Ja zacząłem wraz z lipcem ponownie biegać, bo zepsuła mi się deska, a musiałem mieć jakąś aktywność fizyczną. Ogólnie to biegam co roku, ale jak pada, to odpuszczam, zimą to samo, no i jak jest tak cholernie zimno, że nawet bielizna termoaktywna nie pomaga, to też daję siana. Nie pamiętam jak w poprzednich latach było, ale w teraz postawiłem na wyrobienie kondycji, nie zależy mi na wielkich dystansach, po prostu chcę notować non-stop progres. Mam trasę, która ma 4,2 km i to po niej ciągle biegam wieczorami. Na początku lipca miałem wyniki poniżej 5:00, co było dla mnie katastrofą, ale po tygodniu miałem między 4:50-5:00, więc byłem w miarę zadowolony, choć wiedziałem, że najgorsze to wytrzymać drugi-trzeci, może czwarty tydzień. Minął miesiąc, dziś przebiegłem to z tempem 4:37, ale jestem trochę nieusatysfakcjonowany. Znaczy z jednej strony wiem, że nie mogę spodziewać się cudów, kiedy mam takie przerwy, z drugiej liczyłem, że do końca wakacji będę robił 4:10, ale na 5km, a ja boję się dołożyć ten kilometr więcej.

Bieganie to walka z głową głównie, na początku tygodnia biegałem po 4:50 ledwie i się zastanawiałem skąd ten regres, dziś stwierdziłem, że od początku będę biegł szybciej i jakiekolwiek złe myśli o zwolnieniu by mi nie przychodziły do głowy, to będę na siłę podwyższał tempo. No i w sumie się udało, aczkolwiek wynik mi poprawił pierwszy kilometr, gdzie biegłem 4:12, a drugi już 4:37.

Jak w tamtym tygodniu próbowałem biec jednym tempem przez cały dystans, to notowałem gorsze wyniki w sumie.
A, no i bieganie długich dystansów jest pewnie nudne bez względu na wszystko, ale właśnie takie krótkie wypady na 4-5km to jest super sprawa, wieczór, gwiazdy, jakiś Chris Brown na słuchawkach i się leci, oczyszcza głowę z myśli i leci się dalej z nadzieją, że zaraz w słuchawce usłyszy się od asystenta, że się zmieściło w ostatnim kilometrze w danym tempie/czasie.
Jedyne co mnie załamuje to to, że inni biegacze dużo lepsze wyniki notują ode mnie. Zawsze uważałem się za w miarę wysportowanego, czy to w gimnazjum, czy to w liceum, już nie wspominając o studiach, miałem naprawdę dobrą kondycję na tle innych, za dzieciaka pewnie najlepszą, bo non stop biegałem za piłką, ale strasznie mi się spieszy, żeby robić takie czasy, by móc się uważać za gościa powyżej średniej jakiejś wyimaginowanej. Nie chcę być najlepszy, chcę po prostu to cholerne 4:10 na 5 km.