Re: Ukryci bananowcy z początków polskiego hip hopu
: 07 wrz 2022, 19:48
Sokół nowy Kazik - ojciec pisał najpotężniejsze bangery na świecie, syn już zapomniał jak
JŻ: A ten kapitalistyczny determinizm? Rapujesz o sobie, że chcesz być zapamiętany jako ktoś, kto przeszedł wszystkie plansze, od ulicy na sam szczyt.
S: Trudno, żeby było inaczej. Ale wiesz, nigdy nie jesteś na szczycie. Nigdy nie będziesz najbogatszy, najmądrzejszy. Ja po prostu nie chcę być przegrany. Umierając, chciałbym spojrzeć na to wszystko i powiedzieć: udało mi się. Jeśli mówimy o rzeczach czysto materialnych, to zawsze widziałem siebie jako bogatego człowieka, a bywało ciężko. Pochodzę z dobrej rodziny, ale był moment, że wszystko się spieprzyło. Miałem bogatego dziadka, reprezentanta szwajcarskiej firmy farmaceutycznej, którego pamiętam, jak pojawiał się raz na jakiś czas i sypał mi po dziesięć dolarów. To było grube, wiesz, matka chodziła na bale Marlboro do Victorii... Wszystko zostało ucięte, gdy dziadek bardzo mocno się rozchorował. A ten amerykański sen w PRL-u był ciekawy, szczególnie, że u nas w rodzinie nigdy nie było żadnych układów ze starym systemem, to była zdrowo opozycyjna rodzina.
HR: Czym zajmowali się twoi rodzice?
S: Moja mama zajmowała się tysiącem rzeczy i niczym. Była przez jakiś czas wiceprezesem firmy odzieżowej, ojciec miał biznes i pisał teksty dla Papa Dance... Na marginesie, ja w ogóle teraz patrzę na niego jak na strasznego profesjonalistę, w takim współczesnym stylu. Wiesz, on miał taką manierę wywyższania się, i często pisał "dla prostych", na przykład kombinował: a tutaj dam jakieś obce słowo, może in flagranti, i nikt z tych baranów nie będzie wiedział o co chodzi, ale wszyscy będą to powtarzać.
JŻ: Wasi ojcowie nie żyją, prawda? Ty, Pono, nagrałeś pierwszą płytę w hołdzie dla zmarłego ojca.
P: Tak, cała płyta była w hołdzie dla mojego taty.
S: Nasi ojcowie umarli chyba nawet w podobnym okresie...
JŻ: Kim był twój ojciec?
P: Był szklarzem na wyścigach i trenerem na siłowni, organizował też jakieś życie kulturalne... Oprócz tego, był sekretarzem w partii i z tego powodu zawsze była wojna w domu, bo matka była za Solidarnością i była jazda: ty komuchu itd. Ale on strasznie pomagał ludziom, był bardzo bezinteresownym człowiekiem.
S: Śmieszne jest również to, że obaj mieliśmy przez chwilę dobrze, a potem nam się sp*****liło. U mnie było raz lepiej, raz gorzej, ale w pewnym momencie sp*****liło się wszystko, wylądowałem po prostu na ulicy. Zresztą wtedy Pono mi pomógł, bo mieszkałem u niego półtora roku na rozkładanym łóżku, wcześniej spałem przez cztery miesiące w komórce na klatce schodowej. Przeszedłem przez różne rzeczy w życiu, mieszkałem z matką i ojczymem przez półtora roku w barakach na Wiktorskiej, które zostały po budowaniu metra. Z matką, ojczymem i z trzema psami, dwoma kaukazami i bernardynem.
ojciec Ero, Marek Czajkowski jest właścicielem warszawskiego centrum handlowego "Land" (w którym też mieści się sklep Serum), w przeszłości był też właścicielem sieci telewizji kablowej „Porion”, założonej w 1991 r. (później wykupionej przez Aster City)
Tata wymyślił nazwę „Ślizg”
– Jako nastolatek prosiłem rodziców, by kupowali mi zagraniczne magazyny o deskorolce, takie jak »Transworld Skateboarding« czy »Trasher«. Były one cholernie drogie, a przy tym cholernie ważne – pozwalały nie tylko zobaczyć tamten świat, ale też nauczyć się tricków… Raz na jakiś czas dostawałem jedną z wymarzonych gazet, która później przechodziła z rąk do rąk; aż okładka odpadała. Marzyłem o tym, by coś takiego robić. Tata o tym wiedział, a przy okazji orientował się, że takie czasopisma są w różnych krajach wydawane i zyskują popularność. Nie przypomnę sobie, czy to ja zasugerowałem ojcu, żeby zrobić u nas podobną gazetę, czy tylko ciągle gadałem, że fajnie byłoby coś takiego zrobić, a ostatecznie inicjatywa wyszła od niego… Wydaje mi się, że to drugie. Na pewno tata wymyślił nazwę »Ślizg«. Pamiętam za to dzień, kiedy już zostało postanowione, że działamy i że musimy znaleźć autorów tekstów” – przytacza genezę legendarnego magazynu Franek Toeplitz.
Początki „Ślizgu” były takie, że jeździł z nami Franek Toeplitz, syn Krzysztofa Teodora Toeplitza znanego pisarza, publicysty i wydawcy. Pewnego razu Franek powiedział, że dziś rano udało mu się namówić tatę na gazetę deskorolkową. Wiedział, że ja robię zdjęcia i zapytał się mnie o zdanie na ten temat i czy robić gazetę. Ja mu odpowiedziałem: pewnie że robić! Franek był małolatem i nawet jak miał przekonywujące argumenty to nie był wiarygodny, także pierwsze numery były tworzone narzędziami ludzi przypadkowych i „Ślizg” swojego profilu nie mógł odnaleźć.
Odkopię, Szad i Nullo byli z klasy robotniczej i mieli biedę, Szad nawijał o tym parę razy i też w jakimś starym wywiadzie opowiadał, że jego ojciec dostawał jakieś paczki z jedzeniem z pracy itdBryx Fenrir pisze: ↑31 mar 2023, 0:30 Jestem ciekawy jak Trzeci Wymiar stał na tamte lata, nigdy o tym w sumie nie nawijali