uwaga, długi post xd
byłem w amsterdamie, koncert odbył się po ludzku, czytaj każdy śmiertelnik mógł kupić bilet i wejść, piękne wydarzenie, mimo że tak krótkie, około 45 minut rozpierdolu. szafeczki na rzeczy elegancko, następnie strefa merchu na której nabyłem koszulkę z okładką live by yo rep. jako że wybecelowałem na polski meet-n-greet to na holenderski już sobie darowałem, ale jak zakupiłem teesa to menago powiedział mi, że ten zakup upoważnia do wstępu na tegoż meeta, więc wyszło najs. przy rozmowie z tc zapytał nas skąd jesteśmy, odparliśmy że z polski, jednak podjechaliśmy te 11h furą żeby zobaczyć ten występ, skoro u nas było coś namieszane. na co on, że nooo w polsce to straszny burdel był przy organizacji i krótki czas przed przylotem dowiedzieli się tak naprawdę jak to będzie wyglądać. plus wkurwił się, bo nie mógł sprzedać przez to prawie w ogóle ciuchów, także podzielaliśmy opinię. powiedział że ten polski koncert to była "impreza zamknięta" tylko na specjalne zaproszenie, więc bajki o sold oucie biletów można sobie w dupę wsadzić, jak to niektórzy oponowali w komentarzach pod postem o tymże sold oucie, bilety nie były publicznie dostępne i taka jest prawda. pisałem z dronem czy idzie na ten szemrany koncert to wysłał mi głosówkę że tak, i trochę pogadaliśmy w tym temacie, w ogóle widziałem że tam jakieś maliki, wini i tego typu kolesiostwo
dobra, a teraz o show, bo to jest najważniejsze. zaczęło się od kozackiego supportu w wykonaniu bodajże grupy vhs, fajny klimat mroczny jak triple six. wszystko w ogóle było bardzo punktualnie. paweł wjebał się na scenę do "we bout to ride", publika żywa whuj tak jak trzeba, więc momentalnie cudna atmosfera. co zagrał później, w niedokładnej kolejności pamiętam bo nawet mi nie przyszło do głowy fona wyciągać i nagrywać, taki miałem hypnotize mind:
- who run it (podbił do didżeja i bawił się mpc-tką z samplami z tego kawałka i podgrzewał napięcie - btw zjaraem się i olbrzymią miałem bekę z tego że dj paul ma didżeja, didżej didżeja paula xdd)
- weak azz bitch - tu powstała ściana śmierci i na bębny poszło w konkretny mosh pit, zdaję sobie sprawę że na przestrzeni lat koncertowania t6m bywały pewnie whuj mocniejsze, jednak imo jak na europę było naprawdę porządne
- slob on my knob, gdzie mosh przybrał jeszcze na sile, leciał oryginał i remix
- break da law, kolejny energetyk
- tear da club up 97, tu nie trzeba nic tłumaczyć
- sippin on some syrup, podobnie
- hit a muthafucka, tak samo
- throw your sets (z crazyndalazdayz)
- paul wit da 45, tu powiedział że musi się przyznać, że pierwszy raz gra ten kawałek na żywo, ale nie wiem ile w tym prawdy xd
- baby mama/ridin spinners/poppin my collar/doe boy fresh/chickenheads/half on a sack/stay fly/late nite tip/side 2 side/azz n tittiez
- tribute dla lorda infamousa, zapalary w górę
- i pewnie coś tam jeszcze było, kontakt z publiką zajebisty, żarty żarciki, toczenie beki ogólnie
po koncercie spotkanie, wymiana kilku słów i foto. powiedziałem pawłowi ile dla mnie znaczy jego muzyka i jak mnie inspiruje, wspomniałem też że przyjechaliśmy z polski te tysiąc kilometrów, ze względu na niedostępność tamtego wydarzenia, na co dj paul zbił mi żółwia i powiedział donośnie
real nigga
jeden z najwyższych punktów z mojej bucket listy udało się spełnić, tego doświadczenia nie zapomnę nigdy