Przepiękny to był wyjazd nie zapomnę go nigdy, wszystko w porządeczku

Wyjazd w pierwszą stronę miałem bez grupy, bo większośc płynęła z Rostocku, ja cisnąłem przez Szwecję z dwoma kolegami przez Ystad mostem do Kopenhagi, w dzień zwiedzanie, pełno naszych na mieście, duńskie psy kurwy większe niż nasze

trzepanie na każdym rogu, wskazywania środków transportu w zupełnie przeciwną stronę niż zamierzona

od popołudnia zaczęliśmy się zbierać w większe grupy i transportem miejskim pojechaliśmy do Brondby, wejście na stadionszło bardzo powoli, każdy pojedyńczo przetrzepany. Od początku meczu głośny fanatyczny doping, głośniejszy z każdym straconym golem, ze strony duńczyków spora napinka, oprawa ze szpileczką wbitą w naszego Gryfa całkiem śmieszna z ich strony, ilosć pirotechniki również, na plus z ich strony też to że już dobrą godzinę przed meczem cały ich młyn jechał z głośnym dopingiem. Im bliżej końca meczu tym więcej pojawiało się napinaczy od strony trybuny prostej, ci co stali na dole jako pierwsi próbowali tam wyskoczyć, ale poszedł gaz, chwile potem na sektor wbiły psy, jednak jak pewnie widzieliście skończyło się to ich ewakuacją, po meczu mieli nas trzymać 40 minut na sektorze, jednak udało się za pomocą siły wyjść szybciej. Na parkingu zostaliśmy zaatakowani przez Brondy, leciało piro w naszą stronę, poszło pare fajererków, adrenalina była taka, że chyba nikt w głowie nie kalkulował że nie warto i dosłownie wszyscy rzucili się w stronę duńczyków, którzy spierdolili, pare osób dostało przekopkę i wpadły psy. Powrót już bez atrakcji, wracałem busem przez Rostock, pełno niemieckich psów, kilku kiboli z Hansy podrzucało jakieś trunki paru osobom od nas. Częśc została w Kopenhadze jeszcze na weekend. Powiem tak, było naprawdę warto. A no i na nasze konto flaga Brondby skrojona dzień przed meczem przez LFS i Kotwice. Cieszę się, że jednak odpuściłem tą Islandię, piękna sprawa.