Jak dla mnie to obydwu daleko do jakiejś wokalnej maestrii czy mistrzostwa we flow. Obaj mają przeciętne głosy, Kaz przynajmniej przestał skrzeczeć, ale zastąpił to filtrem na wokalu typu ćwierć auto tune, co mnie na dłuższą metę wkurwia. Oskar za to czasem przeciąga te samogłoski jak jebnięty, taki jego styl, ale to też nic ciekawego. A jak zaczyna śpiewać to już w ogóle, choć dał gdzieś spoko śpiewany refren.
Czemu P83 jest popularny wśród ludzi w korpo i u kobiet? Bo jest modny.

I ma wiele kawałków takich wycyzelowanych pod szerszą publikę typu męskie granie, ale mimo wszystko zwykle w dobrym smaku. Tu jakiś Kazik, tam jakaś Nosowska, tu jakiś Santander - wszystko to daje większy rozmach niż chłopięcy rap Kaza Bałagane, którego kobiety nie chcą słuchać.
A czemu nie chcą? No bo jest właśnie chłopięcy - trzeba być chłopcem, żeby se robić jajca, typu rzucić jajkiem z okna na łeb komuś, narysować najebanemu kutasa na czole, jak zasnął i tego typu chłopięce psikusy - długo taki był rap Kaza - trzyma chuja między cycem, spodenki do ćpania i różne takie jajcarskie teksty o spuszczaniu się na cyc, to coś co imponuje w licbazie, jak chcesz być taki licealno-bezczelnym bad boyem, co chodzi na siłownię z brokułem na głowie. Widzę pełno takich, ich cwaniackich min i się uśmiecham, bo te 20 lat temu też taki byłem i słuchałem Jay Z.
Tyle, że z tego się wyrasta, życie i czas uczy pokory, co widać nawet po samym Kazie, bo już taki nie jest. I dobrze, że nie jest, bo co za długo to nie zdrowo, a co wypada 20-latkowi, nie wypada 35-latkowi, ale minus jest taki, że powstaje pytanie co w zamian? U niego ten dekonstrukcjonizm wartości, zasad i kanonów, podany w cwaniacko-buńczucznym stylu był wartością. Wśród spiętych zasadowców z ulicy, truskulowych wojowników hip hopu, czy ugrzecznionych pod publiczkę i sprzedaż lamusów, co się pięć razy zastanowią co nawinąć, żeby nikogo nie obrazić, ale żeby wpadło w algorytm, on był jednym z tych, co rzucą właśnie retard rapowym żartem, jakiejś linijki totalnie z dupy od niechcenia, łączone jednak z dużą błyskotliwością, pomysłowością i społeczną spostrzegawczością. No ale właśnie, retard rapy, to jest dobre dla pięknych dwudziestoletnich, bezczelnych raperów, a nie tatusiów przed 40-stką. Trochę postawienie samego siebie w kropce - bo jakim tu teraz być i o czym rapować?
Do tego jak dla mnie największym mankamentem Kaza jest brak naturalnej charyzmy. Cała jego fizyczna osoba sprawia wrażenie jakby nie była w stanie unieść swoich buńczycznych i bezczelnych tekstów. Dlatego na zdjęciach zawsze stoi jednym i tym samym profilem, z jedną i tą samą miną i tym samym kijem w dupie. On sam chyba doskonale rozumie, że nie ma tego czegoś, co ma jakiś Quebo, Bedoes, Redman czy Tupac. Jest po prostu przeciętnym typkiem z klasy z ławki obok, stąd nie ma z nim żadnych wywiadów, wielkich scen festiwali i mało go ogólnie w mediach. Bo im byłoby go więcej, tym dla jego wizerunku gorzej.
A co z Oskarem? Też nie jest żadnym gwiazdorem, typu Michał Wiśniewski, Bedoye West. Chował mordę po kątach przez dekadę, a wyszedł dopiero jak się santandery zgłosiły. Ale o nim napiszę potem, bo mi się nie chce.
Dodano po 18 minutach 33 sekundach:
Oskar z kolei ma chujowy jak dla mnie głos, w ogóle jeden z gorszych w polskim rapie. A jednak i tak bym go dał w top 10 raperów. Za wszechstronność tekstową. Do tego umiał zrobić coś, co nie udało się żadnym Dużym Pe, Laikom, Jimsonom, Biszom - umie być poetycki, nie będąc przy tym pretensjonalny w gatunku jakim jest hip hop. Na ostatniej płycie pokazał raperskie dojrzewanie, dał dobre teksty o ojcostwie, a nie tylko żulczykowskie teksty z pogranicza gangsterki i wielkomiejskiego lansu wwa, z bliżej niesprecyzowanym podmiotem lirycznym.
Ten bliżej niesprecyzowany podmiot liryczny to też niezły zabieg, o czym już kiedyś pisałem, bo ani to real talk, ani nie real talk, niczego nikomu nie można zarzucić, że wymyśla niestworzone historie gangsterskie. Nie ma w tym takiej przesady jak u Malika Montany, gdzie wiadomo, że to wszystko z przymrużeniem oka, a jest też dużo większa wszechstronność w tematyce życiowej, miłosnej, związkowej, a czasem nawet trochę filozofowania jak w kawałku z Nosowską, która jednak pokazała mu miejsce w szeregu, jeśli idzie o tę poetyckość.
Ale nadal taki tekst jak przykładowo "Flary" to jest coś czego nie powstydziłaby się ani Nosowska, ani Świetlicki czy jakiś inny tam gej czy półgej od poezji śpiewanej.
Oskar umie też wykreować bardziej spójny i konkretny świat przedstawiony na przestrzeni całej twórczości. Jest to świat, w którym lubi się hajs, ruchanie na imprezach z Warszawiankami, szybkie fury, koks na siłowni i na imprezie i kręcenie bączków starą betą. Do tego trochę półgangsterskiego mroku i nuta nihilizmu pytająca: na chuj to wszystko, z tymi betami, cipami, siłowniami włącznie. U Kaza nic mi takiego konkretnego ot tak nie przychodzi. Inny jest stosunek jego samego do wszystkich tych vonnegutowych postaci, które kreuje w tekstach a sam jest tylko szyderczym obserwatorem.
Ogólnie zatem zgadzam się z
@moody, że Oskar jest półkę wyżej, jeśli idzie o sam warsztat tekstowy.