Wczoraj miałem tak długiego posta napisanego, ale wylogowało mnie, a ja jak głupek zapomniałem skopiować na wszelki wypadek.

Myślałem, że klawiaturę wyrzucę przez okno. Więc teraz tak romantycznie nie będzie.
Anyway. Odstawmy na bok życie prywatne Chrisa, skupmy się tylko na jego działalności artystycznej. Gość jest znany na scenie od niemal 15 lat. Co dwa lata wypuszcza projekty pełne muzyki, w ostatnim czasie są one jeszcze dłuższe niż wcześniej. W dodatku co roku nagrywa masę featuringów. Czy cokolwiek wypuszczonego od niego jest słabej jakości? Jeszcze ze dwa lata bym się uśmiechał pod nosem, kiedy bym widział tweety fanek Chrisa o tym, że jest goatem. Teraz poważnie się zastanawiam nad tym, gdzie sam bym go umieścił i czy nie byłby to szczyt. Chris dostarcza tego, czego dokładnie oczekuję - dobrej muzyki, która jest przyjemna, odpręża, relaksuje, pasuje wszędzie jak ulał, możesz puścić ją przy każdym obcym i nie będzie przypału. W dodatku masz momenty ekstazy jak przy
Come Together czy
Red, ale równocześnie możesz sobie puścić taki albumik do biegania, bo jest jeszcze chociażby
Lurkin'. I tak wygląda jego kilka ostatnich projektów.
Na tym właśnie polega robienie dobrej muzyki. Nie musisz być dostawać dziesiątek na pitchforku, nie musisz mieć fanów na zamkniętych forach indy, nie musisz główkować nad tym konceptami albumów. Sam byłem sceptyczny przed kolejnym albumem złożonym z tylu utworów. Przy
Heartbreak On a Full Moon kręciłem głową i udawałem, że "no tak nie powinien wyglądać chyba album", choć z drugiej strony nie narzekałem, bo mi się podobało niemal wszystko. Tutaj podszedłem bez żadnych uprzedzeń i jestem zachwycony.
No i powrócę z tematem umieszczania Chrisa w jakichś rankingach czy coś. Dobrze powiedział Joe Budden w swoim podkaście, że Chris to jeden z najbardziej niedocenianych artystów. Większości ludzi nie kojarzy się w ogóle z muzyką, przez co mają do niego z automatu jakąś urazę. Inna część zna go z jakichś featuringów i hitów radiowych. Gdy spytasz na tym forum o najważniejsze postaci RnB ostatnich lat, to założę się, że w mało kto wymieni go w TOP5. A dla mnie to najpewniejszy dostarczyciel poziomu i tego, co chcę od muzyki, w ostatnich latach. Wszystko łykam jakbym był głodny, bo dostaję coś naprawdę genialnego. Świetny album, polecam.