Panshady pisze: ↑17 kwie 2024, 18:31
jogi pisze: ↑17 kwie 2024, 18:26
przed momentem zakładałeś worek na głowę emotkom że 2024 i jak ktoś śmie, a teraz jakieś ale.
Ok boomer. Chodziło mi o to że kto nazywa produktem w 2024 ten nie rozumie że
wszyscy są, według definicji god bidness produktami. Bo jak na moje każdy raper ma agenta, sociale itp itd. Dlatego wyśmiałem to sformułowanie dwiema emotikonkami. Po prostu obaj jesteście boomerami co sie wychowała na 2pacu i biggim i nie rozumiecie nowych trendów. No sorry
Ale co ty pitolisz, panie Shady. Jakiej mojej definicji? Przecież wiadomo, że każdy bardziej znany raper czy sportowiec będzie miał agenta, ba, taki Rozzay ma nawet kobietę od skręcania blantów. Ale nie ma to nic wspólnego z moją definicją bycia produktem. Otóż panie Shady, produktem nie czyni cię agent, czy inni ludzie którzy pomagają ci ogarniać rzeczy wokół rapowe. Zwłaszcza jak sam sobie wypracowałaś taki status, że masz wokół siebie tych ludzi. Inna sprawa jest właśnie wtedy, kiedy masz tych ludzi zanim cokolwiek w rapie osiągnąłeś. I tu mamy przypadek Drake'a. Miał ładną buzię, koneksje i zaczął występować w serialu dla nastolatków. Toż to prosto z jego wikipedii:
At 15, Drake was introduced to a high school friend's father, an acting agent. He found Drake a role on the Canadian teen drama series Degrassi: The Next Generation, in which Drake portrayed Jimmy Brooks
Spytaj się panie Shady, pana Shady'ego, co robił jak on miał 15 lat? Co taki Rozzay robił. Co robił Jay-Z. Jay Z był tak biedny, że chodził jeść po kolegach, bo w domu nic nie było.
Z takim startem, nasz real nigga Drake potem stwierdził, że aktorstwo disneyowskie jest za mało cool, bo najbardziej cool są rapujący murzyni, więc postanowił stać się takim. I by w sumie nie było w tym nic złego, daj Boże, żeby wszystkie dzieci były z bananowych domów i dorastały w domkach jednorodzinnych sielankowej Kanady, a nie na brudnych projektach O Block czy innego Marcy. Sęk w tym, że on udaje kogoś kim nie jest. Można rzec nie on jeden, sprawa znana i stara jak świat, ale jakoś u niego mnie to bardziej wkurwia i najdobitniej czuje ten dysonans, bo wbrew pozorom trochę o nim wiem. Jako fan UFC, NBA widziałem jak się próbował tam wpasowywać, trash talkować z koszykarzami, udawać, że he's gonna do something na parkiecie Raptors, robić groźne miny do zawodników NBA, albo, o zgrozo, udawać, że jest skory do bójki z ekipą Nurmagomedowa.
Ten sam Drake, z własnym agentem co mu tata załatwił w wieku 15 lat, myszka Mikey z serialu dla młodzieży na naszych oczach zamienił się w buńczucznego twardego czarnucha, bo się na krzywy ryj wbił w towarzystwo prawdziwych czarnuchów. W sumie Justin Bieber też miał ten sam odlot swego czasu. Też po okresie bycia słodkim chłopcem z mokrych fantazji Majkela Dżeksona, nagle się poczuł i zaczął udawać Tupaca.
I tym sposobem spinamy wszystko klamrą i wracamy do beefu i dissu Rossa, który mu to wszystko pięknie i celnie wypomniał. A jak faktycznie jest autorem jakichś jeszcze kawałków Drake'a, to w ogóle jest moralnym zwycięzcą i powodem, przez który Drake siedzi cicho. Dał nam gruby oficer dobre, uliczno-poetyckie wręcz linijki trafiające w sedno problemu, jakie ma Drake z samym sobą.
Crack smoke is the exhaust from my pen and pad
Ghostwriters, they get to floss what you could’ve had
Who believes he movin' keys in his Louis Vs?
Run up on you and snatch your chain, watch you bitches bleed
Gettin' bullied, don't walk up on me 'cause the clip is fully
Niggas pussy, don’t want to push me, I'm like, "Really, would he?"
Like his moves, but he never had to fight in school
Always ran, another nigga had to write your grooves
Flow is copy-and-paste, Weezy gave you the juice
Another white boy at the park wanna hang with the crew
Nazywanie go zakompleksionym white boyem, który nie wie czy chce być biały czy czarny, więc zmienia akcent jak mu wygodnie i raz udaje, że jest wykształconym białasem z przedmieść, raz że jest real nigga from the hood. Że w sumie to chciałby być czarnym twardzielem, ale wyglądać jak biały itd. To jest dokładnie wcelowane w moje zarzuty jakie mam do Drejka, pomijając te muzyczne. Bo muzycznie to nie on pierwszy, nie ostatni robi pop-rap, gdzie pełno jakiegoś wycia i innego dziwolągstwa, nie on pierwszy rapuje nieswoje teksty (choć w przypadku beefu to jest jednak aberracja), a i tak jego największa przewina w moich uszach, to jego barwa głosu. Głosu typowego Darka, co tylko chodzi i wkurwia.
I żeby nie było taki Ross też jest dla mnie asłuchalny od czasów Teflon Dona, na tidalu 9/10 kawałków zeskipuję, ale jednak wziął w 1 czy 2 dni nagrał odpowiedź na jakiś kontrolowany wyciek (serio kurwa co to ma być, że jak się nie spodoba to zwalisz na AI?), dał ją oficjalnie, nie wstydził się jej ani nie przestraszył konsekwencji i powiedział dokładnie to, co cała branża tych real real niggas mu zawsze chciała powiedzieć. I tak, jest hipokrytą, bo mu nie przeszkadzało wcześniej to, co teraz wypomina, ale cóż, lepiej późno niż wcale. No i jednak beef to wolałbym, żeby jak Ross nagrywali kawałki, a dodatki na socialach były dodatkami, a nie jakieś zamawianie orkiestry co gra na bębenkach. O co w ogóle w tym chodzi? To ma obrazić producenta, że robi bity czy co'? I taki to jest beef właśnie, zamiast kawałków, pozerka i dramy na instagramie. No ale 2024 w końcu, więc co ja, stary boomer bym chciał, żeby raperzy mieli beef polegający na rapowaniu? W 2024, kto to widział.
