Czas na TIER 4, czyli płyty, nie oszukujmy się, słabe, ale nie beznadziejne. Można czasem puścić w tle, pod warunkiem, że przymkniemy lekko oko i ucho:
Notes 3D - płyta przy której Tede stwierdził, że na czas infamii musi sprężyć czoło i wydawać dwa razy częściej niż dotychczas, a jakoś to będzie. No i było jakoś, głównie kiepsko. Pamiętam, że nawet kupiłem oryginał i po przesłuchaniu chyba nigdy już do niego nie wróciłem i tak leży w piwnicy od kilkunastu lat z innymi. Mało co z tej płyty pamiętam nawet po odświeżeniu sobie kilka dni temu. Pamiętam, że był spokojna, stonowana, jakby Tede mówił do swych oprawców - nie bijcie mnie już. Pamiętam też, że spotkała się z chłodnym przyjęciem wśród jego fanów, na co popularny Wieprz stwierdził, że polscy słuchacze są niegotowi i czeka aż przyjdzie jej moment, a gawiedź zmądrzeje i dorośnie do niej. No to czekamy już ponad 15 lat. Jeszcze nie czas. Jedyne co pamiętam z tej płyty na teraz, to kawałek będący parodią reggae o bólu dupy Tedego do Kazika, że śmie nawijać antysystemowe kawałki i mieszkać na Teneryfie (a co ma nawijać w 2011 Kazik, jak nie kawałki sprzed 30 lat, tak jak ty wieprzu nawijasz drina za drinem, mimo że nie ćpasz już i nie pijesz).
I jak już przy hipokryzji i sentymentach z poprzedniej epoki jesteśmy, to czas na:
Sport 2021 - pamiętam jak Tede przez dwie dekady swojej kariery zawsze mówił, że nie ma co się brandzlować przeszłością, wyśmiewał sentymenty i powroty do starych czasów swoich kolegów z branży (vide: Liroy, Borixon, WYP3). No ale jak w końcu zrozumiał, że nie czas na bezkompromisowość i zobaczył, jak to żre wśród podstarzałej gawiedzi, to nagle zmienił zdanie o 180 stopni i wypuścił to coś na przestarzałych chujowych bitach i sentymentach. Przesłuchałem to raz jak wyszło i nigdy nie wróciłem, wam też nie radzę. Najlepiej zapada w pamięć kawałek pt. Tomasz, który budzi niesmak, bo promowany jest na trupie Chady, a w teledysku występuje jakiś koleś w czerwonej czapce, który go udaje.

Jest to o tyle niesmaczne, bo z racji bycia martwym, Chada nijak nie mógł się wybronić przed tym nagłym i zaskakującym przypływem przyjaźni ze strony Tedego. O tyle niesmaczne, że ten same Tede płytę wcześniej czy później atakował legendę Magika, jego fanów i kolegów, którzy grają na tym pomniku, a tu jak gdyby nigdy nic wziął sobie "pomnik" Chady na tapet i okazał się nagle jego świetnym kolegą, przy czym tajemnicza relacja Chady i Tedego matki wydaje się w tym wszystkim ciekawsza.
Vanillahajs - czyli kolejne po Keptn' wydawnictwo z najgorszego okresu Tedego, gdzie niby się odkuł, ale z po-beefowej depresji popadł w jakąś dziwną hipermanię pełną przeraźliwego wycia, darcia mordy, baraniego beczenia, chujowych kalamburów, zwietrzałych gierek słownych i innych potworków językowych. Łapał się gorących kotletów, gorących jak hot 16 czelendż, gorących jak Putin po Krymie itd. Płyta efektowna, hałaśliwa, pełna koloru, efektów specjalnych i w ogóle pełna wszystkiego. Taki muzyczny odpowiednik kina akcji w reżyserii Patryka Vegi. Bezczelnie wycelowana w gimbusów, a Tede jest najgorszy, gdy próbuje udawać młodzieżowego.
Karmagedon - kolejny tytuł i kolejne chujowe gierki słowne. Czy jakiś yesman nie mógłby choć raz powiedzieć nie? Karmagedon, Kartagedon, Gęgin sręgin, pumpeair nikiel, boatever, hoespicjum... Chłopie kurwa, był 2020 czy jakoś tak, a ty rzucałeś gierkami słownymi w stylu hip-hopotam... Choć akurat diss na Numera bardzo dobry. Podobał mi się, bo po każdym refrenie rzucane było nowe światło, przez co ten sam refren nabierał co rusz nowego znaczenia po każdej kolejnej zwrotce. Niestety reszta rozliczeń, wspominek spod Atlantica, obsesyjne wracanie do Peji niespecjalnie zachęcało. Podobnie jak disco polo z Kapotą. Miał być niesamowity czas rozliczeń, kevlar, ślady po kulach i chuj z tego wyszło.
Mefistotedes/Droga do odkupienia - kolejna błyskotliwa gierka słowna w tytule. Kolejna dwupłytowa, bo nie ma nikogo, kto by mu powiedział, że co za dużo to niezdrowo. Chłop jest chory na łeb. Do tego głos tu miał jak Gremlin. Jak młody Kaz Bałagane tylko w krainie szuflandii. Ni z pizdy ni z dupy przypomniał tu sobie Tede, że jest nagle wielkim miłośnikiem marihuany, ma jakiś pakt z diabłem (kurwa co?), wszystko to jebie konceptualizmem typu zjarałem się po przyrze w gimbazie i wpadł mi do głowy zajebisty pomysł - PAKT Z DIABŁEM! MEFISTOTEDES! NIEZŁE CO STASZKU? Zajebiste Jacku!. Same tytuły odzwierciedlają burdel w głowie autora - "Sza sza sza”, "„Ex ex ex oooł” 'MAMAMA MAMAMADA" itd. Podane to wszystko w źle się starzejącej elektronice.
Odkupienie już opisałem w innym temacie, więc na chuj się powtarzać:
gods bidness pisze: ↑04 wrz 2025, 22:58
Słucham se tera tego Odkupienia pierwszy raz po 13 latach, ale no kurwa, ni chuja, nie da się tym jarać. Niby płyta hip hopowo wyważona, ale coraz bardziej się przekonuje, że on nie ma żadnego tekstu, wersu, co by się jakoś wyróżniał czymkolwiek. Wszystko jest oczywiście poprawne, dobrze zarymowane, ale zupełnie mnie nie obchodzi co i o czym on se tam pierdoli. A pierdoli, że trwa wyścig, że wróciliśmy, kto powraca to musisz wiedzieć, winy odkup je, ja się odkupię, odpuść je. I tak kurwa do zajebania 70 płyt o jednym i tym samym.
Dodano po 1 minucie 28 sekundach:
To jest miastotronic, miejski chomik, miasto goni, tak się robi joł, miejski sport, to miastotronic ziom, co swoją jazdą się broni joł. jprdl.jpg
Tym sposobem doszliśmy do końca TIER 4, kochani, teraz będzie już tylko lepiej.