Naprawdę fajny film. Dużo lepszy niż się spodziewałem. Wbrew nazwie to nie jest film tylko o Tede. To jest też opowieść o hip-hopie i typowo polskiej mentalności tamtych czasów i pewnego rodzaju biedy umysłowej. Materiały archiwalne są zaskakująco dobre, a całość jest zgrabnie opowiedziana. Są zaskakujący goście jak Numer Raz czy Camey, ale też klasyka gatunku w przypadku filmów o tamtych czasach - Hirek Wrona, Bogna Świątkowska i Krzysztof Kozak. Film kończy się na 2004 roku (ale przed Notesem), więc siłą rzeczy nic co było później się tam nie pojawia, nie licząc urywków z koncertów z ostatnich 2 lat. Myślę, że jak wleci na streamingi to zdecydowanie warto obejrzeć. Nie-fani Tedego też powinni być zadowoleni jeśli ktoś interesuje się początkami rapu w Polsce i życiem w latach 90. Kawał dobrego dokumentu, który choć kręci się wokół Tedego, to jednak nie skupia się na całej karierze jako takiej tylko jest raczej opowieścią o chłopaku, który miał wielki talent i był guru tamtych czasów, ale zaczął robić rzeczy innowacyjne, odmienne i jego pobratymcy się odwrócili uznając go za zdrajcę. Do tego przemyca dużo na temat tamtych czasów tak ogólnie. Ma być kontynuacja.
Moje wrażenia:
Spoiler
Zdecydowanie najmocniejszym punktem są materiały archiwalne. Zgodnie z zapowiedziami są to materiały unikatowe, których wcześniej nie widzieliśmy. Reżyser dostał od Cezarego Ciszewskiego prawdziwe złoto i godnie je zaprezentował. Do tego większość z nich jest w fenomenalnej jakości jak na czasy kiedy powstawały. To przypomina człowiekowi, że nie samą rozdzielczością się żyje, a prawdziwa siła tkwi w surowych plikach. Pikseloza jaką kojarzymy z latami 90. to efekt zgrywania z kaset VHS i starych filmików w necie z bardzo niskim bitrate. Do tego dzisiaj mamy narzędzia do upscalingu napędzane AI i naprawdę dobrze się to ogląda pod względem technicznym.
No ale najważniejsze jest co jest na tych materiałach. A jest ogrom. Ciężko mi spamiętać wszystko ale pierwszy koncert w Remoncie, stare nagrania z RRX, zakulisowe nagrania robione w czasie nagrywania, wyjazd do USA, koncerty, chillowanie na chacie, melanże. No mnóstwo tego jest. Do tego bardzo dużo postaci z tamtych czasów - młody Tede, Numer, Borixon, Cezary Ciszewski, Kozak, Ostry, chłopaki z Molesty, Pezet, Onar, Jeff. Niesamowita podróż w czasie. Niektóre filmiki można była znaleźć wcześniej w necie ale tylko we fragmentach albo gdzieś wplecione w teledyski albo jedynie zdjęcia, a tutaj dostajemy mnóstwo materiału z dokładnie tych samych miejsc i wydarzeń.
I tu zrobię małą dygresję, bo te materiały podrapały moje miejsce w serduszku, które nie wiedziałem, że swędzi. Same te materiały archiwalne stawiają ten film wg mnie obok "wielkich" filmów o początkach hip-hopu w Polsce. Do tych filmów zaliczam Blokersów, Mówią bloki człowieku i parę filmów dokumentalnych i reportaży różnych stacji telewizyjnych z tamtych lat. Nie chodzi mi o to, że to są dobre produkcje ale to są obszerne zapisy tamtej rzeczywistości, którą jako dziecko się zafascynowałem i które chłonąłem jak gąbka kiedy poznawałem tę kulturę.
