gods bidness pisze: ↑17 gru 2019, 16:30
[mention]KillerCroc[/mention] +1 właśnie o to chodzi, że to nie jest inteligencja mierzona poziomem IQ, tylko inteligencja jako "kasta" społeczna, potomkowie profesorów, doktorów itd. A dlatego właśnie ma przedrostek "pato", że niewiele z niej zostało.
A jako, że już gdzie indziej o tym pisałem, to nie zaszkodzi przekleić i pogadać o muzyce, a nie kim jest ojciec, kim babka i kto nawinął coś podobnego 10 lat temu, ale nie zarżało.
O czym mniej więcej jest kawałek:
- o tym, że pieniądze szczęścia nie dają
- że można być bogatym, ale nie być szczęśliwym
- o presji jaka ciąży na takich nastolatkach, presji spełnienia oczekiwań rodziców, presji dorównania im
- o bezradności w jakiej rosną, bo wszystko mają (ale co z tego)
- o tym, że jest w nich duża autodestrukcyjna siła i nihilizm
- o ułudzie ludzi z zewnątrz na ich temat, którym trzeba było wykrzyczeć, że wcale nie są tacy szczęśliwi jakby chciał sterotyp
- o trudnej relacji z rodzicem, który jawi się jako ideał, wręcz Bóg, któremu nie sposób dorównać, który jest perfekcyjny, nawet jego miłość jest tak idealna, że aż rzygać się chce
- o tym, że może być idealna powierzchownie, a w całokształcie wcale nie musi być taka bez skazy, jeśli okazywana jest bapem, supremem, mercedesem, a nie szczerym zainteresowaniem i poświęconym czasem
Że banały? Może i tak (nie da się nawinąć/napisać nic niebanalnego w XXI wieku), ale podane w niebanalny sposób (i o to chodzi w XXI wieku). Nic z powyższego nie zostało przekazane dosłownie. Gdyby było, wtedy owszem byłby to banał i kolejny kawałek o tym samym. Ale podano to w sposób na tyle niebanalny, że połowa nie zrozumiała. Bo szuka tępej dosłowności (i często widzi w tym - o zgrozo! - bragga) i zarzuca nieautentyczność, z góry stawiając się w przegranej pozycji, kompletnie nie pojmując użycia treści jako formy wyrazu. Myślałem, że po takim choćby pro8l3mie słuchacze już się trochę przyzwyczaili.
Może dlatego właśnie utwór chwalą ludzie spoza hip-hopu, tacy jak Nosowska (o której śmiało można powiedzieć, że to czołowa tekściarka w Polsce), którzy nie zamykają się w sztywnej i skamieniałej recepcji utworu na hip-hopową modłę. Może gdyby tak to mierzyć, to faktycznie wygrałby Pezet.
I od razu mówię, że trywializowaniem jego problemów typu - jakie banan tam może mieć problemy, kłopoty pierwszego świata - nie sprawicie magicznie, że kawałek przestanie być dobry. To samo z próbą przytaczania poszczególnych rzekomo banalnych wersów (w 2 dwa baty w kiblu jebały/podawał kutasa w złotych tarasach) jako kompromitujące w zestawieniu z tezami o najlepszym tekście kultury od dawna. Jak już chcecie krytykować, to wysilcie się. Zrozumcie, przeanalizujcie, uargumentujcie. Bo niestety większość argumentów pokazuje jedynie niezrozumienie.
I może to nie jest najlepszy hip-hopowy tekst, ale może jest lepszy literacko od wszelkich hip-hopowych tekstów? Wobec wspomnianego, skostniałego i upośledzonego aparatu krytycznego w ramach hip-hopu, nie ma w tym żadnego paradoksu.
Dlatego za krzywdzące dla samego utworu uważam spłycanie wszystkiego do protekcji salonu, tylko dlatego, że u samego salonu (z lewa i z prawa, podkreślam) ten utwór dyskusję wywołał.
To jakby całą karierę Jordana i dwie dekady katorżniczych treningów, oddanych tysięcy rzutów dziennie, żelazną psychikę, charakter, i ciągłą pracę nad sobą skwitować tekstem - eee te murzyny to zawsze tak wysoko skaczą, że normalny człowiek szans nie ma, małpy, czym się tu podniecać. Chamskie, tępe nierozumienie istoty sprawy.
Enjoy hating.