1. Holy Grail (feat. Justin Timberlake)
2. Picasso Baby
3. Tom Ford
4. FuckWithMeYouKnowIGotIt (feat. Rick Ross)
5. Oceans (feat. Frank Ocean)
6. F.U.T.W.
7. Somewhere in America
8. Crown
9. Heaven
10. Versus
11. Part II (On the Run) [feat. Beyoncé]
12. Beach is Better
13. BBC
14. Jay Z Blue
15. La Familia
16. Nickels and Dimes
rakieta_rakieta pisze: ↑16 kwie 2020, 19:20
Ja aż zadzwoniłem do inposta o chuj chodzi i mają lagi w pokazywaniu statusów, bo dziś w nocy stawiają nowy serwer
pamiętam jak niejaki L-PRO perfidnie podpierdolił motyw z single'a z Timberlakiem
rakieta_rakieta pisze: ↑16 kwie 2020, 19:20
Ja aż zadzwoniłem do inposta o chuj chodzi i mają lagi w pokazywaniu statusów, bo dziś w nocy stawiają nowy serwer
Przyznam, że dopóki nie usłyszałem z niej paru numerów na żywo to nie umiałem przesłuchać tego albumu więcej niż raz na rok. Ma swoje momenty, ale dla mnie jest w końcówce dyskografii króla.
Jak suka klęczy, to nie trzymam się poręczy
Mój kutas nieporęczny jest bo wielki
Jedna z najgorszych rzeczy od Hovy, to już wolę kolaboracyjne albumy z R. Kellym. Słabizna, ale kilka kawałków to sztosy - między innymi choćby singiel z Justinem.
Jaki był ogromny hype na tę płytę. Po tej reklamie Samsunga każdy spodziewał się klasyka, bo w studiu brzmiało to kapitalnie. Wyszło niestety co najwyżej średnio. Największe rozczarowanie w rapie póki co dla mnie.
Beach is Better by pozamiatało jakby było nieco dłuższe. Kawałek z Rossem świetny. Tom Ford i Crown (fantastyczny bit Wondagurl) też. Brakuje jednak tej płycie wiele. Ale i tak czasem wracam.
TheD pisze: ↑29 gru 2020, 18:51
Jak można chcieć albumy z pedofilem zamiast normalnych solówek Hovy
To jest proste - słuchasz muzyki czy ksywek? Nie interesują mnie skandale wokół Kelliego, jest to całkiem niezły śpiewak r&b, płyty z Hovą są akurat słabe, ale i tak lepsze niż część solowych albumów Jaya, IMO oczywiście.
R. Kelly be, a gościa który zjadł swoją kobietę (Big Lurch) można już słuchać? Niezłe podwójne standardy. Ja stawiam na samą muzykę, otoczka to tylko dodatek. Wiadomo, że mimo wszystko nie popieram pedofilii czy innych wynaturzeń.
Strasznie chujowo się słucha R. Kelly od kiedy wyszło że jest pedofilem. Te jego refreny w numerach z Jay-Z, czy chociażby te LP z 95' stało się conajmniej asłuchalne. Tak samo za każdym razem zatykam uszy gdy słyszę Smooth Criminal, Jacksona bo mimo że umarł to jebany jebał te dzieci. Za każdym razem jak znajdę fajna piosenkę, i mi się podoba to jednak sprawdze kim jest wykonawca bo przypał jarać się jakimś pedofilem. Ja nie wiem co mają ludzie we łbach słuchać jakiegoś Elvisa, który poznał Priscille jak miała 14 lat, albo Chucka Berrego. Jebał pies takie Always on my mind. Jak słyszę piosenki tworzone przez pedofilów, to mam ochotę wyjebać słuchawki przez okno