Re: niepopularne/kontrowersyjne zdanie o amerykańskim rapie
: 29 kwie 2020, 0:31
podbijam @b[mention]baqlashan[/mention].
Forum muzyczne
https://slizgawka.eu/
Cała klasyka z tego okresu to dla Ciebie gówno? Nas, Mobb Deep, Biggie? Pytam z ciekawości.
Ziomuś co ty gadasz jak Midnight Maruders to jest przecież typowe golden age. To np według Ciebie jak Nas nagle się wpierdolił jak bomba atomowa w Hiroszime w 94' illmaticiem z QB, które było typowym opisem murzyńskich dzielni z nyc, to to też było miałkie gówno, mimo że pół raperów z nowego jorku to cutuje na trackach do dziś?Dlatego jak mam jazdę na OLDSCHOOL to wolę po nich sięgnąć, niż kolejne rozwodnione, miałkie gówno ze złotej ery.
No te dobre brzmi ciepło, to zasługa częstego i gęstego samplowania jazzu i funku i te brzmienie jest zajebiście kompatybilne z syfem, pociągami i szarzyzną blokowisk. Potem oczywiście nastała era mobb deepowania i wutangowania, która te ciepłe brzmienia próbowała sztucznie oziębić - co z perspektywy czasu brzmi po prostu jak jakaś kreatura. Porównaj sobie Low End Theory a Enter The Wu - to jest to o co mi chodzi. I o ile jeszcze enter the wu daje radę bo to klasyk w swoim lo-fi gatunku, to cały mobb deep zamula pizdę i jest kompletnie do wyjebania, a chłopacy nie potrafili ni huja nawijać, nie mieli flow ani nie przewinęli w swoim życiu ani jednego błyskotliwego półwersu. Trzeba to w końcu powiedzieć jasno i głośno, na pohybel sentymentom.
No jasne, ja nigdzie nie mówię, że przekaz w rapie jest słaby. Ja mówię konkretnie o moralizatorstwie złotej ery, i jakimś wczuwaniu się z dupy wysrane uliczne kodeksy i teksty w stylu "oni boją się na nas spojrzeć czarnuchu, tacy jesteśmy groźni".JoeyJoeJoe pisze: ↑29 kwie 2020, 1:09 już w '82 były takie tracki jak "The Message" Grandmastera Flash & the Furious Five o problemach społecznych i o tym, że życie w NY jest chujowe
Na przedmieściach LA jest w huj większe crime rate niż w NY, bo to tam jest większy przemyt narkotykami, jest tam od zajebania gangówJoeyJoeJoe pisze: ↑29 kwie 2020, 1:09 Imo gangsterka pasuje bardziej do takiego klimatu niż do słonecznej Californii, do której lgną ludzie z całego kraju, bo kojarzy się z dobrobytem i fajnym żyćkiem
Z tych co wymieniłeś mobb deep to gówno. Nasa lubię a Biggiego uwielbiam. I o ile jeszcze NAS był jakimś obrońcą prawdziwości dla gry, tak Biggie był już zupełnie innym typem rapera, być może to był pierwszy prawdziwie mainstreamowy raper na wschodzie, który wyrwał ten gatunek z resztek boom bapu i utorował drogę dla takich raperów jak Jay Z czy 50 cent. Już debiut Bigiego potrafił brzmieć momentami jak rzecz, która "złotą erę" ma za sobą. Brzmieniowo ten album był bardzo nieortodoksyjny jak na swoje czasy. I myślę, że to się przyczyniło do sukcesu Bigiego. Biggie ze swoim swagiem w huju miał bolączki ulicznych raperów jak prodigy czy raekwon, różnica między bigim a nimi jest taka jak między malikiem montaną a tps'em.JoeyJoeJoe pisze: ↑29 kwie 2020, 1:09 Cała klasyka z tego okresu to dla Ciebie gówno? Nas, Mobb Deep, Biggie? Pytam z ciekawości.
