sa tutaj naprawde ZAJEBISTE momenty jak both sides of a smile do ktorego regularnie wracam i ogolnie minimalistyczna produkcja a la james blake bardzo duzo daje temu projektowi, ale te crossoverowe paździerze w środku płyty to takie gówno obsrane ze normalnie chuj więdnie, burzą pacing albumu niesamowicie + wieśniacki w chuj refren w twenty to one i przymulająca piosenka ze stormzym tez do skipu
ale ogólnie to jest dobrze, czasem dave jest zbyt "dosłowny" i wszystko daje sluchaczowi na tacy, ale mimo tego swietnie sie go slucha i potrafi przykuc uwage na luzie przez caly czas trwania tych +7 minutowych trackow
a, no i co ghetts z giggsem dali na in the fire
