Re: Największe beefy w polskim rapie
: 08 cze 2022, 16:00
Największym beefem był zdecydowanie ten Pei z Tede, dwie żywe legendy, masa dissów, można powiedzieć, że walka dwóch różnych odłamów w rapie.
Nie jest on moim zdaniem jednak najlepszym jeśli chodzi o poziom dissów i mam kilka, które wolałem bardziej. Dissy Mesa na Mezo to majstersztyk, miazga, w sumie pierwsze kawałki Piotra jakie słyszałem i od razu wiedziałem, że ten gość to top tego kraju jeśli chodzi o skillsy. Ten drugi też nie odstwał wiele poziomem, Taki robię rap i Panczlajner to naprawdę dobre kawałki, jak na tamte czasy Mezo nawijał flow, o którym 3/4 sceny mogło pomarzyć.
Kolejny dobry beef to Tede vs Płomień - masa dobrych dissów, z których najbardziej lubię 3 Korony od Tede. Ogień.
Nie można nie wspomnieć o beefie którym żyło całe podziemie lata temu, a mianowicie Jimson vs VNM. Tutaj walka była mega zacięta, zawsze z tej dwójki wolałem VNMa, jednak po latach stwierdzam, że jednak liryka Jimsona przeważyła tutaj szalę zwycięstwa na jego korzyść.
Ostatnim beefem o którym muszę wspomnieć to Pih vs Duże Pe. Mimo iż Pe bronił się dzielnie, moim zdaniem Pih tutaj był górą za sprawą naprawdę brutalnych panczy, niektórych wręcz szokujących.
Można powiedzieć, że czasy dobrych beefów dawno za nami i "to se ne wrati"
Nie jest on moim zdaniem jednak najlepszym jeśli chodzi o poziom dissów i mam kilka, które wolałem bardziej. Dissy Mesa na Mezo to majstersztyk, miazga, w sumie pierwsze kawałki Piotra jakie słyszałem i od razu wiedziałem, że ten gość to top tego kraju jeśli chodzi o skillsy. Ten drugi też nie odstwał wiele poziomem, Taki robię rap i Panczlajner to naprawdę dobre kawałki, jak na tamte czasy Mezo nawijał flow, o którym 3/4 sceny mogło pomarzyć.
Kolejny dobry beef to Tede vs Płomień - masa dobrych dissów, z których najbardziej lubię 3 Korony od Tede. Ogień.
Nie można nie wspomnieć o beefie którym żyło całe podziemie lata temu, a mianowicie Jimson vs VNM. Tutaj walka była mega zacięta, zawsze z tej dwójki wolałem VNMa, jednak po latach stwierdzam, że jednak liryka Jimsona przeważyła tutaj szalę zwycięstwa na jego korzyść.
Ostatnim beefem o którym muszę wspomnieć to Pih vs Duże Pe. Mimo iż Pe bronił się dzielnie, moim zdaniem Pih tutaj był górą za sprawą naprawdę brutalnych panczy, niektórych wręcz szokujących.
Można powiedzieć, że czasy dobrych beefów dawno za nami i "to se ne wrati"