Re: Sokół
: 20 gru 2025, 16:05
No dobrze, ale jaka teza jest broniona tym zestawem? Przypominam że moja była taka (tzn taką miałem na myśli, może to nie wybrzmiało właściwie), że aby robić dobrą literaturę to potrzebny jest warsztat, który trzeba po prostu poznać, wyrobić i wyćwiczyć. Z tego co mi wiadomo to żaden z powyższych nie urodził się i łubudu, od razu ciskał zdefiniowane pod względem formalnym, świadome i wybitne dzieła.
W tym wywiadzie coś stęka, ale oczywiście nie tłumaczy jak do tego doszło, a jedynie że spał po znajomych i jakiejś kanciapie opuszczonej
Nie wiem, jak pozostali z wymienionych, ale Hłasko sam przyznawał, że jego początki wyglądały tak, że pod skrzydło wzięły go literackie tuzy takie jak Newerly, Łoś, Andrzejewski. Pokazywał im swoje kolejne pisarskie próby, a oni mówili "gówno, ale masz potencjał, próbuj dalej". Sokoła raczej nikt nie ośmielił się skrytykować i efekty widzimy. Więc przychylam się do opinii dr zjeba.dr zjeb pisze: ↑20 gru 2025, 16:41No dobrze, ale jaka teza jest broniona tym zestawem? Przypominam że moja była taka (tzn taką miałem na myśli, może to nie wybrzmiało właściwie), że aby robić dobrą literaturę to potrzebny jest warsztat, który trzeba po prostu poznać, wyrobić i wyćwiczyć. Z tego co mi wiadomo to żaden z powyższych nie urodził się i łubudu, od razu ciskał zdefiniowane pod względem formalnym, świadome i wybitne dzieła.
Edit: błysk geniuszu też potrzebny, wiadomo, ale idzie mi o to że na samym się nie pojedzie sensownie
no tak, ale żaden z nich nie zgłębiał jakichś tajemnych arkan warsztatowych. Twardoch gdzieś o tym pisał, że to wchodzi samo, a trzeba po prostu probowac. Tak samo jak w rapie. Przecież pierwsze zwrotki każdego z tuzów to beka z lokalnych. Ale w pewnym momencie coś kliknie i jazda. Nie zawsze jest to kwestia jakiejś nauki zasad. Hłasko to podklepywał swoje rzeczy gdzie się dało do skutku i w koncu pykło i odnalazł siebie.
tak. I często są to emocje po prostu. Niepamietam czy to nie Stańko powiedział, że śmierc najbliższego wyzwoliła w nim pokłady kreatywności i zrobiła z niego charakternego gracza. U Bułhakowa była to milosc. Itd itp.
Czarnyszewicz i Piasecki. Dwa genialne debiuty, które są w ścisłej topce literatury polskiej, obaj bez wyuczonego warsztatu, po prostu z czutka, której nie zastąpi żaden szablon.dr zjeb pisze: ↑20 gru 2025, 16:41No dobrze, ale jaka teza jest broniona tym zestawem? Przypominam że moja była taka (tzn taką miałem na myśli, może to nie wybrzmiało właściwie), że aby robić dobrą literaturę to potrzebny jest warsztat, który trzeba po prostu poznać, wyrobić i wyćwiczyć. Z tego co mi wiadomo to żaden z powyższych nie urodził się i łubudu, od razu ciskał zdefiniowane pod względem formalnym, świadome i wybitne dzieła.
Edit: błysk geniuszu też potrzebny, wiadomo, ale idzie mi o to że na samym się nie pojedzie sensownie