Re: Zioło
: 23 paź 2019, 15:05
Właśnie rozmawiałem z mamą przez telefon i spytała mnie czy słyszałem, że umarł 30letni hip hopowiec 
gambler pisze: ↑23 paź 2019, 20:42 Hip hop to mój prywatny klasyczek. Magia, serio.
Nie zapomnę jak poznałem ten album. Miałem dość mocno wbite w wiele spraw, było gorące lato, a ja wstawałem o 6-7 rano, grałem w NBA2k12 i słuchałem tego na słuchawkach, kilka razy z rzędu. Dzień w dzień. Może to po latach lekko na wyrost, ale raczej znam większość na pamięć. Niebywały materiał, który dla mnie przede wszystkim wyróżniała błyskotliwość gospodarza.
Kilku ziomków również się zapoznało w tym okresie, a reszcie podrzuciłem płytkę i z miejsca się zajarali. Ta płyta wyróżnia pewien okres naszego życia, kiedy szliśmy na studia i towarzyszyła naszym melanżom na melinie. Ofiary i Głupi, to niesamowite tracki. Kultura zawsze krzyczana.
Zioła poznałem na jakimś koncercie. Może pamięć zawodzi, ale wydaje mi się że grał wtedy PARIAS w Alibi, całość organizował uż. LuckyLuke i jeśli dobrze pamiętam, uż. kosciey najebany się gdzieś zataczał i chyba miał jakąś spinkę z ochroną, a LuckyLuke go ratował/wprowadzał z powrotem (mogę mylić akcje i koncerty, to było kilka lat temu).
To był w ogóle fajny czas. Za 35zł można było pójść na koncert, gdzie grały z cztery mocne ksywy ze sceny. Można było poznać full ciekawych ludzi i porozmawiać o wszystkim, ale przede wszystkim ludzie żyli tam rapem. Jak nie chciało ci się iść na któryś koncert, to zawsze miałeś bar, ogródek, albo schody na przeciwko, zawsze się coś działo.
Z ziołem przegadaliśmy wtedy chyba z godzinę. O scenie, rapie, życiu, jaraliśmy się Milczmenem.
Później okazało się, że ziomek mieszka na ośce i często go widywałem. Zwykłe, codzienne sceny. Nie wiem czemu ale przypomina mi się teraz taki obrazek, jak wracałem w letni dzień z uczelni, a on z ówczesną dziewczyną wybierał pomidory na stoisku warzywnym pod blokiem.
Co mnie najbardziej przeraża - samobójstwo. Dwa tygodnie temu dzwoniłem z kumplami, z którymi Hip Hop towarzyszył nam w dzień w dzień, kiedy zaczynaliśmy życie we Wrocławiu. Padł temat narkotyków, poszła gadka, że Zioło jest wjebany w helupę i chyba nawet ja stwierdziłem, że to "one-way ticket", a ktoś potwierdził, że widział go wyglądającego marnie (sam nie mieszkam już w 71).
Ze smutkiem przyznaję, że można się było spodziewać informacji o przedawkowaniu.
Samobójstwo. Nie chcę wiedzieć co musiało dziać się w jego głowie. Czy był rozczarowany życiem, popsutymi relacjami, historiami związków. Czy próbował kolejny raz odstawić, wyprostować życie i nie był w stanie wygrać tej walki. Czy miał wystarczająco porytą banię. Do całości dochodzi temat długów.
Wyobrażam sobie, że na narkotycznych ciągach i w tego typu relacjach-towarzystwach, odchodzą krzywe akcje z hasjem i innymi tematami. Są jakieś nowe postacie i historia z ostatnich lat, ale nie wiem i nie chcę wiedzieć. Wolę go zapamiętać jako kochanego nieogara, który wyróżniał się luzem, humorem i błyskotliwością, która świadczyła o sporej inteligencji. Miał swój niepowtarzalny styl i jak to ktoś dobrze wcześniej ujął - słuchałeś i wiedziałeś, że to jego bit. Mogę się mylić, na pewno na tym forum są osoby, które znały go blisko, ale zawsze sprawiał na mnie wrażenie gościa który trochę niezręcznie czuł się ze swoją rozpoznawalnością.
Oczywiście, ludzie znali jego twórczość na hyperrealu i eksperymentowanie z narkotykami. Zawsze w takich sytuacjach pojawia się oczywisty komentarz - wiadomo było, na własne życzenie. Tak, prawda, ale to nigdy nie jest takie proste i zero-jedynkowe. Każdy przypadek jest inny, a używki też są sposobem ucieczki, radzenia sobie z problemami i całym innym ciągiem przyczynowo skutkowym, nie chcę tutaj tego dalej ruszać.
Nie jestem tu od rzucania kamieniem, sam nie jestem święty w temacie używek i uzależnień. Każdy ma swoje problemy, demony którego go ściągają. Jednak bardzo spodobał mi się post, który chyba ktoś tu napisał ileś stron temu jeszcze przed straszną informacją.
Jak ktoś wam będzie proponował, a spróbujmy kontrolnie hery - walcie go w mordę, z miejsca.
Wydaje mi się, że branie ciężkich narkotyków jest taką samo zapętlającą się otchłanią z której ciężko uciec. I strasznie ciężko jest z niej wyjść, kiedy trzeba powoli zrobić sto ciężkich kroków w tył, zostać w czeluściach i ciężko pracować, cierpieć, żeby po długim czasie móc w końcu zacząć robić bardzo powolne kroki do przodu. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jaki głód czuje osoba uzależniona od heroiny, jak to zmienia ją, jej motywy, zachowania.
To strata dla sceny, bo Michał miał potencjał żeby stworzyć dużo więcej zajebistych rzeczy, ale tu przede wszystkim chodzi o człowieka. To ludzkie historie. Wykoleił się, popełniał błędy, może nie trafiał w dobre towarzystwa. Może nie otrzymał pomocy, albo nie był w stanie sam sobie pomóc. Był dla kogoś synem, przyjacielem.
Spoczywaj w pokoju. Na pewno nie raz wypijemy Perłę Export i wspomnimy Cię słuchając Hip Hopu.