vampmoney pisze: ↑20 maja 2019, 18:06
znacie może jakieś podobne do slint czy godspeed you! black emperor apokaliptyczne, mgliste, niejednoznaczne post-rockowe twory?
albo jakieś oryginalne post-punki/cold wave'y?
Ameryki nie odkryję, ale
Soundtracks for the Blind od Swans w wielu momentach projektuje klimat podobny do tej entropii GY!BE.
rok temu na /r/gybe rzucili też
fajną listę polecajek, chociaż to nigdy nie było albumowe, a bardziej "singlowe" (czyli nie moja bajka, bo wolę słuchać płytami). ktoś mógłby zrobić plejkę na Spotify tho, może wtedy byłoby to smaczniejsze od skakania po kartach YouTube'a.
odnogi GY!BE też miały trochę do zaproponowania, choć zawsze było to wtórne względem zespołu-matki. tutaj przede wszystkim
He Has Left Us Alone but Shafts of Light Sometimes Grace the Corner of Our Rooms... od Mt. Zion, tylko musisz lubić kontrabas i skrzypce, bo na tym bazuje ten ansambl.
ogólnie bardzo ciężko znaleźć rip-offy soundu Godspeed! (trochę kiedyś szukałem w okresie mocnej fascynacji zespołem), bo w większości przypadków to "apo-" inne bandy osiągają za sprawą czystych dark ambientowych/drone'owych zamulaczy, które z miejsca odpadają, bo Twój request mówi, że ma to być "niejednoznaczne". więc zostaje
Soundtracks for the Blind od Swans, czyli płyta Łabędzi, na której nie uderzyli jeszcze w wycieńczający ciężar, nie testowali granic i po prostu nie grali chujowo (trylogia począwszy od
The Seer). w poszukiwaniu smutnych rzeczy udałem się potem w rejony slowcore'owe, z jakimś Low wrzuconym na tapet.
jeżeli natomiast chodzi o Slint, to najlepiej uderzyć w
S/T The For Carnation. grał tam McMahan, Pajo i Walford z oryginalnego składu wonderkidów z Kentucky. równie oczywiste jest
Leaves Turn Inside You Unwound, bo to była jedna z najpiękniejszych wolt stylistycznych w muzyce w ogóle (
New Plastic Ideas i
Fake Train, a potem
Liście - woah). Seam i
Are You Driving Me Crazy? chcieli grać chyba podobnie, ale mieli trochę za długie grzywki, niemniej trochę uciechy w tym też znalazłem i jakieś echa Slintów. najbliżej
Spiderland byli chyba Rodan na ich jedynej płycie,
Rusty. goście mieszkali w zasadzie po sąsiedzku z ekipą Walford, bo też w Louisville i słychać, że totalnie przesiąknęli tym klimatem. pamiętajmy tylko, że
Spiderland doczekał się hajpu troszkę później, aniżeli został wydany. na początku nikt mu takiego sukcesu nie wróżył (dokument "Breadcrumb Trail" z 2014 supcio to przedstawia), więc ciężko wskazać naśladowców.
niemniej, ja to bym sobie odpuścił i do końca życia słuchał
Good Morning Captain na zmianę z
Leaves Turn Inside You, bo to jest poziom nieosiągalny dla nikogo, nigdy, i jeżeli coś można określać mianem "nadmuzyki", to właśnie te dwa albumy.