Re: [seria dekady] Dark Souls
: 05 lis 2025, 15:16
lepsze od elden ringa, śmiało ciupaj
Scholar. To była moja druga gra tego typu i nie miałem takiego momentu, że na czymś zaciąłbym się na dłużej. Tym bardziej, że jestem chujem do szczania i wcale nie idzie mi dobrze w soulsy.
alonne knight set? Potem masz to normalnie dostępne iirc
z tego co pograłem to powiedziałbym, że momentami jest wręcz lajtowo. ale nie przeszedłem jeszcze nawet tej doliny gigantów czy jak to sie nazywa, wiec sie nie wypowiem. ale nic poki co nie sprawiło problemow, no może poza tymi pokojowo nastawionymi snorlaxami, ale oni sie nie prują to ich nie atakuje.
a to czuć bez kitu. już się naucyzłem, że przed wejściem do lokacji rozglądam się kamerą we wszystkie storny żeby wyczaić czy gdzieś pod skrzyniami za winklem nie czasi się jaki rycerz. może zaimplementowali to po to żeby bardziej powoli grać w tę grę. wgl ruchy postaci też mi się wydają bardziej ślamazarne ale to akurat na plus. nie odczułem na razie, żeby trzeba było mieć refleks wyjebany w kosmos. sekiro z tego powodu stało się dla mnie agrywalne.
a to ciekawe bo większość zgodnie mówi, że ds3 najłatwiejsze.
chyba nie. mówię o tym startowym dla knighta. w każdej części jest to full zbroja płytowa, a tutaj jakieś wdzianko giermka.
Tak, movement jest zupełnie inny w ds2 bo masz z 8? Snap pointow zamiast możliwości kręcenia się w 360 stopniach i, tak jak mówisz, iframesow jest faktycznie mniej startowo dopóki się nie podbije trochę adaptability. Ta statystyka wpływa także na prędkość picia estusow i obsługiwania balisty podczas walki z jednym bossem.chuj pisze: ↑06 lis 2025, 11:20 co się rzuca w oczy (grałem tylko w eldena, sekiro i ds1) - postać jakoś "nie waży" że tak powiem, steruje sie ziomkiem bardziej jak w jakimś asasynie czy prince of persia niż zajebistym ds1 gdzie jak chodziłem w full zbroi płytowej to naprawde czułem te blache, a to jest kozak feeling. czytałem też na necie, że w innych częściach jak rollowałeś to byłeś wręcz nieśmiertelny (w sensie, że nawet jak animacja ataku wroga zdaje się w ciebie trafiać podczas rolowania - to nic ci nie jest, nie pamietram czy tak faktycznie było) a w tej własnie odpowiada za to współczynnik adaptacji, wiec chyba bede szedł w masterowanie tego jak najszybciej.
powszechna opinia fandomu to jest, że to najlepsza część, ale idzie mi po grudzie jak cholera. walka jest szybsza, a liczba klatek niższa (w eldenie niby też, ale tam to nie problem, bo możesz se podexpić gdzie chcesz, a jak w ds3 się zatniesz to niemalże na amen) ponadto lokacje mniej klimatyczne i znacznie bardziej liniowe niż w poprzednich częściach. nie wiem, ta gra wygląda tak jakby wyjebali do kosza całe doświadczenie drugiej części i postanowili zrobić jedynkę na sterydach, tyle że dostosowaną do zwinnych palców przeciętnego azjaty z mistrzowskim refleksem. póki co moja najmniej ulubiona część, ale zgadzam się z opiniami, że zajebista seria to jest i nieptorzebnie byłem przez tyle lat uprzedzony.
No właśnie, ty przeczytałeś, ja też, ale jak ktoś tego nie sprawdził i gra sobie w ciemno to się może mocno zdziwić jak walczy z takim Pursuerem i nie rozumie dlaczego mimo rollowania cały czas dostaje obrażeniabaqlashan pisze: kwestia rollów? nie wiem, od razu jak przed zagraniem poczytałem żeby z marszu wylewelować se adaptacje na 25 to to zrobiłem
Też uważam że to nie był taki big deal jak niektórzy narzekali, w Demon Souls było zresztą podobniebaqlashan pisze:utrata hp po śmierci? spoko, żaden poważny problem
No dla mnie DS2 też był drewniany tak szczerze, czasami jak cię przeciwnik nabijał na włócznie to dostawałeś kilka hitów i hp spływało, niektóre ataki wrogów jakby cię stunowały jak w jakimś Gothicu, na początku strasznie nieintuicyjne mi się to wydawało ale po czasie się hehe zaadaptowałemds2 ma dla mnie lepszy feeling walki niż reszta gier z serii - nie jest to ani wóz z węglem jak w 1 części
Gdyby Simon Peres żył, to właśnie takie posty by pisałbaqlashan pisze: ↑14 kwie 2026, 17:24 wróciłem se do dark souls 2 po paru miesiącach kiedy to utknąłem na którymś DLC
no i co, no i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to najlepszy soulslike (grałem we wszystko od fromsoftu poza demon souls) właśnie z powodu tych cech, które większość typuje jako wady. jako ziomek wyrosły na jakichś gotikach i morrowindach jestem zupełnie przyzwyczajony do powolnego gameplaju i taktycznego planowania jatki - DS2 jest grą idealnie pod to stworzoną. te wszystkie "ganki" czy jak to tam sie mowi, te wszystko pułapki itp to właśnie coś co wymaga od ciebie skupienia, przeanalizowania lokacji, powolnej gry - rozumiem, że ludziom, którzy chcą przebiegać plansze w drodze do bossa to wszystko przeszkadza, ale huj mnie to. kwestia rollów? nie wiem, od razu jak przed zagraniem poczytałem żeby z marszu wylewelować se adaptacje na 25 to to zrobiłem i nie widze żadnej różnicy miedzy jakością tych rollów z ds2 a reszta serii. utrata hp po śmierci? spoko, żaden poważny problem bo kukiełek jest od zajebania. dosłownie wszystko co jest typowane jako wada tej gry, wydaje się dla mnie jakimś nieistotnym wypierdem. ds2 ma dla mnie lepszy feeling walki niż reszta gier z serii - nie jest to ani wóz z węglem jak w 1 części, ani też cudaczny taniec z przeciwnikiem jak w 3 czy eldeniku. lokacje, a raczej ich różnorodność też zdecydowanie na plus. niesamowite, malownicze miejsca, designowo wpierdalające resztę gier z serii gdzie często wieje nudą. (nawet w eldenie) wybitna gierka