no chyba nie
no akurat nasa celowo nie wymieniałem, bo on w swojej progresji mocno hołdował starej szkole, poza tym połowa raperów z nowego jorku nie cutuje go do dziś na trackach, bo nikt w nowym jorku nie używa dziś cutów, oprócz jakichś pojedyńczych białych chłopaczków co robią 400 wyświetleń na yt
oczywiśćie, że nie, bigi totalnie w huju miał konwenanse ówczesnej sceny, on wchodził robił swoja a jak miał kogoś cisnąć to go cisnął - był wszystkim tym czym złota era nie była - zlota era to twarda ulica - bigi to hastler, mainstream i wariat
z moralizatorstwem to chodziło mi o jego uliczną odmianę co to przystoi a co nie, de la soul po prostu bronili wartości klasycznego hip hopu, tak jak im przynależność do zulu nation nakazywała, i te "sranie się" dotyczyło fundamentalnych poważnych kwestii, jak np emanowanie pistoletami czy narkotykami u młodszych artystów
ładnie się opisałeś, oficjalnie wypisuję ciebie ze zjawiska zwanego hip hopem. Jeśli ktoś nie rozumie Native Tongues to nie rozumie hip hopu.
Wcale, a to wcale tylko są na cutach wielu klasyków nie tylko ze stanów.
Ciebie wypisuję ja za to, że mówisz co jest prawdziwym hip hopem a co nie.
nawet jeśli by tak było to jebać takie moralizatorstwo ale nie było bo srali się o znacznie więcej, naśmiewali się ze stylówy LL Cool Ja, z Rakima, MC Shana, atakowali każdy trend który nie mieścił się w ich przyjebanym nerdowskim pudełku, na Stakes Is High większość płyty to było jakieś chlip chlip narzekanie i hejt przecież. Pac ich tam ładnie powyjaśniał, z tych klasycznych ekip właśnie de la soul mi najbardziej na nerwy działa, trochę szkoda że beef z Paciem się bardziej nie rozwinął i się na Watch Ya Mouth skończyło
a murzyni z OFWGKTA, Beast Coast czy Brockhampton też są łysiejącymi kadłubami? Bo Nativsy to ich główne inspiracje.
to ciekawe, bo ODB był na początku ewidentnym ksero Busta Rhymesa (czyli nativsa rzecz jasna) i słychać to W HUJ
to co napisałeś to odlot na marsa, RZA był do bólu nudny jak się go porówna do Q-tipa. I jakie wykraczanie poza rap? To Q-tip wyprodukował najbardziej gorący, smukły, jazzowy rap album wszech-czasów aż do powstania TPAB. A ryza po prostu klepał bity oparte o nietypowe sample ze ścieżek filmowych, niezbyt to wykracza poza rap bo jest to zrobione w ścisłych ramach ścisłego rapu
dla mnie to tandeta w hujWhtn pisze: ↑29 kwie 2020, 1:56 Odpalam dzisiaj OB4CL i słyszę szalony styl Ghosta który nawija mi o wyrzucaniu murzynow z helikopterów, chwilę później dostaje w łeb doskonałą gangsterską balladą czyli Rainy Dayz, w między czasie słucham dziesiątek kultowych linijek o wożeniu dupska w Lexusie czy tam rzucaniu na ulicę kilogramów koksu przez Raekwona
Liquid to najwybitniejsza rzecz ze stajni Wu, zdecydowany peak produkcyjny Rza i ścisła czołówka rapu w ogóle. Ale nie ma się co dziwić bo to płyta najwybitniejszego reprezentanta tego kolektywu - GZA, który lirycznie przerastał tam każdego o co najmniej 3-4 głowy, i bez problemu mógłby się bujać w szeregach Brand Nubian, jak równy z równym, a nie z jakimś masa kila czy u god
wtf xD
jestem spokojny jak flow mf dooma na peachfuzzie człowiek
no ciekawe że krytykujesz moje słuszne besztanie hujowego mobb deepa, a nawet się nie zająkniesz że tu ludzie mówią o rzekomym spanie na jednej z najlepszych rap płyt jaką jest low end theory
no a czemu o tym nie mówić? wyszedłem z pozycji prawdziwego, esencjonalnego hip hopu żeby to raz na zawsze wreszcie ustalić, że złota era to karykatura prawdziwego oldschoolu, o czym 98% nie zdaje sobie sprawy. To "oldskulowcy" zrobili bogów z WTC czy Mobb Deep totalnie ośmieszając prawdziwy oldschool. Poza tym konkretnym kontekstem to hujem macham w to co jest prawdziwym hip hopem a co nie, jakoś three 6 mafia nie jest prawdziwym hh a ją wolę nawet od Nativsów
Nudy, nudy i jeszcze raz nudy, średnio interesuje mnie pitchforkcore rap, podchodziłem wielokrotnie wielokrotnie się zrazilem - ale jasne, widać głębokie inspiracje, w końcu i przy native tongues i przy brockhampton bardzo fajnie się usypia, Tylera nie wliczam jbc
Nie sądzę, żeby odb inspirował się kimkolwiek, nie słyszę u niego ani grama busty (chociaż tu przyznam szczerze, że znam głównie późniejsze rzeczy rhymesa). Jeżeli Ghost to średniak to naprawdę nie mam pojęcia kto za niego nagrał te wszystkie klasyki, chłop to chodząca charyzma, a jego tekstowy strumień świadomości to przecież to dzisiaj w chuj charakterystyczna rzecz, i naprawdę nie wiem czy ktoś robił to lepiej. Nie mówiąc już o tym, że nagrywał naprawdę dobre krążki przez właściwie całą karierę, gdzie większość ny raperów mogła zakończyć karierę w 96 i nikt by nie płakał.
