Yup, mi także nie nudzi się kompletnie. Godzinny album w dzisiejszych czasach to rzadkość, normą jest 35-45 minut, bo nikt nie potrafi uciągnąć więcej. Tutaj naprawdę nie ma żadnych skipów, początek jest kozacki, gdy wjeżdża Kid Cudi albo masz wspólny numer Kanye'go, Anderson Paaka i Thundercata, w sumie ciężko, by z takim zestawem gości było inaczej.

Fajnie, że po połowie albumu postawiono bardziej na RnB, numer z Jhene Aiko za chwilę pewnie otrzyma teledysk, bo robi coraz większy pogłos na playlistach. O przejściach w numerach z Young Thugiem nie wspomnę, wszystkie się pięknie blenduje ze sobą. No i to rozwiązanie z takim wolniejszym zamknięciem, outro, by po chwili wskoczyło
Ego Death z takim pierdolnięciem, piękny finał.
