gods bidness pisze: ↑06 lut 2026, 12:14
Burak pisze: ↑06 lut 2026, 10:09
nom czytali, ale nie wiem czy skończyli bo przysnąłem w trakcie takie to interesujące było
Ominął kilka wersów np. pasujecie do siebie jak twerk do nazisty. I ogólnie widać, że się wkurwił, już się głupio nie naśmiewał, bo tekst tu był mocniejszy, więc szybko zmienił temat, rzucając się do innej gry, innej niecki.
Ale to nie koniec - wiecie, czemu Tede aż tak został doprawdzony tym dissem do szewskiej pasji, że z trudem udało mu się powstrzymać łzy, nie skończył nawet recytacji tekstu i tylko obecność Staszka sprawiła, że nie doszło do wybuchu gniewu i frustracji? Otóż chodzi o konkretnie o ten fragment:
Sugar dziadek, nie jesteś gentlemanem
Jesteś dla niej ATM-em ty, idź zjeść suplement
Bo wzrok ci siada, naiwniaku
Wyglądasz w okularach jak Bubbles z Baraków
Przydupasy nie powiedzą, stara ci nie szepnie
Że ślepniesz? Trumny nie dojrzysz, póki w nią nie wdepniesz
Beka jak z rozlewni whisky
Pasujecie do siebie jak twerk do nazisty
Czy Tede wkurwił się, że rywal wykazał się błyskotliwością i techniką? Zabolało go kozackie flow i przebojowość rywala? Nie, wkurwił się, bo rywal uderzył w czuły punkt - prosto w sedno jego od dekad skrywanych lęków, czyli relacje damsko-męskie.
Nie wiem czy zauważyliście, ale jako, że nie tak dawno przebrnąłem przez całą dyskografię Tedego, żebyście wy już nie musieli, to zauważyłem pewną prawidłowość. Otóż na każdej płycie Tedego (być może jest jedna czy dwie jako wyjątek potwierdzający regułę) jest mizoginistyczny kawałek o kobietach. Przedstawione są tam one prawie zawsze w ten sam, pejoratywny sposób - kurwy, dziwki, lecące na hajs szlaufy, dające za brałna szmaty (
Zdzi-ro, Ona jest szmatą, Sukki), kryptodziwki ssące suchy konar bogatym starcom za szmal (
Suchy konar), internetowe dziwki dające za lajki (
Ile dasz za lajk), a nawet siostrobójczynie! (
Harlekin). W najlepszym wypadku są to zagubione samotne matki, które dały dupy bez refleksji i antykoncepcji (
Mama mnie mija).
Wszystkie te kawałki ukazują smutny obraz, skrzywdzonego przez kobiety i nieudane związki z nimi, samotnego gościa, który permanentnie zatracił zaufanie do kobiet, co czyni go niezdolnym do głębszych uczuć i głębszych relacji. Kolejne lata lecą, kolejna płyta wychodzi, a na niej kolejny smutny mizoginistyczny, pełen gynofobii tekst i kawałek.
Jak zatem nasz raper odnajduje się w tym gąszczu zastawionych na niego, w jego głowie, kobiecych pułapek? Tak moi kochani, najbardziej sztampowo jak można, zwłaszcza w hip hopie - przykrywa swoje lęki zbroją pimpa-ruchacza, hustlera i manipulatora. Nagrywa przesiąknięte seksem kawałki (
radio sexy sexy fm, suczy sonar, pęknięte jeże, you name it, bo tego pełno) lub kawałki o tym jak się nimi bawi i manipuluje (
Tulipan), aż w końcu dochodzi do tego, że z okowów lęku i kompleksów wyrywa się prosto w ramiona jakiejś nastolatki (sic!, stary chłop), a potem tłumaczy się z tego na płycie w kawałku o wymownym tytule -
R.Kelly.
Tak kochani, kolejne lata, kolejny związek, kolejny przesiąknięty brakiem zaufania lęk i strach przed opuszczeniem zbroi przed miłością. Bo przez miłość się, ślepnie, jak nawija Mes, ślepnie na pułapki, że jest się dla niej tylko ATM-em, jak nawija Mes, w miłości górę bierze naiwność, jak nawija Mes. Strach przed tym, że to może być prawdą jest strachem przed miłością, a w końcu strachem przed samym sobą.
Sprytne oko rapera Mesa dostrzegło tę słabość, jak wygłodniały jastrząb zagubioną mysz w polu szumiącego zboża. Szybkie pikowanie, świst powietrza, pewny chwyt i myszka jest już w szponach drapieżcy.
Kto jest zatem tournament winnerem? Tak, kochani. To znów pan Mes.
