Jaca miał rację, ale beefów nie wygrywa lepszy raper czy ten który ma rację, a ten kto potrafi bardziej dojebać argumentami i panczami. Po latach chyba można na luzie powiedzieć, że Ryszard rozjebał warszawiaka na płaszczyźnie muzycznej jak i komercyjnej. Poznaniak przed i po miał świetną sprzedaż, a jego przeciwnik przed miał chujową, a po jeszcze bardziej chujową XD (sam przyznawał, że specjalnie wydaje 2CD's żeby pykło złoto), do tego odwoływanie koncertów (za tę akcję akurat hejt, chujowa zagrywka) i granie w WWA. Jaca w tym czasie TVNy, VIVY, chuje muje, nagrywanie średniaków i ból dupy w wywiadach.
Sytuacja odwraca się z wypuszczeniem Elliminati, TDF powraca do łask słuchaczy, a Peja słabnie na fali wschodzącego niuskulu. Przez spory okres czasu poznaniak jest napięty i reaguje na wszystkie zaczepki od Jacy dosyć nerwowo, co tylko nakręca słuchaczy ale na niekorzyść Penera. Finalnie dochodzimy do okresu gdzie poznaniak ma w dupie wszystkie zaczepki przeciwnika, czasem odpowie wbiciem szpilki, a Jaca dziewiąty rok w wywiadach i na płytach wraca do tego beefu z bardzo żenującą otoczką.
Chciałbym tylko dodać jeszcze, żeby ten tedzik wypierdalał, albo niech zajmie się robieniem muzyki. Ileż można wracać do tego samego?







