Te gimbusy na czacie to troche jakbym ślizgawke czytał
[mention]handziak[/mention] co ty, mowie ogolnie, a nie ze do ciebie. Po prostu zawsze bawi mnie ten mechanizm gdzie FANI są jak psy spuszczone ze smyczy i bronią swojego idola spamując idiotycznymi wpisami
TĘSKNIEZASTARYMKANYE Piękny kawałek, ogólnie większość fajnie brzmi. A za smarkiego Spoiler
Ten Fabijański to jakiś pajac. Gościu pyta się go czy można nauczyć się czegoś u Vegi, a ten że jest fajna atmosfera i on nie ma warsztatu bo nie wali młotkiem
jajca pisze: ↑01 kwie 2020, 18:41
Mniej więcej to samo, co do słuchaczy trójki, do paszportów polityki, taco hemingwaya i Marii Peszek
Still nie kumam, słuchacze trójki to zwykle ludzie 40+ którzy wychowywali się na tym radiu. Może troszkę przesadzę, ale widząc jak silne jest to community to można nawet porównać do ślizgu. Nawet mają kurwa swojego Kadłuba co zbanował Manna, Gacek i Waglewskich W każdym razie to nie jest jakieś inwazyjne środowisko i nie wiem czemu męskie granie ma być chujowe
Dobra, jestem po dwóch uważnych odsłuchach i mogę się podzielić konkretniejszą opinią o albumie. Od razu zaznaczam, że mówiąc o Quebo mówię o jego kreacji, nie o samym człowieku, bo nie sądzę, żeby można było traktować te dwie osoby synonimicznie.
To jest świetna płyta, spójna z konceptem "Romantic Psycho" od początku do końca, im dłużej się słucha albumu, tym bardziej niekomfortowe wydaje się gadanie Quebo o miłości, bo jasne, zaczyna się całkiem niewinnie, od próbowania zaszczepić u niej zajawki rapem i czuję się cudownie przytobie, ale z każdym kolejnym trackiem pojawia się (przynajmniej u mnie) wrażenie, że ten związek i ta relacja są czymś czego trzyma się wręcz panicznie, że lokuje w tym całe swoje siły i emocje i robi się obsesyjny w tym wszystkim, bo ma świadomość, że moment w którym wypuści tę kobietę z rąk jest momentem, w którym wpadnie znowu głęboko w sidła depresji i przestanie sobie jakkolwiek radzić, znowu poleci w alkohol, narkotyki i łatwe dziewczyny, jednocześnie zatracając poczucie własnej osobowości. Tylko, że ewidentnie tę własną tożsamość gubi nawet będąc w związku, bo zaczyna się definiować tylko przez to, że kiedyś był smutny, a teraz jest zakochany.
A już skupiając się na części czysto muzycznej krążka:
Najbardziej podchodzą mi "TĘSKNIEZASTARYMKANYE" (Natalia w ogóle fajną rzuciła zwrotkę, taką na luzie, bez jakiejś przesadnej napinki na popisanie się, że umie rapować, a tego zawsze się boję jak widzę kogoś bardzo popowego na ficie), bo to przyjemna opowieść i coś, z czym bardzo łatwo się utożsamiać; który z nas, ślizgawkowiczów, nigdy nie próbował zainteresować swojej panny słuchaniem dobrego rapu?
Poza tym: "COJESTMAŁPY" to kosa, skrecze ze Smarkiego wpasowują się tu idealnie i jedyne co trochę kłuje, to świadomość, że skoro to nowo nagrane wokale, to mógłby w sumie rzucić zwrotkę, a nie tylko wers czy dwa. Numer z Sentino ma największy potencjał na hicior, szkoda tylko, że Quebo nie włożył trochę więcej energii w nawijkę, ale wiem, że to by nie pasowało do konwencji całego albumu. Super jest to przejście z poprzedniego kawałka, gdzie Quebonafide na końcu mówi coś w stylu "nagrałem numer latino a nie stać mnie na fit od Sentino".
Jestem turbo zajarany gościnnym występem Bedoesa, zauważyłem, że na forum generalnie opinie o tym refrenie są negatywne, ale dla mnie to albo pierdolenie albo po prostu niechęć z góry, bo Bedi idealnie wpasowuje się w brzmienie tego numeru, nie ma tam żadnego wycia dla mnie.
Osobny dla kawałka z Mrozem, bo "ŁAJZA" brzmi mega świeżo jak na polski klimat i ten numer może spokojnie latać po rozgłośniach, świetna rzecz, wiem też, że refren będzie robił rozpierdol na koncertach.
"BUBBLETEA" wspaniały klimat i cudowny refren Darii Zawiałow, pięknie chillowy numer, chociaż dziwnie się czuję ze świadomością, że refren to najmocniejsza lirycznie część kompozycji.
I kilka słów o bonus trackach: JESTEMKURWACZARODZIEJEM jest spoko, ale nie ma za bardzo repeat value (do tego problemu zaraz wrócę). Najlepszy z tych trzech wydaje mi się ZŁOTEGLOBY z bardzo fajną zwrotką Kukona, lubię jego oldskulowy styl, osobom którym wydaje się on dziwny albo nie czają do końca o co mu chodzi polecam album OGRODY MIXTAPE, ze szczególnym uwzględnieniem mojego ulubionego kawałka z tegoś mikstejpu: Wirtualny Diler Spoiler
A wracając do repeat value o którym wspominałem akapit temu: niestety, ale wydaje mi się, że album jako całość ma go trochę za mało, mimo tego, że indywidualnie wszystkie numery są dobre, to słuchając ROMANTICPSYCHO gdzieś przy 11 czy 12 kawałku zaczynam mieć trochę dosyć, Quebonafide nie kombinuje za bardzo z flow i jego nawijka przez cały album zaczyna zlewać się w całość. Dlatego, chociaż rozumiem kunszt wszystkich tych tracków, do dużej części raczej nie będę wracał. Ale jest to mistrzostwo jeśli chodzi o budowanie pewnego rodzaju postaci przez cały album, zarówno na poziomie liryki jak i samego flow wszystko jest turbospójne i właściwie to wydaje mi się trochę zgubą tej płyty.
Wiem, że pewnie ten post zaginie gdzieś pomiędzy falami napierdalania jaki to Fabijański zjebany i naćpany, ale nie chce mi się czekać z wrzucaniem, bo zapomnę i będzie pizda na ośce.