gods bidness pisze: ↑08 wrz 2025, 19:37
klarowanie wyłuszczam, gdzie i kiedy mnie rap tedego wkurwia, a gdzie nie. Chodzi o tą jebaną redundancję, której przeważnie żadne jego rymowanie nie ratuje, bo nie może, bo ona wynika z rymowania właśnie, a małej chęci czy umiejętności do powiedzenia czegoś, co zostanie we łbie
a ja zauważam fakt, że to jego pisanie kawałków pod bit, a nie pod tekst zasługuje na uznanie w epoce kiedy rap polski był asłuchalny i brzmiał jak dukanina. już abstrahuję od tego odkupienia w tym momencie, bo one jest tylko rozwinięciem stylu tedego który obrał na notesie, i zresztą wyjątkowo konsekwentnym rozwinięciem. tede pisał tak żeby rozbujać te bity - to zasługuje na uznanie, a że te teksty nie sa niczym wielkim to się kopał z koniem nie będę bo nie są, natomiast w temacie tej huja wartej płyty eldoki porównałes bazgroły eldo do tdfa co mnie sprowokowało do dyskusji. peace.
Dodano po 55 sekundach:
gods bidness pisze: ↑08 wrz 2025, 19:41
To ma być ta zabawa słowem?
rymem. i tak, najlepiej odpal ten numer i to usłysz. może zestaw z tym eldem najlepiej, to wtedy lepiej wybrzmi.
Eldo jeszcze mniej słucham niż Bałagane i samego Tedego nawet, ale tak 1001 nocy wpierdala i wysrywa lirycznie Odkupienie. Zwłaszcza, że na tym Odkupieniu nie było żadnych wirtuozerskich zabaw słowem, (te jak już były to na tym etapie jeb jeb nominał hot 16 czy na SND Mylffon) tylko wymemłane masło maślane, gdzie nie bardzo miał co powiedzieć i wiedział co chce powiedzieć, oprócz tego, że odkupienie coś tam coś tam.
Jak już chcę tak typowo potraktować rap jak kolejny instrument, to se wolę puścić jakieś stare gówno OSTRego, gdzie nie ma nawet udawania, że o coś chodzi, tylko bujaka jamajka ostr na prezydenta.
puszczasz odkupienie dzieciakom ze slamsów w brazylii i kiwają głowami. puszczasz im eldoke i puszczają im zwieracze. tyle w temacie. generalnie cofasz naszą dyskusje w czasie i jedyne co ci mogę rzucić na odchodne to - kwestia preferencji. pozdr
chuj pisze: ↑08 wrz 2025, 19:55
puszczasz odkupienie dzieciakom ze slamsów w brazylii i kiwają głowami.
Nic zabawniejszego dzisiaj nie przeczytacie.
A z Eldo to przecież wiadomo, że ta płyta jest dobra nie z powodu tego, że buja międzynarodowo bengerami. Oczywiście, że kwestia preferencji, tylko że można lubić rap oparty na treści, a nie flow i bujaniu i zabawie słowem jak u jakiegoś Scarface'a czy Eldoki, można lubić super techniczny jak u Gift of Gaba, oparty na zabawie słowem jak u Lil Wayne'a, na panczach jak u Piha czy Papoose'a, no kurwa możesz lubić se każdy osobno i każdy razem.
I Tede ma multum zajebistych kawałków, gdzie dysponuje lekkością pióra, flow itd., ale jak robi wymemłane masło maślane, kiedy coś tam pierdoli i sam nie wie co mu wyjdzie, trochę porymuje, trochę popierdoli o odkupieniu/infamii/czymś tam, to mój zarzut nie jest do stylistyki, którą wybrał, tylko do jej jakości.
A nie było już jakieś dyskusji chyba o Belmondo, że raper(tu akurat ktoś dawał za przykład Belmondziaka), to nawet może nawinąć rucham Twoją starą, robi penne mi makaron i jak ma flow, charyzmę, delivery, brzmi to naturalnie w jego wypadku, to nikt się wtedy do tego nie przypierdala.
A ten kawałek dwadzieścia lat od Tede, to osobiście bardzo lubię. Bit skradł moje serce. Setka na refrenie też daję radę. Fajnie płynie. Letniaczek taki.
Z całej płyty Esende Mylffon, to wracam czasem do
Pewnie dlatego, że pisał go najfajniejszym długopisem xD
gods bidness pisze: ↑08 wrz 2025, 20:04
mój zarzut nie jest do stylistyki, którą wybrał, tylko do jej jakości
no więc wers
gods bidness pisze: ↑08 wrz 2025, 14:40
Tede umarł, za to TDF odżył
Jesteście tacy mądrzy?! Dzień dobry!
zjada dupą dyskografię eldoki jak o jakość chodzi. wgl dla mnie czepianie się takich pięknych rzeczy w rapie daje wajb 2012 jak ludzie masowo pisali w necie że chief keef śpiewać nie umie i fałszuje, albo nwm, że tomb wypada z bitu albo że diho używa za dużo jaklajnów. to jest ten poziom demokratycznej kampuczy na bani. oznaka kompletnego nudziarstwa.
i tbh z chęcią posłuchałbym całej taśmy tedego na takich sympatycznie przaśnych wersach.
Dodano po 3 minutach 50 sekundach:
dobra ide nawijać makaron z podjarą, elo
Ja daję propsa za ten album, ale zgodzę się, że +/- połowa tej płyty to jest rapowanie dla samego rapowania. A szkoda bo Tede potrafił pisać fajnie i ciekawie o jakichś głupotkach.Co nie zmienia faktu, że delivery i potężne bity Matheo robią robotę w chuj i słucha się tego dobrze. Powiedziałbym nawet, że był tu potencjał na klasyka, ale trochę za nudno tu jest tekstowo, żeby podjąć w ogóle taką dyskusję.
Przesłuchałem se od wczoraj 2 razy ten album i dalej chyba najlepsza płyta Tedego 9/10, miał jeszcze ten luz naturalny, a nie udawany. Dobre floł, lekkość pióra i rapu, choć już skrzeczał (od Notesu zaczął), co dzisiaj ma swoje odzwierciedlenie w zarżniętym totalnie gardle. Do tego bity Matheo do dziś dobrze brzmią o dziwo.
Do tego dobrze mi się kojarzy ta płyta z latem 2006 i wakacjami w Chorwacji z ziomkami, gdzie się tego słuchało w aucie, a dziewczyny się wkurwiały, że to w kółko leci i przedrzeźniały DJ Buhha - cześć nazywam się DJ BUHH i jestem pierdolnięty ŁEHEHEHE!