Jay-Z - The Blueprint (2001)
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Ulubiona płyta od niego, Black album sie nie umywa.
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Warto przypomnieć, bo to chyba nie jest tak popularna ciekawostka, że Jay w sumie zajebał w całości pomysł na Never Change, po tym jak Kanye pokazał mu jaki numer nagrał pod jego bit lokalny raper z Chicago.
-
milford966
- Posty: 236
- Rejestracja: 03 lut 2022, 20:54
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
on serio to wydał w dzień wtc?
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Zjebało mu to promocję mocno
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
blueprint najlepsze to fakt, ale zaraz potem jest trylogia volumow, niedocenione wydawnictwa
jasny wracaj na forum
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Może by tak było gdyby Eminem nie wpierdolil mu kawałka, a tak to jednak debiut.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
wg mnie eminem zrujnował ten album, ja słucham tej płyty bez tego kawałka w ogóle
jasny wracaj na forum
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
No to tym bardziej debiut wyżej.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
na debiucie to on nawet rapować nie umiał, no i te jebane mafioso bity, archaiczne już w momencie wyjścia
jasny wracaj na forum
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Ok. Ładne pierdolenie, nie powiem.
Yakuza not mafia, Yakuza wa kazoku.
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
debiut nie ma podjazdu ani do blueprinta, ani wszystkich in my lifetime, ani black album, czy to kontrowersyjne? nie wiedziałem
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Na tej płycie są porządne bity, Jay-Z się bawi flow
Kłóciłem się o wizerunek Jay-Z ze znajomym, ja uważam że dużo jest hustlingu i to na plus, pierwszy robił raczej taki hustling
Są gry słowne, wiadomo że nie wszystkie kumam, ale podoba mi się sam zamysł
Kłóciłem się o wizerunek Jay-Z ze znajomym, ja uważam że dużo jest hustlingu i to na plus, pierwszy robił raczej taki hustling
Są gry słowne, wiadomo że nie wszystkie kumam, ale podoba mi się sam zamysł
Wciąż mam hip hop we krwi
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
25 lat od wydania tego klasyka, piekny dzień dla Ameryki
- gods bidness
- Posty: 5762
- Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Bin Laden storpedował jego premierę.
- gods bidness
- Posty: 5762
- Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12
Re: Jay-Z - The Blueprint (2001)
Ktoś porównał Jaya Z do Kaza w komentarzu, więc:Marcin Flint na FB pisze:25 lat "Blueprintu". Byłem tym typem, który za Nasem pytał, ile rymów Biggiego spłynęło z tych wielkich war. Po debiucie żadna płyta Jaya do 2001 r. nie była dla mnie zajebista - "Big Pimpin" słuchałem, bo UGK i Timbaland, a "Money, Cash, Hoes" bo DMX i Swizz Beats. Ale kiedy wyszedł "Blueprint" skończyłem z hejtingiem i uprzedzeniami, bo to było szefostwo, rzecz tak smooth i slick, że nie nudziła się po żadnej liczbie powtórzeń. Prawdziwy album i prawdziwy komfort.
Wrzucam "Renegade", bo gdybym miał wybrać 10 numerów hip-hopowych wszech czasów, to by było. Po pierwsze - fajnie byłoby odhaczyć Jaya i Eminema za jednym zamachem numerem, w którym pokazują wszystko, co mają najlepszego. Po drugie - to jest pięć i pół minuty. Nie żyję w prożni, więc dziś zaczynam się rozglądać przy wszystkim, co ma powyżej trzech minut. A tu nie wiem, kiedy ten czas mija. Po trzecie - wszyscy achy i ochy nad Eminemem, zasłużone, ale Jay tu dwoma wejściami nakręcił nowojorski odcinek "The Wire" i napisał postmodernistyczny esej o hiphopie jako medium. Po czwarte - ta okolicznościowa wersja z napisami pojawiającymi się na bieżąco pozwala w pełni zwrócić uwagę, jak to jest polepione i co zawiera. Kunszt.
Marcin Flint na FB pisze:miał Jay takie gadane flow - jedno z wielu - które można by porównać do Bałagana i którym np inspirował się Eis. Ale ogólnie należy pamiętać, że tam płynął czas, zmieniały się mody - on inaczej nawijał na południowych bitach, inaczej na Preemo, inaczej w złotej erze, a jeszcze inaczej w latach zerowych. Zawsze dobrze. Kaz jest zaś dla mnie w pełni słuchalny dopiero powyżej "Narkopopu" - ostatecznie opanował głos, zaczął bardziej miękko siadać na bicie, mniej cedzić, częściej i zgrabniej to flow switchował. Dla mnie nadal trochę cyrkuje - za dużo adlibów, modulacji, nadal za dużo pauz.
"Blueprint" jest smooth, natomiast pamiętam jak ciężko mi się słuchało jayowego unplugged, gdzie mu grali Rootsi. Rozumiem synkopy, jazzowość flow, i to że bez drobnych nierówności to by nie płynęło. Ale tam to było tak wyeksponowane, że miałem poczucie dysonansu i za cholerę nie byłem się w stanie przy tym wyczilować.










