Zacznę od tego, że mój post jest SUBIEKTYWNY, co znaczy, że to MOJA opinia i niekoniecznie musi mieć wiele wspólnego z prawdą
Wczoraj byłem na BYPASS Festiwal, organizowany przez Kozę i jego ziomków. Z tego co skumałem Tonciu nie jest w ekipie, ale wystąpił tam gościnnie. Najpierw widziałem stoisko z merchem i występ na scenie ziomków z Bypass - totalne szaleństwo, tablica Mendelejewa w oczach, sześciu typa na scenie nikt nie ogarnia czy w ogole leci bit czy nie. Nagle wchodzi jakiś trance'owy bit, wszystko skaczą ze sceny, robią pogo. Nagle ktoś wyjmuje maszynkę do golenia, wszyscy golą włosy, a na bis ktoś przyniósł kebaby i artyści przez 10 minut wpierdalali buły do kawałka WWO - Dwa Sumienia. Co do merchu - gdy podszedłem do stoiska nawet nie byłem powiedzieć co sprzedają - jakieś drewniane wisiorki i obrazki namalowane flamastrami. Sprzedawca w kominiarce za bardzo nie ogarniał.
Z kolei Tonciu - gdy podszedłem do stoiska ogarnięta menadżerka (pozdrawiam Ola) najpierw opowiedziała mi o planach na przyszłość (trochę się jąkała, ale to może dlatego, że byłem starszy od średniej na koncercie o jakieś 12 lat), potem pokazała mi cały merch (Strzykawki, maski, koszulki, czapki itd), opowiedziała jak się sprzedaje. Na pytanie o co chodzi z "Junkie to sekta" powiedziała wprost, że to jest brand i oni tak nazywają swoich fanów. Potem przyszedł sam Tonciu, który był mniej rozmowny,ale miał obrandowany strój swoją marką co znaczy, że doskonale zdawał sobie sprawę, że promuje ją. Na naćpanego nie wyglądał, gdy popatrzyłem na jego ręce to myślałem, że będzie gorzej - owszem było widać ślady walki, ale myślałem, że będzie gorzej.
Podsumowując - wydaje mi się, że Tonciu ma marketingowy łeb do swoich działań i naprawdę znalazł nową rzeszę do której nikt nie nawijał - zauważcie, że zazwyczaj raperzy mówili, że narkotyki są złe albo narkotyki to swag, ale nikt nie mówił o tym, że ma depresje i musi brać narkotyki i w sumie to sam nie czy są dobre czy złe. Tak jak rozmawiałem z tą Olą i Tonciem to w porównaniu do Kozy i ekipy byli mega trzeźwi, zachowywali się tak jakby nigdy nie ćpali, a pomysł na muzykę mają ułożony od A do Z i w 100% zdają sobie sprawę z tego co robią. Doszedłem do wniosku, że te teksty, które mają w kawałkach odbiegają od rzeczywistości po to, żeby spodobać się publice. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem, wydaje mi się, że wyda jeszcze płytę/dwie w podobnym temacie, a potem zainteresuje się nim duża wytwórnia i nagra płytę o odwyku i to będzie marketingowy sukces. BTW koło stoiska cały czas kręcił się typ z kamerką, kiedy zapytałem się do czego nagrywa powiedział, że jest dziennikarzem i to będzie dokument... Ciekawe...
Fotka z artystą