Urodziłem się pod koniec lat 90. w małym miasteczku. Do tego mieszkałem na blokowisku, więc innowacje i przemiany społeczne dochodziły do nas z opóźnieniem. Można powiedzieć, że lata 90. trwały u mnie na dzielni gdzieś do połowy lat 2000. Tych początków kultury hip-hopowej w Polsce nie mogę pamiętać, ale jednak liznąłem tego klimatu trochę przez to, że później się to zmieniało niż w dużych miastach. Kiedy miałem dosłownie jakieś 7-9 lat to często trzymałem się na osiedlu z kolegami dużo starszymi ode mnie, często to byli już chłopacy po 14-16 lat. Wtedy jeszcze do końca nie rozumiałem tego hip-hopu, szerokich spodni, ale leciał rap z komórek, czasem ktoś uczył się jak malować graffiti na wiacie od śmietnika, pojawiły się deskorolki itd. funkcjonowałem w tym mimowolnie. W filmie pojawiają się sceny jak dzieciaki jeżdżą pod sklepem na deskorolkach, przesiadują na murku, wszędzie jest pełno ekip. Podobne sceny pamiętam z dzieciństwa, nawet podobne z wyglądu sklepy były w mojej okolicy i też mieliśmy kilka stałych miejsc spotkań. Nie mając wtedy komórki wystarczyło się przejść po osiedlu i w którymś miejscu zawsze natrafiało się na ziomków. Wspaniałe czasy mi się przypomniały. Kiedy już nieco podrosłem i zainteresowałem się bardziej świadomie tym wszystkim to był jakoś rok 2009 albo 2010. Te kilka lat wystarczyło by wszystko zmieniło się diametralnie. Starsi koledzy stali się pełnoletni i się rozjechali po świecie - do roboty za granicę, ktoś do dużego miasta z dziewczyną wyjechał, ktoś na studia a ktoś został na miejscu ale poszedł do roboty, więc przestał się pojawiać na osiedlu bo zmieniły się priorytety. To też czas przemian społecznych, rozwój ecommerce i dużych firm. Wiele sklepów lokalnych pod którymi przesiadywaliśmy parę lat wstecz się pozamykało. Moje pokolenie to dołek niżu demograficznego, więc rówieśników było dużo mniej niż moich starszych kolegów. To też rozwój kultury internetowej i siedzenia w domu zamiast na placu zabaw czy skwerku. Kiedy ja dorosłem do noszenia baggy to moda na nie przemijała, a hip-hop wśród moich kolegów nie był tak popularny. Do tego zmienili mi się koledzy bo poszedłem do szkoły i tam poznałem dużo dzieci z innych części miasta, głównie z domków jednorodzinnych i to był zupełnie inny świat. Czułem się czasem wyobcowany, bo na osiedlu miałem już zaledwie kilku kolegów w moim wieku a nikt z nich nie interesował się hip-hopem. Często jako jedyny byłem ubrany po hip-hopowemu, a reszta kolegów po normicku. Wtedy zwróciłem się właśnie w stronę filmów o reportaży o hip-hopie, które wspomniałem wyżej. Byłem nimi zafascynowany, bo pokazywały kulturę, która w tamtym czasie wydawało mi się, że obumarła, a na filmie mogłem podziwiać jej złote czasy. Często żałowałem, że urodziłem się 10 lat za późno by uczestniczyć w tym wszystkim.
I w tym sensie ten film przez te archiwalia stanowi dla mnie coś w rodzaju filmu z tamtych czasów, taki zaginiony brat Blokersów czy Mówią Bloki. Poczułem się przez chwilę jak ten 11 latek oglądający tamte filmy. Zwłaszcza, że pewne fragmenty są wspólne. Duża część tego filmu mogłaby wyjść wtedy jako kolejna tego typu produkcja. Fajne uczucie.
Do tego jeśli ktoś lubi uniwersum hip-hopowe tamtych czasów i ma w głowie taką podziałkę, że młode wersje dzisiejszych 50 letnich raperów, to trochę jakby osobne postacie, bo wyglądają inaczej, zachowują się inaczej, robią inną muzykę i żyją poniekąd do dzisiaj dzięki teledyskom i filmom to może się poczuć jakby odwiedzał starych znajomych. Przynajmniej ja tak mam. Naoglądałem się dawniej nagrań z młodymi chłopakami z Molesty, z Hemp Gru, z Borixonem, Tede, ekipą RRX, OSTR i innymi, jakieś koncerty, wywiady i przez to ich dawne wersje żyją osobno do dziś. Takie odwiedziny u chłopaków z płyt na których się wychowałem. Nie ogólnie u tych samych ludzi, którzy są dzisiaj starzy tylko dokładnie tamtych w momencie nagrywania kultowych płyt.
