ehhhhhhhhhhh
Daringer z Beat Butchą zrobili beznadziejne, na jedno kopyto robione instrumentale na debiut w major labelu jednego z najciekawszych gości na scenie. Te ich podkłady z piosenki 2, 7 i 10 brzmią jak różne wariacje jednej, każda na jednym patencie, czyli "brudne sample" z dzwoneczków albo pianina, które nie robią w żadnym wypadku wrażenia jak "dr bird's" albo "allah sent me".
Dlaczego Gunn złapał zajawę na śpiewanie, przez co All Praises jest chyba jego najsłabszym numerem w karierze?
Gospodarza jest mało na jego własnej płycie, na co drugim tracku jest zjadany przez gości (w tym ziomków z labelu), kiedy potrafił zjeść charyzmą freddiego gibbsa i marciego pół roku temu na swojej piosence mając najkrótszy wers. Przecież na 8-minutowym posse cutcie zapodał najsłabszą zwrotkę ze wszystkich, nawet od flee lorda z ostrą zadyszką (inna sprawa, że goście naprawdę dali z siebie wszystko).
Chryste, jeszcze ten bit Blaze'a brzmi jakby był od kogokolwiek innego z klimatów griseldy, a nie od niego, jak na gościa o takiej renomie i kulcie tragedia. Nawet Alchemist też jakieś odrzuty dał, jedynie Conductor na Frank Murphy zarzucił niesamowicie klimatyczny instrumental.
Rozczarowanie roku, ale powinienem się był na to przygotować, w końcu nie można wydawać takiej ilości materiału fantastycznej jakości 5 lat.

ja pierdolę
