^

Niech ci będzie, przetłumaczę to wam klarowniej, bo nie kumacie pewnych subtelności
Samo porównanie jest irracjonalne
1 - Peja w Polsce ze swoimi slams atakami nie zbliża się na 100 lat świetlnych do pozycji jaką sobie Nas wypracował Illmatkiem w Nowym Jorku (i ogólnie USA)
2 - Polska mikroskopijna wówczas scena jest KURWA NIJAK nieporównywalna do Nowego Jorku z pierwszej połowy lat 90 tych, gdzie zagęszczenie instant klasyków w tamtych czasach i w tamtym miejscu było niekwestionowanie największe w historii całej tej muzyki.
3 - Zważywszy na powyższe 2 fakty doprawdy śmieszne jest szukanie analogii na siłę, gdzie ja wymieniłem 9 raperów/grup moim zdaniem lepszych w swoich czasach od Ryśka, a łysy rzucił 2 albumiki, które uważa za lepsze od Illmatika. Nie wiem co ma piernik do wiatraka, ale generalnie ciekawe argumentum ad pierdolum.
To, że Illmatik jest kultowy, wynika własnie z tego, że po tylu latach jest stawiany obok / wygrywa konfrontację z takimi płytami jak: Liquid Swords, Low End Theory, Enther The Wu, Ready to Die, Enta Da Stage czy Infamous. To są klasyki, które swoją pozycją i jakością nie mają żadnych odpowiedników na Polskiej scenie hip-hop.
A teraz z drugiej strony mamy naciąganą jak naplet Jacykowa opinię, że Peja w swoich czasach wpierdalał większość sceny. Jaka to była większość sceny? 80% sceny nie umiała wówczas rapować i kleić porządnie sampli, dlatego jeśli chce się mówić o Peji jako GOAT (do którego to tytułu sam pacjent pije na swoim nowym albumie) i ziomku który wpierdalał, to trzeba go równać chcąc nie chcąc do tych najlepszych (czyli tych którzy umieli rapować)
A najlepsi byli Eis, Mes, OSTR, Magik, Pezet, Eldo, TEDE i kogo se chcesz to tam jeszcze dopisz.
No i kwestia do ilu z wyżej wymienionych Peja ma podjazd jest mocno dyskusyjna. Kwestia pozycji Illmatika z kolei nie jest dyskusyjna w ogóle, pomimo tego, iż Illmatik za sprawą innych klasyków ma poprzeczkę zawieszoną tak wysoko, że bardziej się nie da. To, że wymienisz 10 płyt z Nowego Jorku z tamtego okresu, które uważasz za lepsze od Illmatika nadal w żaden sposób nie obraża Illmatika - dlatego, że mówisz o czasach i miejscu, gdzie muzyka na najwyższym poziomie była klepana hurtowo, wychodziło po 10 płyt rocznie, które są poza zasięgiem jakiegokolwiek polskiego wydawnictwa. W Polsce scena raczkowała, poziom był niski, albumów klasycznych co wyszły do 2001 roku było do policzenia na palcach obu rąk. Porównujecie Mistrzostwa Świata w Gałę do jakiegoś osiedlowego turnieju para-futbolu dla karłów i macie jeszcze czelność mieć uciechę, że za pomocą rzekomej "logiki" zagięliście moją argumentację.
Wspaniale.