I w ten sposób patrzę na młodego Tedego, który mnie ujął swoją charyzmą, pewnością siebie, stylem i totalnym luzem na Sporcie i Hajs, Hajs, Hajs. I dokładnie z tym Tede, a nie dzisiejszym charczącym, czasem wrednym i zadufanym w sobie, mamy szansę się spotkać. Często też mówi bezpośrednio do kamery, zupełnie jakby wiedział że występuje w dokumencie o sobie. A całe to spotkanie jest naprawdę fajne. Powtórzę się, ale tam są naprawdę zajebiste rzeczy uwiecznione na tych nagraniach. Zaskakujące jest w ogóle to, że wiele z tych materiałów było nagrywanych w formie vlogowej już wtedy. Zupełnie jakby były przeznaczone do publikacji w dzisiejszym internecie, a to są przecież lata 90 i początek 2000. Forma zajebiście współczesna jak na lata kiedy to powstawało przez co ogląda się to dobrze. Realizacja podobna jak dzisiaj znamy z YouTuba ale jednak treści sprzed 25-30 lat. Baja. Do tego widać, że Tede bardzo dużo dokumentował swojego życia i chwała mu za to, bo bez tego ten film by nie powstał. No i widać, że takie rzeczy jak 50 Stanów Świadomości, Influenserial czy teraz Tedenovela to nie jest odpał ostatnich 10 lat kiedy 40 letni gimbus postanowił zostać youtuberem, tylko on od zawsze taki był. Po prostu wcześniej się tym nie dzielił.
Bardzo mi się podobało też pokazanie trochę ludzkiej twarzy Tedego. Historię o tym, że jest z inteligenckiej rodziny i rodzicom się nie podobało to co robił znamy wszyscy. Ale wcześniej niewiele mówił o tym skąd to się wzięło. Przez to, że odrobinkę się otworzył i też to co widać na nagraniach mogę go trochę lepiej zrozumieć. W filmie mówi, że jego rodzice byli wtedy w szczycie budowy swoich karier, mama adwokat, tata szef Kancelarii Sejmu, wracali do domu o 22-23, a on jest jedynakiem. Siedział całe dnie w domu i musiał wychować się sam poniekąd. Ja też jestem jedynakiem i moi rodzice też pracowali dużo i długo. Mama jest pielęgniarką, a tata filmował wesela, więc u mnie nawet w nocy byłem często sam. Mama w wolne dni między dyżurami pomagała tacie. Dużo tu zależy oczywiście od relacji z rówieśnikami, rodzicami i przede wszystkim charakteru, ale jedynacy w takich warunkach jak miał on często mają swój świat (nie mylić z autyzmem) i poszukują głębokich pasji. Choć miał dużo kolegów na osiedlu i może nie był ultra bananem, to jednak miał stabilną sytuację. Patrząc na tego nastoletniego Tedego, trochę grubawego, z deskorolką i porządnych ciuchach widzę człowieka mimo wszystko "życiowo samotnego". Nie wiem, może ja tu dorabiam ideologię, ale te sceny pod sklepem jak jeździł na desce i spojrzenie na jego oczy mówią mi (z mojego doświadczenia podobnego życia), że ten dzieciak szukał sobie miejsca w świecie.
I w końcu je znalazł. Właściwie to znalazł miłość swojego życia czyli hip-hop. Patrząc na nagrania z czasów jak zaczął rapować już na stałe bije od niego inna energia. Widać, że jaranie blantów na chacie, gadanie głupot do mikrofonu, przesiadywanie z ziomkami i jakieś wspólne przygody sprawiają mu ogromną frajdę. Że to jest miejsce w którym chce być i tak żyć. Mówił to też na panelu po filmie, że wtedy nie miał planu B. Po prostu rapował bo sprawia mu to dziką satysfakcję. Do tego uwielbia luzacki, imprezowy styl życia. Z charakteru jest typowym main character, więc bardzo mu się podobało kiedy znalazł coś, w czym obiektywnie był dobry, a wielu postronnych mówiło wtedy i dziś, że w tamtym czasie był właściwie najlepszy. To buduje ego i karmi żądze człowieka o takim usposobieniu jak Tede. Robi to co lubi, a przy tym ludzie go uwielbiają i może sobie melanżować do woli.
No i przychodzi temat hajsu. Na filmie widać jego wielką fascynację Ameryką i ich stylem życia, który był tym do czego on dążył w życiu. A skumał, że w rapie są pieniądze, bo przecież za legalne płyty płaci się pieniędzmi, bilet na koncert też kosztuje realne pieniądze, więc ktoś musiał na tym zarabiać. Tede chciał żeby to był on, bo to mu sfinansuje fajne samochody, nowe buty, zajebiste ciuchy, łańcuchy, sygnety, alko i dragi.
