- fajnie się oglądało, Culkin szarża na ekranie, mój region w lubelskim ładnie pokazany, otwarte zakończenie. Czegoś mi jednak na koniec zabrakło. Poniższy spoiler zawiera ciekawą interpretację, która znalazłem na filmweb.
Generalnie film ma bardzo ciekawą i głęboką fabułę, szkoda że wykonanie trochę skopano. Film jest o tym jak dziś komfortowe i bezrefleksyjne dla ludzi jest utracenie połączenia ze swoimi korzeniami a wszelkie próby ich przywrócenia są na pokaz i zdają się służyć tylko podbudowaniu własnego ego. To też film o wynikającej z tego samotności osób, które są szczególnie wrażliwe na utratę takich relacji i które chciałyby je realnie odnowić, podczas gdy inni ludzie tylko udają, że im na tym zależy.
W filmie jest David i Benji. Oboje utracili korzenie związane z Polską i to bardzo szybko. Trudno powiedzieć czy babcia nie chciała po prostu mówić o jej życiu w Polsce, skoro nie nauczyła ich nawet podstawowych zwrotów, może to przez nią te korzenie zniknęły. Ważne że to się stało i jest prawie nieodwracalne. Fundnęła im wyprawę po Polsce po śmierci może po to, aby choć minimalnie tych korzeni zaczerpnęli.
Benji jest jedyną osobą w filmie (może oprócz Eloge, który próbuje to zrobić metaforycznie), który chce realnie, chociaż w namiastce, odnowić te korzenie. Dlatego boli go to, że przewodnik sypie faktami i nie widzi w tym wszystkim realnych ludzi, dlatego wkurza go jeżdżenie w pierwszej klasie i dlatego jest poirytowany, że nie mają kontaktu z Polakami ani nie poznają polskiej kultury. Wszyscy inni, włącznie z Davidem, traktują tę wyprawę jak wakacje, cała ich obecność na tej wycieczce, włącznie z przewodnikiem, jest performatywna, tj. oni sami przed sobą chcą pokazać, jak bardzo ich ta wycieczka porusza, kiedy w rzeczywistości nie czują nic, to dla nich odskocznia od codziennego życia, bezrefleksyjna wyprawa lub próba odwrócenia uwagi od innych ran w przypadku Marcii.
Film jest też o tym jak bardzo samotnym można być wśród ludzi, co pokazuje postać Benjiego. Każdy uznaje go za duszę towarzystwa i dziwaka, ale kiedy się dłużej pomyśli, jest najnormalniejszy i najmniej egoistyczny z wszystkich osób na wycieczce.
Przede wszystkim Benji cierpi na dotkliwą samotność, która najprawdopodobniej wywołała w nim przewlekłą depresję. Mieszka na lotnisku, ale jest mu tam dobrze, bo ma kontakt z ludźmi i nie czuje się sam (powtarza kuzynowi, że na lotnisku można poznać ciekawych ludzi). Kiedy idą grupą zauważa od razu, że Marcia idzie sama, i odpowiada "nikt nie chce być sam" kiedy David myśli, że może ona chce być sama -- to pokazuje, że Benji doznaje samotności i wie, że takiego uczucia nikt nie chciałby doświadczyć. Kolejna sprawa -- Benji jest mega podekscytowany na początku wycieczki, bo poznanie wielu nowych ludzi wywołuje w nim ekscytacje (perspektywa wyjścia z bólu samotności). Jednak staje się coraz bardziej melancholijny i marudny w kolejnych dniach. Uświadamia sobie, to, co przerabiał zapewne wielokrotnie -- ludzie po początkowym poznaniu są zupełnie nieobecni, nie obchodzisz ich i jesteś dla nich nikim istotnym. Benji próbuje doświadczać, próbuje być "prawdziwy" dla innych i dbać o nich, stara się rozumieć ludzi i wchodzić na głęboki poziom relacji z nimi. Dlatego zauważył, że nie powinni rozmawiać o Marcii za jej plecami -- co zdziwiło Davida, bo z jakiego powodu jest jej tak lojalny, skoro się nie znają? W dzisiejszych czasach nikt nie zwraca na takie rzeczy uwagi. Benji z automatu, kiedy z kimś rozmawia, wchodzi w bliską relację, co jest dzisiaj niedopuszczalne i dla takich osób jak on jest źródłem samotności. Kiedy oni nie zwracają tej energii, doznaje "prawdziwego bólu", czuje, że nie rozumie innych ludzi.
Benji dużo rozmawia z Marcią, ale z czasem widać, że dla niej Benji jest tylko rozrywką, która przytrafiła jej się wycieczce -- więc super. Chyba deklarują sobie utrzymywanie kontaktu, ale Benji wie, że to tylko puste słowa. Jego kuzyn David okazał się kimś zupełnie innym, niż osoba, którą miał w pamięci, zerwali ze sobą kontakt, ale David nie wykazuje żadnych chęci, aby realnie odnowić relację z Benjim, zresztą specjalnie nie ukrywa, co ma w głowie. Davida obchodzi tylko to, aby Benji nie przynosił mu wstydu, aby jego firma bez niego się nie rozsypała, oraz to, co słychać u jego rodziny. Jest tam niejako za karę, przy czym przyznaje się, że zazdrości Benjiemu m.in. jego charyzmy, przez cały film nie zadaje sobie trudu, aby zrozumieć swojego kuzyna, przypinając mu łatkę dziwaka dla własnej wygody. Ogólnie David jest wg mnie czarnym charakterem tego filmu, jest apogeum egoizmu -- wszystko co robi David, jest skupieniem się na sobie i swoich problemach; przy końcu filmu, kiedy wiemy co Benji usiłował zrobić, David obraca kota ogonem tak, żeby wyszło, że to on, a nie Benji jest ofiarą. I tutaj fajne jest pokazanie przeciwieństwa tych dwóch ludzi -- David nie czuje "prawdziwego bólu", ale pokazuje wszystkim na około nieustannie i na pokaz, jak "cierpi" (bo na tydzień rzucił firme, bo tęskni za rodziną, bo poruszyło go, co zrobił Benji, bo się wstydzi za Benjiego) tymczasem Benji czuje realny "prawdziwy ból" każdego dnia, ale nikomu o tym nie mówi, trzyma to w sobie i skupia się na innych ludziach, starając ich podnieść na duchu. Chyba film też chciał powiedzieć, że dzisiejsze życie jest zdominowane przez takich Davidów. Chyba najbardziej depresyjna scena -- końcowa, kiedy David proponuje Benjiemu wizytę w jego domu, ale ten odmawia -- dlaczego? Wydaje mi się, że Benji wtedy już dawno poznał się na swoim kuzynie. Wie, że nie ma powrotu. Wie, że ta wizyta byłaby na pokaz, byłaby pierwsza i ostatnia. Davida nie obchodzi Benji, tą jednorazową wizytą chciałby tylko przed samym sobą udowodnić, że "zadbał" o swojego kuzyna -- znów charakter performatywny czynu i skupienie się na sobie. Świadomość tego wszystkiego wywołałaby w Benjim tylko więcej bólu, dlatego się nie zgadza, woli uciec od tej bezsensownej relacji jak najszybciej i pogodzić się z tym, że nie ma już możliwości odnowienia tych korzeni.