2rzyn pisze: ↑17 mar 2024, 22:35
rap oprócz ładunku emocjonalnego powinien nieść jakieś podstawy umiejętności rapowania kurwa wy głuche pedały
słuchałbyś fałszującego barry whitea? albo odkurwiającego jakieś pierdy na trąbce obok toancji Louisa Armstronga? No chyba kurwa nie
w rapie masz umieć rapować
a jak umiesz rapować + niesiesz treść/ładunjek emocjonalny to już jest zajebiście
ładunek emocjonalny bez skilla to jakby walenie konia przez saturna nazywać seksem
Włączyłem kiedyś z ciekawości jeden utwór zespołu Dwarzyn, przewinąłem intro, usłyszałem jakiś wers i zanim się skończył, już byłem pewny, że w drugim wersie padnie jakiś mniej lub bardziej wydumany podwójny. Poczekałem na ten drugi wers, potwierdziło się, wyłączyłem.
Piszę to nie po to, żeby z radosnej twórczości kolegi Dwarzyna robić argument w dyskusji, tylko żeby unaocznić jego gust i podejście do rapu. Potwierdzają to zresztą te wszystkie nazwiska z podpisu. Te Smarki smarki, jimsony, rena, zkibwoye. Kompletnie nudni, przezroczyści kolesie, bez krzty charyzmy, którzy jak wchodzą do pokoju, to nikt nie zauważa, którzy pokochali rap bez wzajemności. Jebią więc na akord te swoje nudne podwójne, z których nic nie wynika i które nikogo normalnego nie obchodzą i kończą po latach jako wspomnienie na forum dla 5 typów w starych air forcach, baggich, wyciągniętym swetrze i rondlem na głowie.
Wiadomo, że dla kogoś z gustem wyrobionym na powyższym będzie się całe życie wydawało, że Żyto nie umie rapować, tak jak Eldoce się wydawało, że Eminem to nie jest prawdziwy rap, bo robi palcami W a jest z mid-west. No nie ma dyskusji i koniec.
Jest taki wers Żyta -
nie wiem czy chcesz, ale matka już nie/ona jest na diecie, ale i tak je je je. Wiadomo, koks, jejo, kokaina. Raper z szablonu, w którym sensem życia jest składania podwójnych, napisałby o tym samym kolejny taki sam wers ze swojej kolekcji typu -
matka już wie, się nie oburzaj łajzo/ona ciągnie koks jak odkurzacz dajson. Byłoby jasno, zrozumiale, konserwatywnie, z podwójnym na końcu. Byłoby "jak trzeba". Podręcznikowo wręcz. A podręczniki są nudne.
Żyto to Himilsbach rapu. Ale jak ktoś się chował na Zakościelnym czy coś, to ci zawsze powie, że Himilsbach to żadne aktorstwo. I oczywiście, że Morza Południowe to bardziej oryginalna płyta niż Muzyka Męcząca Pezeta i jego historie o braku pracy i kawalerki, zrozumiał to zresztą sam Noon. Czyli bożyszcze truskuli, który jednak widzi i słyszy więcej niż jego oddani wyznawcy.