Przez wejście Youtube Music na polski rynek zajrzałem z ciekawości na to, jak płacą poszczególne serwisy streamingowe wykonawcom. Nie zdziwiło mnie to, że najwięcej z tych najbardziej znanych i dostępnych płaci Tidal, potem Apple Music, a Spotify i Amazon Music są raczej w dolnej części tej listy i to, że Youtube płaci najmniej. Zacząłem sobie jednak na szybko przeliczać, ile poszczególny artysta może zarobić z danej piosenki na samym Spotify. Taki
No Brainer Khaleda zarobił ponad 1,5 miliona dolarów. To sporo, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie każdego stać na featuring Biebera, Quavo i Chance'a. Raczkujący artyści, którzy nie mają jakiegoś wielkiego hitu, jak na przykład Don Toliver, z samego Spotify wyciągnęli może z 20-30k USD. Problem zaczyna się wtedy, kiedy doliczy się, ile procent z tego trafia do artysty, a ile odlicza label. Zazwyczaj artysta dostaje mniej niż 10%, na tyle to podpisują już raczej znani i obyci w biznesie. Nowi mają mniej niż połowę z tego.
Zacząłem brnąć dalej i co odkryłem - Smokepurrp podpisał deal z Alamo Records na $7 mln. Zdziwiło mnie to w opór. Oczywiście podliczając liczby
Audi($500k),
Nephew($350k, ale tutaj jest featuring Lil Pumpa, więc być może połowa z tego idzie jeszcze do Warner

) czy
123($240k) nie wygląda to źle dla artysty, ale wszystkie streamingi razem wzięte nie zrobią chyba chociaż połowy kwoty z dealu, czyli $3,5 mln.
Gdzie tu haczyk? Label potrąca mu jakiś procent z koncertów dla siebie? W ten sposób artyści najwięcej zarabiają, właśnie ze sprzedaży merchandisingu.
W każdym razie to wszystko jest zagmatwane. Niedawno widziałem jakiś raport, że w całej branży muzycznej artyści zarabiają około 12% wszystkiego. Większość zbierają wytwórnie.
Nie wiem, jakie są źródła do tych wykresów, ale chyba są prawdziwe.
Anyway - ma ktoś jakieś ciekawe lektury na ten temat napisane w ciągu ostatniego roku albo ogólnie tłumaczące jak labele zarabiają na artystach, ile potrącają, najlepiej z jakimiś przykładami? Chętnie bym się doedukował na ten temat.