Skonczylem
Na poludnie od Brazos , co to byla za przygoda. Cos pieknego, szkoda ze dobre ksiazki tez sie musza konczyc. Na poczatku jak zobaczylem jakie to tomisko to powatpiewalem ze mi sie bedzie chcialo przeczytac calosc zwlaszcza ze tematyka westernu nie byla zachecajaca. Do tego moj mozg rozwalony szybkimi zastrzykami dopaminy jak widzial te sciany tekstu to nie byl zachwycony. Myslalem nawet ze moge nie dac rady przebrnac jesli akcja bedzie wolna i bedzie mało dialogow. No ale nic bardziej mylnego na szczescie, gdy pewna postac sie pojawiła to akcja tak pierdolneła ze tylko i wyłacznie myslalem o ksiazce i czytalem jak za starych dobrych lat. Zaskoczylem sie w sumie ze poczulem jeszcze takie emocje czytajac powieść. No co mi sie podobalo to na pewno sposob prowadzenia akcji, no jest czasami wolno ale tak byc musi bo dzieki temu mozna odniesc wrazenie ze przechodzi sie te prerie razem z kowbojami. Do tego podejscie do postaci autora; brak plot armor, brak zerojedynkowych bohaterow, wszystko ma swoja cene.Przepiekna ksiazka o stracie, miłości, cierpieniu w ktorej western jest gdzies tylko tłem. Ulubione postacie: Newt,Gus,Lorie,Deets,Call, a na drugim biegunie: Clara, July Johnson,Elmira.
Ponizej mocne spoilery:
dobra tutaj moge sie rozkrecic, ja pierdole co tam sie dzialo jak ten siny kaczor sie pojawil, co za kutas, a biedna Lorie, kurna ile ona przeszła. W ogole Lorie to jedna z moich ulubionych postaci, wiem co sie z nia dzialo w drugiej czesci, tak samo jak z Newtem dlatego nie bardzo chce mi sie czytac kolejny tom, mimo ze swiat mnie porwał. Moment jak Gus pojechal za Lorie i rozjebał z 6 indian no epicki. To samo jak Call gdy rozjebał tego zolnierza za Newta, no łzy wzruszenia az mi sie pojawiły. Szkoad ze go nie uznał za syna w 100% no ale jednak na tamte czasy inteligencja emocjonalna była jaka była.Jak doszedlem do 700 strony tuz przed smiercia Deetsa to pomyslalem ze tuttaj wszsytko powinno sie sknczyc, Gus wrocilby do Lorie, Klara by se zyla obok, Call by mial ranczo, Newt byl szczesliwy, Deets zył no ale wiedizalem ze oczywiscie ksiazka ma jeszcze 150 stron i wszystko sie popierdoli. Dwadziescia storn pozniej mlody indianin zabil Deetsa, i tutaj juz mam ogromny problem z fabułą, ja rozumiem ze autor chcial usmiercic Deetsa ale w sposob jaki to zrobił czuc było ze to było na siłe troche, tyle lat wojowali z indianami a doslownie patrzyli sie jak gosc podbiega i zabija im najlepszego człowieka. To samo z smiercia Gusa, jak tylko zaczal byc zwiadowca wiedzialem ze zginie, no i niestety zginał tez w sposob taki ze wjechał na pagórek, zobaczyli go indianie i go załatwili. No tez bez sensu smierc, 30 lat walczyl z indianami i takie błedy by popełnial, a te teksty o wolnosci no to tego nie kupuje, czuc bylo ze Gus musi byc usmierciony rowniez. Postac ktorej nie polubilem to Klara, nie wiem dlaczego, spoko ze przygarnela Lorie, Chlusta, ale jakos mnie nie przekonała. Pierwsza do jechania po Callu ze jest tchorzem a sama nie wyszla za Gusa ktoreog kochała, chociaz rozumiem jej powody. Rowniez July Johnson wkurzal mnie mocno, no typie kurna babka cie zlewa, ma wszystko gdzies, nie kocha ciebie ani nawet wlasnego syna, ugania sie za bandyta, oszukala cie przy samym slubie a ty slepo za nia latasz. No denerowal mnie ten July Johnson chociaz no tez chlop z dobrym sercem co by nie mowic. Ale kurna ile było tam głębi, te postacie były tak żywe ze az ciezko uwierzyc ze były wymyslone. Te emocje gdy Call jechał z trumna Gusa i rozmyslał, i konczace powiesc zdanie ktore metaforycznie moze opisywac zycie Calla ktory uciekł z Lonesome Dove przed tesknota. Kurna dziesiatki stron bym pisał i bym nie dał rady opisac wszystkiego co mi sie podobało w tej ksiazce
@moshe dzieki za polecenie.
gdzie jest rap ktory kiedys gral tak mocno ze trzymales kumpla zeby nie chcial wpasc w policje