Kłaniam się nisko po kolejnej przydługiej przerwie.
Ostatnio jeden z czytelników poprosił, żebym zrejtował festiwal Unsound. W związku z tym, że Andżelika nie pisze już swoich codziennych relacji, uzyskałem monopol na POWAŻNE relacje i teraz takie podsumowanie przeczytacie.
TL:DR Spałem tylko 15 minut podczas wszystkich wydarzeń festiwalowych.
Hejterzy festiwalu (ci sami, którzy teraz nieironicznie słuchają Migosów) mówili, że w tym roku nie warto juz zdecydowanie po drogo i lineup słaby. A jak wyszło???
Miejscówki: generalnie Unsoundowy klasyk, z małymi wyjątkami te same miejsca, jednak nie mam co do nich większych zastrzeżeń. Tylko w Forum sauna to dalej sauna i w tym roku nie mieli tych wykurwistych ciast co rok temu. Mimo wszystko, da się przeżyć. Kopalnia soli jest pewnym utrapieniem, ale z drugiej strony rozumiem, że to fajna rzecz dla tych wielu zagraniczniaków, którzy po raz pierwszy przyjeżdżają na festiwal. Całkiem udana zmiana miejsca imprezy otwarcia z Kamiennej na Zetpete. Szkoda, że impreza zamknięcia w Forum.
Muzycznie: hejterzy mówią, że lineup się pogorszył względem tego co było parę lat temu. W pewnym sensie tak, chociaż wydaje się, że ta opinia jest trochę napędzana klubową częścią festiwalu - w tym roku jedyną "gwiazdą" był Objekt (może jeszcze Eris Drew i Octo Octa, ale to trochę naciągane mimo wszystko), a impreza zamknięcie to głównie polskie ksywki. Nie mogę jednak uznać, żeby stanowiło to istotny problem. W sumie to można nawet powiedzieć, że rejwiki mogą być nawet lepsze niż wcześniej... Dobór mniej znanych ksyw jest naprawdę niezły, były ze 2-3 sety, na których bawiłem się wspaniale, a zupełnie tego nie oczekiwałem. Do tego naprawdę fajna selekcja tych jeszcze rosnących (Zuli, Giant Swan, Slikback). Ostatecznie wydaje się, że ci bardziej popularni nie byli do niczego potrzebni.
Część koncertowa również na przyzwoitym poziomie, kilka bardzo dobrych i zaskakujących koncertów (HHY..., Ka Baird, Eli Keszler & Nate Boyce), a przede wszystkim Holly Herndon - płytka brzmi na żywo niesamowicie śpiewana na 6 głosów.
Mocno dyskutowany seciko-performance Caretakera niestety był głównie setem, co jest największą wadą, bo zapowiadało się niezwykle kreatywnie, a wyszło tak se. Na scenie została zainscenizowana gala bokserska, w której walką wieczoru miał być Caretaker vs przemysł muzyczny - byli ogłoszeni sędziowie, były jakieś fotele na scenie, odpowiednia muzyka, obecność bodyguardów, dobrze podkręcona widownia. Caretaker wchodzi na scenę, jedzie z playbacku jakiś kawałek i dalej jest śmiesznie, po czym ładuje się za laptopa i gra pełny secik bez przerw do wykręconych ujęć z różnych lokacji festiwalowych. Nie wiem na huj było to intro tbh bo tylko mi oczekiwania podniosło. Za to ci z resident advisorów itd. to pieli z zachwytu. Ja nie skumałem, ale w sumie pod względem muzycznym jestem prostakiem.
Część niemuzyczna: nie mam pojęcia, bo nie byłem na niczym.
Ogólne spostrzeżenia: wydawało mi się, że w Forum każdego dnia było mniej ludzi niż w poprzednich latach.
Motyw festiwalu zagrał momentami bardzo dobrze, ale i tak było śmiesznie, jak sobie przypominałem przemowę Wałęsy na konwencji KO jakoś właśnie w okolicach otwarcia Unsoundu.
Zastrzeżeń cenowych dalej do końca nie akceptuję - kiedyś było mega tanio, teraz jest po prostu normalnie. Nie mam wrażenia, że ktoś tu na siłę chce napychać kabzę.
Z kopalnią jest trochę za dużo jebania się i na miejscu organizatorów bym to olał, bo ludzie i tak przyjadą na festiwal.
Unsound nadal gniecie polską elektroniczną konkurencję.
Wielkie pozdro dla użytników @kand i @piramida za wielogodzinną fristajlową sesję na ławce na Podwawelskim - tak wygląda prawdziwy hiphop!
Podsumowując, dużo dobrych koncertów i setów, były prawdziwie orgazmiczne momenty, organizacja ok. Demony Unsoundu w postaci chociażby rezydentów grających rok co rok wracają (okrutnie rozczarowujący był koncert Roly Porter feat. światła MFO feat. Księżyc), ale tak czy siak dalej warto wpadać. Mniej (muzycznie) wpadek niż w poprzednich paru latach, max 2-3 naprawdę nudne koncerty.