rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
1. Wszystko, do czego drga truksulom, i co uznają za jedyny słuszny prawdziwy rap, na czele z De La Soul, ATCQ, Brand Nubian i aksamitnym głosem Q-Tipa, może i 20 lat temu było ciekawe ale dzisiaj nadaje się głównie na kołysanki lub nastrojową muzykę do gejowskiej kolacji przy świecach
Nie, jest zupełnie na odwrót - dzisiaj ta muzyka ma jeszcze więcej mocy, bo jest najsolidniejszym katalizatorem tamtej epoki, żadne inne grupy nie oddają lepiej ducha tamtych czasów i tamtego miejsca od Native Tongues. To po pierwsze. Po drugie - pierwsze lepsze z brzegu "Scenario" ma w sobie więcej jaj i dzikiego, afrykańskiego pierdolnięcia niż cokolwiek od reprezentantów tak zwanego "gangsta rapu" z tamtej epoki. Tak po prostu jest, sory. Jeśli śpisz na ATCQ to jest duże prawdopodobieństwo, że nie czujesz ducha muzyki hip i hop, bo oni tworzyli hip-hop w najczystszej formie, tak radykalnie surowej, że nie dało się już bardziej.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
3. MF Doom ma kilka ciekawych tracków, reszta to nudna, powtarzalna nuda, a Madvillain jaki alternatywny by nie był, też jest nudny
Zgadzam się, i powiem, że MF Doom to najlepszy był za native tonguesowych czasów w KMD, gdzie wykręcał zwariowane, skoczne flow i proste, życiowe teksty. Jeśli idzie zaś o dorosłego MF Dooma to najlepsze są Born Like This i King Gedorah, reszta mogłaby nie istnieć i nie zrobiłoby to dla mnie różnicy.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
4. Do g-funku poleci byle wack i już brzmi nieźle
To prawda.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
5. Paul Wall to lepszy biały raper niż Eminem, chyba, że słuchasz rapu z kalkulatorem
Pełna zgoda.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
DJ Screw to najbardziej niedoceniana postać w historii
Niedoceniona? Przecież on jest otoczony kultem w całym Texasie. A jeśli pijesz do Polski i kondycji polskiego słuchacza HH to się zgodzę, ale w Polsce to niedocenione jest nawet Native Tongues, więc nie ma co się dziwić, bo lata wbijania do głów polskim słuchaczom w kółko na zmianę: Biggie, 2pak, Big L, Wu tang clan, mobb deep - zrobiło swoje. Ja głównie obwiniam za taki stan rzeczy JWP.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
36M zmienili tę muzykę w największym stopniu
Ta opinia już padała w tym temacie minimum 2-3 razy, między innymi z moich ust. Były nawet o tym dyskusje gdzieś, polecam.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
7. Illmatic wcale nie jest taki dobry, zwykły nowojorski smooth-przeciętniak
Uargumentuj.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
8. Biggie może i według tabelki w Excelu był lepszym raperem niż 2Pac, ale to 2Pac miał charyzmę i ucho do hitów
Ucho do bitów? Dr. Dre mu smażył takie hity, że to jest hit, trzeba byłoby być głuchym żeby nie wziąć tych bitów, nawet mój zezowaty kolega przychlast z gimby się jarał bitami 2paka, to czemu pak miał się nimi nie jarać jak mu je podsuwali pod nos?
Biggie też miał wiele zajebistych bitów, no ale jebać to. Co do tabelki w excelu to tego argumentu kompletnie nie kupuję, no bo o co chodzi?
Że niby Biggie był matematycznym raperem pokroju jakichś zjebów z Jedi Mind Tricks? Nigga please, biggie nawet nie był żadnym asem "techniki" (jeśli mamy ją definiować tak jak napisałeś, w eminemowy, biały sposób). Biggie to była maszyna do rozpierdalania swoim slow flow, świetnymi rymami i tonami charyzmy, która nie była wcale mniejsza niż ta 2paca. Poza tym, za Biggiem stoi autorytet jego gabarytów - jebany grubas miał masę w stylowy sposób, był postawny, a np Big Pun to już taki oblech był.
rawjewel pisze: ↑30 kwie 2020, 9:04
jego solówki to pojedyncze dobre kawałki a jako całość zwykłe przeciętniaki
Słodka bzdurka. 187 um killa i str8 outta streetz to są płyty dobre od A do Z, z jedynie wkurwiającymi momentami. Z 187 wyjebałbym tylko "gimmie that nutt" i mam album idealny. Zresztą i bez tego ta płyta to moje top 1 jeśli idzie o west coast.
jogi pisze: ↑30 kwie 2020, 9:28
a skąd... zrobiła to Atlanta z Dungeon Family i później z tymi krankami oraz Memphis. Jay był do końca w chuj NY. Jego opus magnum (Bluprint) niczego nie grzebało A było u schyłku GE
Sieah miał inne zdanie.
jogi pisze: ↑30 kwie 2020, 9:28
Od QB większe zasiegi na świecie robili wspomniany Pun czy Fugees
No i? Nie wiem czy Pun robił większe zasięgi (w sumie możliwe) ale Fugees to rzecz raczej egzotyczna jak na Nowy Jork i na pewno jak ktoś mówi "Fugees" to twoim pierwszym skojarzeniem nie jest termin "Złota era"
jogi pisze: ↑30 kwie 2020, 9:28
Ja nie bronię absolutnie Mobb Deep, bo nie jestem nawet ćwierć fanem, tylko uczciwie powiedziawszy to nie oni stanowili Golden Era
Wywarli wielki wpływ na brzmienie złotej ery i to się liczy, zresztą co już było mówione wiele razy - liderzy danego brzmienia sami w sobie nie muszą być nie wiadomo jak wielcy, starczy że rozpoczęli reakcję łańcuchową - np Chief Keef, czy Three 6 Mafia.
TheD pisze: ↑30 kwie 2020, 15:14
Mm ATCQ lubię bardzo a Bonita Applebum to jeden z moich ulubionych utworów kiedy mam zajebisty nastrój
Wielkie pozdro
TheD pisze: ↑30 kwie 2020, 15:14
o ile DLS mogę bez problemu posłuchać sobie to chyba Brand Nubian odpuszczę, osoba Jamara (aka biali są tylko gośćmi w hip-hopie, kurwa zabijcie mnie; nawet jak nie Eminem to jest jeszcze taki np. El-P, Riff Raff bo pewnie tylko na Shadym bazował) mnie po prostu denerwuje.
No, ale przecież biali są gośćmi w rapie, więc o co chodzi? A już na pewno było tak w Stanach, i w tamtych czasach, gdzie rap mimo wszystko był jeszcze mocno zszyty (bądź co bądź) z kulturą hip hopu. Dziś nie jest wcale, więc nikt nie robi wielkiego halo że nawija se jakiś jebany g-eazy, ale wtedy Vanilla Ice po prostu ośmieszał tę muzykę, pojawiały się wręcz głosy, że jest próbą wyśmiania muzyki czarnych ludzi.