Dziwne jest to ocenianie po latach. Jak z jakimś Powstaniem Warszawskim.

Jak się śledziło ten beef na bieżąco, obserwowało różne jego stadia i momenta, to się wie, że Rycho Psycho też mocno na banię to przyjął, będąc napierdolonym na własnych koncertach, ruchaniu sceny, fristajlach o strupach z dupy i co rusz dostając niespodzianki od Tedego, który mu sabotował zapowiedzi, psuł święta i po prostu wypuszczał lepsze kawałki.
Peja na mixtape odpowiedział po kilku miesiącach. I zaraz po "Czarnym Wrześniu", to jakaś taka stricte hip hopowa społeczność raczej twierdziła, że Peja nie podołał, a Tede się z nim zabawił jak z amatorem. Ale to też zapewne efekt bańki takich jak tu siedzą, dla których hip hop to nie tylko jakaś muzyczka wypalona na cedeczku, tylko wiedza, co to rym dobry, a co chujowy, co to flow itd.
Jak się dla kogoś na czarnym wrześniu beef zakończył, to bez problemu może se wybrać Tedego w ankiecie, jak i ja to uczyniłem. A jak ktoś ocenia też pokłosie, to czemu zwykle kończy beef na czasie do Elliminati, kiedy to się wieprz odkuł, a nie kończy np. na pumpernikiel, do którego Peja chyba do dziś się nie odniósł w kawałku, ani nigdzie indziej?
Albo w ogóle nie uważa beef za otwarty i stwierdza, że obaj przegrali bitwy, ale obaj stoją i że Tede oddał sporo ziemi w latach 10-13, ale odzyskał z nawiązką? Zresztą to Tede na płytach, w kawałkach prowadził akcje zaczepne jeszcze parę lat temu. I jakoś Peja się nie kwapił, żeby w to wejść od nowa.
Morał jest taki, że nie do przecenienia jest fanbase i ogólny klimat społeczny. Łaska słuchacza na pstrym koniu jeździ, co dzisiaj widzi Mes, który nie ma nawet fanów na tyle, że mogliby pooszukiwać w komentarzach na jutubie, że rozjebał, a co kiedyś widział Tede. Klimat był taki, że on jeszcze przed beefem z Peją miał całą rzeszę hejterów (sam takich znałem), którzy jebali po nim, bo był za amerykański i robił baunsik komercyjny, a nie polskie uliczne, nomen omen, gówno. Dla takich jak oni, Peja wszedł w buty bohatera ludu z marszu po wypowiedzeniu pierwszego "jebać Tedego".
Teraz ci wszyscy prawilniacy mają po 40 lat, rodziny i wyjebane w jakieś aktywne niszczenie Tedego i aktywne wspieranie Pejego, a Tede jak to Tede, z chęcią targetuje swoje utwory pod młodego słuchacza od niuskul rapu (Bambi, Leosia) po niuskul disco polo (Skolim). Peja choćby chciał, to raczej nie umie, a swoim mentalem jeszcze sam siebie sabotuje w takich poczynaniach, srając na jakiegoś Bedoesa.
Przekrojowa młodzież dzisiaj to Oskarki z brokułem na głowie, a nie Seby z łysym łbem i nawet jakichś tam odłamek kibolo-dresiarzy ma już inny mental, żeby jakoś efektywnie uczestniczyć w beefie pokolenia swoich rodziców. I efekt finalny jest taki, że to Tede gra dzisiaj duże koncerty, jest redaktorem Stanowskiego, który jest "inteligenckim bohaterem" dla młodych przygłupich mężczyzn normików, jest jutuberem, które gimby za hajs starych donejtują i ogólnie baranie stado liże mu dupę jak kiedyś Pei.
To kto w końcu wygrał i czy hip-hop jak mówił Hirek Wrona?