Re: [beef] Tede - Ten Typ Mes / Wini
: 15 sie 2025, 20:47
Bardzo dobrze, że coraz więcej osób zaczyna racjonalnie i we właściwych proporcjach oceniać „jakości” artystyczne Mesa, który już dawno ujebał sobie, że:
1) nagrywanie z wybitnymi muzykami, których zapoznał w klubie Jassmine, jego samego czyni wybitnym i sprawia z automatu, że wybitne są również stworzone przez niego piosenki;
2) dobrze brzmiące gadanie do bitu to jakaś wyższa sztuka wymagająca wyszlifowanego WARSZTATU, który on ma, i którym się szczyci, i który oznacza że jest w stanie wymówić dużo sylab w krótkim czasie i nie zafaflunić się zanadto;
3) w muzyce typu rap pretensjonalne opowiadanie o jakichś gównach typu wymyślone życiorysy osób, które spotykasz na przystanku, czy meandry własnego drzewa genealogicznego, jest bardziej wartościowe niż rymowanie fajnie brzmiących wersów.
No i jeszcze wiele innych rzeczy. Na przykład, że napisanie książki jest ostatecznym dowodem i potwierdzeniem jego intelektualnego wykwintu. Albo że sam fakt spłodzenia dziecka czyni go z automatu dojrzałym, nawet jeśli regularnie obraża matkę własnej latorośli jakimiś przedszkolnymi podsrywkami.
Sam „diss” jest oczywiście żenującym miksem udawanego dystansu, udawanej prawilnej gadki i chujowych rymów. Jak na tak rasowego podobno rapera Mes nie za bardzo potrafi napisać i zarapować punchline. Nie dziwne więc, że legendę WETERANA beefów buduje na pokonaniu mema-Masseya i cokolwiek wyrównanej potyczce z Mezem (Mezo Mezo do bitu do do dobitnie), z której ten ostatni udał się bezpośrednio do studia nagrać z Sylwią Grzeszczak kolejny hicior na 4funTV.
Bit fajny za to.
Ogólnie Mes mógłby robić fajne rzeczy, zwłaszcza że jest już w wieku, w którym może spokojnie odpuścić sobie chorobliwe dbanie o to, jak widzą go inni, i czy na pewno pamiętają że ma Maserati, napisał jakąś książeczkę i jakieś felietoniki, a różni ludzie wyrządzili mu mnóstwo krzywdy, a on kiedyś pił alkohol, a teraz pali hehe ziułko.
1) nagrywanie z wybitnymi muzykami, których zapoznał w klubie Jassmine, jego samego czyni wybitnym i sprawia z automatu, że wybitne są również stworzone przez niego piosenki;
2) dobrze brzmiące gadanie do bitu to jakaś wyższa sztuka wymagająca wyszlifowanego WARSZTATU, który on ma, i którym się szczyci, i który oznacza że jest w stanie wymówić dużo sylab w krótkim czasie i nie zafaflunić się zanadto;
3) w muzyce typu rap pretensjonalne opowiadanie o jakichś gównach typu wymyślone życiorysy osób, które spotykasz na przystanku, czy meandry własnego drzewa genealogicznego, jest bardziej wartościowe niż rymowanie fajnie brzmiących wersów.
No i jeszcze wiele innych rzeczy. Na przykład, że napisanie książki jest ostatecznym dowodem i potwierdzeniem jego intelektualnego wykwintu. Albo że sam fakt spłodzenia dziecka czyni go z automatu dojrzałym, nawet jeśli regularnie obraża matkę własnej latorośli jakimiś przedszkolnymi podsrywkami.
Sam „diss” jest oczywiście żenującym miksem udawanego dystansu, udawanej prawilnej gadki i chujowych rymów. Jak na tak rasowego podobno rapera Mes nie za bardzo potrafi napisać i zarapować punchline. Nie dziwne więc, że legendę WETERANA beefów buduje na pokonaniu mema-Masseya i cokolwiek wyrównanej potyczce z Mezem (Mezo Mezo do bitu do do dobitnie), z której ten ostatni udał się bezpośrednio do studia nagrać z Sylwią Grzeszczak kolejny hicior na 4funTV.
Bit fajny za to.
Ogólnie Mes mógłby robić fajne rzeczy, zwłaszcza że jest już w wieku, w którym może spokojnie odpuścić sobie chorobliwe dbanie o to, jak widzą go inni, i czy na pewno pamiętają że ma Maserati, napisał jakąś książeczkę i jakieś felietoniki, a różni ludzie wyrządzili mu mnóstwo krzywdy, a on kiedyś pił alkohol, a teraz pali hehe ziułko.