Po seansie trochę rozumiem jego antagonistyczną postawę wobec środowiska w następnych dekadach. Jak były fragmenty zza kulis teledysków to widać tam chłopaka, który ma ogromną pasję, ale też hedonistyczne priorytety. Stoi owinięty w amerykańską flagę i się jara tym. Jego hip-hop jest kolorowy, wesoły, wyluzowany, często pokazuje życie jakie ma lub jakie chce mieć a przy tym w sumie nikomu nie szkodzi. Jednak zamiast pozwolić mu w spokoju robić swoje środowisko rzuca się na niego zupełnie z dupy. Takie typowo polskie ciągnięcie w dół. Nie możesz być inny, masz być jak wszyscy, szary, smutny i biedny.
Mówi o tym w filmie, że wystarczyło parę lat żeby inni raperzy posmakowali świata, wyjechali czy to na saksy do Niemiec, UK, Irlandii czy na wycieczkę do USA, żeby zobaczyli inny świat i zmienili podejście. A podejście często było naprawdę idiotyczne. Dobitnie to pokazuje Wilku i historia o tym, jak zesrał się do Tedego, że ten mówi joł, to jest po angielsku, a on jako Polak i warszawiak powinien mówić elo, bo to Warszawa wymyśliła. No absurd. Dobrze to wypunktował Eldo, bo powiedział, że doszedł po latach do wniosku, że jakim prawem oni wymagali wtedy od innych określonych zachowań, powinni wymagać od samych siebie a innym pozwolić żyć jak chcą. I poza Eldo niespecjalnie widać jakąś refleksę. Tede już po seansie wbił szpileczkę Wilkowi, że srał się o joł, a sam był na seansie w czapce i bluzie z napisem Musk, które nie jest polskim słowem. I nie ma żadnej reakcji w stylu "Miałeś rację Jacku, to było głupie".
I cały film jest generalnie o tym jak Tede będąc sobą przemienia się z króla w pariasa w oczach środowiska i podąża pod koniec filmu własną drogą sam jako czarna owca tego stada, a całość kończy się peuntą, że to jednak jego wizja hip-hopu wygrała. Wszystko co sobą reprezentował jest dzisiaj normą i starzy gracze często robią to samo.
Myślę, że Jaca będzie zadowolny z wydźwięku filmu. Cieszy mnie, że nie jest to typowy pomnik postawiony Tedemu. Pojawiają się głosy krytyki pod jego adresem w tym filmie. Wilku np. mu nie tylko słodzi ale też mówi czego nie lubi. I to jest ok. Jest też komentarz Ostrego o nie-hiphopowej komercji, Numer raz o dziwo nie wykorzystał filmu do vendetty na Jacku i mówi o tamtych czasach głównie, choć wspomina jego trudny charakter i docinki, które z czasem zaczęły się przeradzać w regularne ciśnięcie i podskórną pogardę ze strony Tedego. Cezary ma swój wywód o promocji narkotyków i porzuceniu rewolucyjnego charakteru movementu hip-hopowego. To pierwsze to raczej jest efekt jego osobistych problemów i skrzywionej perspektywy przez trudności z uzależnieniem od dragów. Ale ma do tego prawo i nawet fajnie, że reżyser to zostawił w filmie. A to drugie wypunktował Tede już po filmie, że to Ciszewskiemu się uroiło, że oni o coś walczyli i chcą zmieniać świat. Tede nie walczył z korporacyjnym kapitalizmem wypuszczając Wyścig Szczurów, tylko go męczył kolega z dzieciństwa, który został korpo-szczurem i gadał tylko o tym. Tede to wkurzało więc nagrał kawałek o nim i tyle. A Cezary dopisał sobie do tego ideologię i hasła rewolucyjne.
Film wg mnie zdecydowanie warto obejrzeć. Jeśli ktoś jest fanem wczesnego Tedego to będzie tym bardziej zadowolony bo wątki takie jak beef z Płomieniem, Peją, infamia, odkucie w ogóle się nie pojawiają. Mamy tu wyłącznie czasy oldschoolu, czasami jedynie okraszone przebitkami ze współczesności. Dużo o hip-hopie, wiele powiązań z innymi ekipami tamtych czasów. Uważam te niecałe 2 godziny za dobrze spędzony czas. Choć zaznaczam, że wypowiadam się z pozycji fana a nie krytyka filmowego.
Podobno ma powstać druga część. Jeśli wyjdzie to sięgnę po nią równie chętnie. Fajny film. Jak pojawi się w ogólnym obiegu polecam obejrzeć.