Czyli generalnie cały gangsta nurt w rapie to tandeta? Imo mimo całej mojej miłości dla no limit/cash money to w takich klimatach to jednak oni byli znacznie bardziej tandetni, inna sprawa, że tak bardzo, że aż stało się to w pewnym sensie dobre
No mnie jazz generalnie usypia, jego samplowanie też przeważnie działa w ten sposób, a RZA? Stworzył jeden z najbrudniejszych i najdoskonalszych rapowych debiutów ever, nie możesz odmówić tego, że to sound enter the wu definiował praktycznie całe '90 w NY. Zaraz później rzucił doskonale bity na Tical (tu imo method nie bardzo się popisał), a później w jednym roku rzucił szalony łączący brud znany z debiutu Wu z bardziej luźnym, lekko funkowym podejściem debiut ODB, filmowe wręcz ob4cl które spokojnie mogłoby być soundtrackiem to the wire a na koniec wyszlifował do granic styl z 36 komnat i dopierdolil Liquid Swords, stawiałbym, że najlepiej wyprodukowany rap album z '90. Imponujący run prawda? Sama różnorodność tego co potrafił wypuścić w tak krótkim czasie w moim rankingu stawia go ponad q-tipem, co do wychodzenia poza rap, to jako twórca soundtracków do filmów też raczej dawał radę.baqlashan pisze: ↑29 kwie 2020, 2:10 to co napisałeś to odlot na marsa, RZA był do bólu nudny jak się go porówna do Q-tipa. I jakie wykraczanie poza rap? To Q-tip wyprodukował najbardziej gorący, smukły, jazzowy rap album wszech-czasów aż do powstania TPAB. A ryza po prostu klepał bity oparte o nietypowe sample ze ścieżek filmowych, niezbyt to wykracza poza rap bo jest to zrobione w ścisłych ramach ścisłego rapu
Jest 2020, jeszcze ponarzekaj, że GZA nie kręcił się na głowie z prędkością 21.37km/h a odb w przerwach od palenia cracku i robienia dzieci nie bazgrał tagów na pociągach. 4 elementy chuj mnie to cytując klasyka
https://youtu.be/Q6TLWqn82J4?t=187
dobra, pies jebał tego ghosta, nic mu nie odbieram, po prostu nie moja bajka tego typu rapik
No nie, dobry gangsta rap to nie jest tandeta jeśli idzie za nim autentyczność, charyzma, styl, jakieś przeżycia kurwa. Dlatego Gangsta rap Eazyego E to jest top klasa tego gatunku, a takie kuban linx to po prostu bajkopisarstwo, zresztą to nie gangsta rap nawet tylko "mafioso rap" czyli taka wersja dla dzieci ze wschodniego co się naoglądały snoop dogga
tandeta cash money to kwestia estetyki, a nie wizerunku i bajkopisarstwa
jeśli uznać dwójkę bigiego za reprezentanta tego gatunku to to on góruje
no to lipa generalnie, ale wierzę że jeszcze kiedyś się przekonasz, każdy z czasem się przekonuje do jazzu - nawet mój ojciec się przekoanł
no ja mu tego nigdzie nie odmawiam, wręcz przeciwnie - przyznaję to, i z tego właśnie wynika mój posting, że WTC stworzyło tę "złotą erę" i otworzyło na maksa nudny rozdział w nowojorskim rapie
low end theory, doggystyle, 400 degreez, mystic stylez
mnie istotnie zwisa i powiewa wczutka w 4 elementy huja w dupie podczas tańca na głowie wokół swego pedalstwa, natomiast jakościowa muzyka native tongues bije na łeb złotą erę i o tym są moje posty
