Według mnie opinie o jakimś niesamowitym komplikowaniu tego świata są mocno przesadzone. To drzewo genealogiczne jest przesadzone i może wydawać się skomplikowane, ale wynika to po prostu z pętli, w której nie ma początku, stąd to naturalne, że gdy nie widać początku, wydaje nam się to domyślnie nielogiczne. Jeżeli cały czas oglądasz serial skupiony, to raczej nie będzie dużych problemów z powiązaniem postaci z wydarzeniami, skumaniu kto jest kim i tak dalej. Co więcej, mam wrażenie, że właśnie ten trzeci sezon był dość jasny w kwestii pokazania, w którym świecie i czasie aktualnie przebywasz: przez charakteryzację postaci chociażby albo zwróceniu uwagi na takie szczegóły jak to, w którą stronę są skierowane schody w domu Jonasa/Marthy. Z drugiej strony, ja jestem popierdolony, bo kocham motywy podróży w czasie oraz fizykę kwantową.
Ogólnie jestem usatysfakcjonowany i niewiele mi brakowało, by to był serial 10/10, ale... nie jest. Na wielki plus na pewno to, że trudno wyłapać tu problemy logiczne. Motyw z tym, że wszystko zaczęło się od Tannhausa jest bardzo spoko, ale mam wrażenie, że wprowadzono go trochę za późno, by porażał emocjonalnie. W momencie, gdy opowiada Charlotte o swoim synu, powinni wprowadzić jakieś retrospekcje z nim w roli głównej, by można było się przywiązać do postaci, których śmierć w zasadzie uruchomiła całą lawinę zdaarzeń, pokazać to, jak Tannhausowi zależało na swojej rodzinie. A tak mamy: well, Marek pokłócił się z ojcem, pojechał z rodziną, bum, Tannhaus płacze, po kilkunastu latach udało mu się zbudować wehikuł czasu, gdy rozdupił dwa światy. Pospieszony ten finał jest strasznie.
I z tym pospieszeniem mam trochę problem, bo serial w 3. sezonie, który dalej uważam za świetny, za mało wchodzi w relacje między postaciami, a za dużo w wyjaśnianie zdarzeń. A dużą siłą pierwszego i drugiego sezonu Dark było to, że nie tylko wydarzenia się liczyły, ale także to, jakie relacje są między postaciami. Dlatego pocałunek w deszczu z Marthą w pierwszym sezonie tak dobrze działał, dlatego tak dobrze działała rozmowa nad jeziorem i dlatego tak działało to, że Ulrich szukał Mikkela zdesperowany. Dano temu - hue hue - czas. Tutaj Jonas rucha się z drugą Marthą, którą poznał odcinek czy tam dwa odcinki wcześniej, po czym ginie. Może nawet przydałby się jeszcze jeden sezon, dzięki któremu zawirowania w świecie Evy traktowane byłyby na równym poziomie jak to, co działo się w świecie Adama. A tak mamy 18 odcinków nim dowiadujemy się o istnieniu drugiego świata, któremu poświęcona jest tylko jakaś część z 8 odcinków. Jakoś Martha przekształciła się w końcu w Evę, zbierała tych ludzi. Czy też popchnęła ją frustracja, desperacja i w końcu olśnienie, jak to zakończyć, tak jak Jonasa? Czy np. było wyjaśnione, jak Egon ze świata Evy został podróżnikiem w czasie? Jak to się stało, że Hannah ze świata Evy, która przecież nie miała Jonasa, poczęła Silję? Czy zrobiła to ze starym Egonem, który uratował ją przed apokalipsą, zgodnie z zasadą, że w drugim świecie dzieją się te same rzeczy, nawet jeżeli różni się czas i szczegóły? Czy może ten stary Egon ją przeniósł w czasie?
Jasne, to czepianie się, bo na najważniejsze rzeczy odpowiedzi dostaliśmy i były to odpowiedzi bardzo satysfakcjonujące. Podoba mi się, że w pełni dowiedzieliśmy się, jak Jonas ewoluował w Nieznajomego, a ten w Adama i była to przemiana bardzo logiczna. Szkoda, że Evie nie poświęcono tyle czasu. Oczywiście najzabawniejszy jest easter egg z okiem Wollera, którego wyjaśnienie zostaje zawsze przez kogoś przerwane