moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
pierdolenie. sprawdź sobie biografie ministrów, czy sekretarzy w PRL.
nie no typie, co ty pierdolisz
jak dla ciebie elita się zamyka na ministrach czy aparatczykach partyjnych, to kurwa nie mamy o czym rozmawiać
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
to że komuś pozwolono być lekarzem czy profesorem to inasza inszość, a kluczowe jest tu słowo "pozwolono".
status społeczny takich ludzi to często było coś między więzieniem a zwykła praca.
status majątkowy był oczywiście żaden.
przydałoby się trochę zrozumienia, że kapitał ekonomiczny w polsce był najmniej istotny (obecnie to się zmienia), jak najbardziej nietrwały, a o realnej przynależności do elity decyduje posiadany kapitał społeczny i kulturowy - w tym kontekście bycie profesorem czy lekarzem, to jest kurwa najpotężniejsza pozycja jaką można zająć w systemie, a nie kurwa jakiś sekretarz partii wymieniany co 10-15 lat jak zużyta prezerwatywa
no i kluczowe słowo "pozwolono" chuja jest warte, ja teraz mogę se napisać, że pozwalam ptakom ćwierkać i chuj, gdyby nie ja były cicho, aparat prlowski nawet jakby miał krwiożercze fantazję niczym polpot na sterydach chuja by zrobiły, na tym się zresztą opiera ciągłość elit - ich się nie da ad hoc zastąpić, bo kurwa nie ma kim
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
ilu znajdziesz tam ludzi z ważnych/ bogatych rodzin sprzed 39?
dałem tam w poście pierwszy lepszy przykład, który mi przyszedł do głowy - rostworowscy, pogoogluj sobie jak to cię interesuje
mogę dać też przykład drugi, który przychodzi mi od razu do głowy krzysztof mikołaj radziwiłł szef protokołu dyplomatycznego za bieruta
takich ludzi siedzących po różnych punktach społecznego i politycznego wpływu (i to nie ministerialnych, gdzie wiadomo, że za zarządzenie państwem w polsce nie odpowiada jakiś minister jebany, a kierownik departamentu) znalazłoby się jeszcze sporo jakby pogrzebać
tu zwłaszcza uniwersytety są szalenie istotne, bo to przecież była jedna z tych dziedzin życia, która oparła się próbą stalinizacji, a po 1956 stanowiła główny rozsadnik (obok kościoła) władzy partii, ty zdaje się bardzo bagatelizujesz fakt, że taki doktorat zrobiony przed wojną sytuował cię co do zasady w jakimś top1%, bo poza formalnymi kwalifikacjami, siecią znajomości dochodziła ci jeszcze niezła pensja (jak na ówczesne warunki - tu o tym też zapominasz, że warunki materialne w prl były mniej lub bardziej chujowe dla wszystkich, nawet taki pierwszy sekretarz żył w jakiejś budzie klocku biedamodernistycznym 100 m2 na żoliborzu) - w końcu ii rp to była typowa republika inteligencka
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
jasne, że po 89 niektóre "rody" coś tam odzyskały, ale też to jest zjawisko marginalne.
przecież te zaniedbane, źle zarządzane, zadłużone majątki (do tego pijesz?), czasem też zniszczone w trakcie działań wojennych, były w nowej rzeczywistości bardziej obciążeniem niż asetem, asetem to te majątki mogą być teraz i jak ktoś sobie ogarnął zwrot dworku, to ma jeszcze hajs, ale to i tak bez znaczenia, bo to nie jest to kryterium, które zapewnia im ich pozycję społeczną
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
w sumie, żeby było jasne z czym polemizuje: w Polsce nie ma prawdziwej klasy byłych arystokratów z majątkami.
ale na chuj ty ich sklejasz z majątkami, majątek w polsce rzecz nabyta, jak się spodziewasz, że polskie postziemiaństwo to będzie kalka brytyjskiej, to pewnie że ci zawsze to z tezą fitowało, ale wypadałoby definicję dostosować do polskich warunków
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
są może takie jednostki, ale nie jest to coś, z czym można czuć tożsamośc. tacy ludzie to przebierańcy, tak jak kolega wyżej opisał swoich kolegów z liceum.
oj kurwa, być się zdziwił, jaka w takich rodzinach jest świadomość, hmm, klasowa, nazwijmy to tak
i owszem to arystokratyczno-ziemiańskie mięsko jest podlane inteligenckim sosem, ale dla tych ludzi typowa obecna inteligencja polska, to jest jakaś obca galaktyka
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
dlatego Mes jest pierdolonym idiotą, gdy odwołuje się do tego, ze służbą jego rodu 200 lat temu czytała.
jest, ale w innym momencie
moore pisze: ↑30 sie 2025, 17:40
prawda jest taka że jego dziadek czy tam tata do różnych pierwszych sekretarzy mówił "tak proszę towarzysza, ależ oczywiście towarzyszu, a wódeczka jest zimna i gęsta" i takie wspomnieniami kształtowały między innymi Piotrka, a nir wsiadanie na koń po plecach czytającej służby
o pierwszych sekretarzach już pisałem, jak oni byli wbrew pozorom nie byli specjalnie istotni w systemie (swoją drogą jaruzelski herbu ślepowron - dopóki był jakimś tam generałem, to sie trzymał mocno, jak został gensekiem zaczął się zjazd, choć i tak jako jedyny z pierwszych sekretarzy odszedł na własnych warunkach, niezłą naiwnością jest sądzić, że to tylko czysty zbieg okoliczności i jego pochodzenie nie miało tu nic do rzeczy)
druga sprawa, że w polsce zawsze czapkuje się władzy/przełożonym, a na koniec i tak robi się zazwyczaj po swojemu
trzy, że dystrybucja szacunku w prl (poza wyjątkiem w postaci gomułki i jego kampanii antyinteligenckiej) wyglądała tak, że partia kokietowała elity intelektualne, a one na partię pluły - albo dyskretnie, albo otwarcie jak kisiel