Ale wiesz, że przed premierą Supreme Clientele ghost pierdział w pasiak na rikers Island, na teledyskach do debiutu wu śmigał w pończochach na łbie bo był poszukiwany przez psy a w trackie kariery jednym strzałem złamał szczękę mase'a i zrzucił młodego fiftiego ze schodów w klubie, dostał także kulkę w kark i w łapsko, o Raekwonie też można wyczytać, że był bout that life, szczególnie jeszcze przed premierą debiutu WU. Takie to były czasy, że self snitching właściwie nie istniał więc mimo wszystko ciężko się dowiedzieć czegoś ciekawego, to nie Chicago że rondo wrzuca zdjęcie z wyrzutnią rakietbaqlashan pisze: ↑29 kwie 2020, 3:06 No nie, dobry gangsta rap to nie jest tandeta jeśli idzie za nim autentyczność, charyzma, styl, jakieś przeżycia kurwa. Dlatego Gangsta rap Eazyego E to jest top klasa tego gatunku, a takie kuban linx to po prostu bajkopisarstwo, zresztą to nie gangsta rap nawet tylko "mafioso rap" czyli taka wersja dla dzieci ze wschodniego co się naoglądały snoop dogga
Raczej można, ale imo dwójka grubasa jest lekko przydlugawa i piękne tracki przeplatają się z tymi mniej pięknymi, poza tym bardzo cenię sobie zasadę leaders not followers
no dobra, nie wiedziałem o tymWhtn pisze: ↑29 kwie 2020, 9:06 Ale wiesz, że przed premierą Supreme Clientele ghost pierdział w pasiak na rikers Island, na teledyskach do debiutu wu śmigał w pończochach na łbie bo był poszukiwany przez psy a w trackie kariery jednym strzałem złamał szczękę mase'a i zrzucił młodego fiftiego ze schodów w klubie, dostał także kulkę w kark i w łapsko
Aha, no to oni obydwaj nie zaczęli by rapować bez Eazyego, bo to Eazy wyłożył hajs, który zarobił przez lata na dilerce i zbudował z niczego wytwórnię na światowym poziomie
flow eazy miał doskonałe, był zdecydowanie frontmanem NWA i najistotniejszą figurą Compton, masa małolatów chciała płynąć z takim luzem jak eazy, na koncertach najczęściej skandowali eazyego zresztą
zwykłe ignoranckie pierdolenie, tymi postami pokazałeś że masz zerowe pojęcie na temat muzyki eazyego. Eazy tworzył dojrzały gangsta rap dopiero po rozpadzie NWA, a w beefie ZMIAŻDŻYŁ death row i stworzył biblie i podręcznik tego jak się powinno gnoić delikwentów którym się wydaje że są gangsta. Początkowy eazy z okresu NWA to tylko charyzmatyczny czarnuch, który wybijał się na tle takiej se reszty - dopiero po tych wszystkich przejściach gość puścił wszystkie hamulce i zaczął pokazywać 200% stylu rzucając tym samym płyty który są nieśmiertelne (187 um killa, str8 outta streetz) w przeciwieńśtwie do przaśnych czasów eazy duz it, czy nawet pierwszych 2 płyt nwa
no raczej ci się pojebało, Eazy to był synonim słowa street credit, a w momencie beefu cała ulica była za ruthless - pewnie czytaleś coś o DRE, bo on oczywiście był fejkiem
Posłuchaj sobie takiej płyty jak 187 um Killa, bo to najlepsze co wyszło na zachodnim wybrzeżu kiedykolwiek, i najcięższa, najbardziej przejebana gangsterska płyta ever. Bity budują taki ciężki klimat którego nie uświadczysz na żadnym innym g funkowym wydawnictwie, masa świetnych linijek, (napisanych dla eazyego przez gangsta dreste i bg KO) no i nieśmiertelne flow eazyego, połączone z jego charyzmą, która na starcie zjada całe death row i każdego fejk czarnucha