretesem, rapersko nie był nawet blisko i chyba nie miał prawa być. Bo to by było łamanie praw fizyki, choć do momentu gdy Tede wypuścił ten wigilijny mixtape, to jeszcze wierzyłem, że siła ulicy będzie w stanie przeciwważyć większy skill Tedego.
Oczywiście potem doszły wywiady, odwoływania koncertów, zapadły wyroki ulicy, infamia ulicy i chuj wie co jeszcze. I tutaj Tede poległ wykazując się narcystycznym bólem dupy, ale to już pytanie czy dla kogoś beef to muzyka czy cała ta otoczka. Ale jak jakiś 17-letni "kumaty" fan rapu, co zaczął od słuchania Maty i jakiegoś Bedoesa, a o Pei i Tede nie wie nic, dzisiaj wysłuchałby wszystkie te dissy, bez znajomości otoczki, to wątpię, żeby ocenił to na korzyść Ryszarda.