@gawi Juz pisze, spałem z godzinę, w Berlinie jesteśmy już. Nie mialem siły na nic.

Wrzuciłem z godzinę temu stories na moim instagramie.
Były dwa stoiska z merchem. Jednak kolejki były tak długie, ze nawet nie próbowaliśmy się ustawiać. Wydaje mi się, ze każdy merch kosztował 40 euro - ale nie przyglądaliśmy się jakoś super szczególnie, wiec to nie musi być prawda. Aa i jeszcze pewne rozczarowanie - przynajmniej dla nas, bo zamówiliśmy sporo na yeezy.com. Druk na tszertach jest błyszczący, to nie jest biały kolor.
Doorsy oficjalnie otwierali o 18.30, my wpadliśmy chwile po 19.30. Oficjalnie wydarzenie miało się rozpocząć o 20.00, ale oczywiście nikt w to nie wierzył. O 21.00 odpalili światla na scenie, zgasili regularne światło i puścili dym na floor. I tak czekaliśmy i czekaliśmy. Trochę się baliśmy, ze zostało odwołane, ale w końcu o 21.45 pojawili się na scenie: Ye i Ty Dolla.
Koncert rozpoczęli od 30 sekundowego snippetu do Carnival. Następnie zagrali cały album po kolei, dodając Everybody, pomiędzy Paid i Talking. To chyba był standard na tej listening party. Co nie było standardem, to na pewno lista gości. Na scenie pojawili się India Love, North West, Freddie Gibbs, Quavo, Rich the Kid, Bump J. I Playboi Carti na backstage'u - nikt ode mnie i od naszych znajomych nie ustrzegł go na samej scenie.
Co jednak było największym highlightem listening party to zdecydowanie najlepszy encore ze wszystkich listening party do tej pory. Kanye zagrał swoje wszystkie największe hity. Encore zaczął się od Carnival (nikogo na scenie nie było), chwile po tym słyszymy kawałek, który każdy pozna "po jednej nutce". I wszyscy zwariowali. Kanye wrócił i vibeowal z publicznością do Runaway. Następnie Can't Tell Me Nothing, potem Bound 2, Father Stretch My Hands Pt. 1, Black Skinhead, Otis i zakończył wszystko Ni**as in Paris. I to był kulminacyjny moment całego wydarzenia. Kanye położył się na chwile na podłodze, wstał i zszedł ze sceny, bardzo zadowolony.
Następnie DJ zaczął grac Or Nah, Ego Death od Ty Dolla i wszystko zakończył ponownie Carnival. Cala publiczność była pod takim wrażeniem wydarzenia, ze zostali do samego końca, choć nie było już nikogo na scenie.
Publika jak to francuska publika - bardzo nahajpowana i energiczna. Widać było, ze wszystkim brakowało występów Kanye i czekali z wytęsknieniem na taka okazje jaka się przytrafiła wczoraj. Jeśli chodzi o sama publikę, to jak ja bywam od czasu do czasu na koncertach w Paryżu - to najbardziej biała do tej pory i bardzo mloda. Choć było widać tez sporo ludzi w moim wieku.
Sama oprawa była bardzo spoko. Oświetlenie robiło robotę. Pomysł dość prosty, ale bardzo skuteczny. Spodziewaliśmy się nudnej ciemności, ale to była jednak naprawdę całkiem niezła oprawa sceny.
Wiadomo, trochę niedosyt, ze to nie był prawdziwy koncert, a "tylko" listening party. Ale widząc, po tym jak ludzie się bawili, ile lat ma Kanye i ile na tym zarobili - bardzo wątpię w jakakolwiek prawdziwa trasę koncertowa Kanyego. Raczej będziemy mieli teraz tylko te listening party i może od czasu do czasu zaliczy jakiś festival. Na więcej bym nie liczył.
Pocieszaliśmy się również, ze przecież większość nowych raperów gra koncerty na full playbacku. Wielu z nowych raperów jest w ogóle niezaangażowanych na koncertach, także na sile można zaliczyć to listening party jako koncert (i to taki dobry koncert z playbacku, bo się ruszali i robili hype).
Bardzo polecamy, przebiło nasze oczekiwania znacząco (oczekiwania raczej mieliśmy dość niskie - szczerze to ja się cieszyłem, ze on się w ogóle pojawił i nie odwołał). Bardzo zmotywowany Kanye, pełen energii Ty Dolla. I Paryż mial najlepszych gości i najlepszy encore do tej pory.
A i śmieszne było, ze chyba publika ani razu nie krzyczała "dolla", tylko "Kanye" cały czas.
