Największym plusem spójność i vibe. Trochę szkoda, że to kolejny album z tego roku, który jest utrzymany w konwencji takiego flegmatycznego rozmycia. Albo autotunowe wyjce, albo to. Skurwysynu, gdzie ten rap, który grał tak mocno, że trzymałeś… a nie, nie ten dział. Ale pasuje. Nie jest to zła produkcja, ale bije od niej wtórność, której nie jestem w stanie przeskoczyć. Try again.