Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Ulice odcięte od świata to strefa mroczna
Jeden pięć brama słychać chama
Ktoś wydziera japę to cisza nocna
Wkurwiony ojciec, że zabrakło wina
Napierdala siną pięścią swego syna
Wychowuje następnego skurwysyna
Policja wpada, lecz chuj do japy może zrobić
Nie płacz chłopaku, z losem musisz się pogodzić
Przecież wiesz, na nowo nie możesz się narodzić
Jeden pięć brama słychać chama
Ktoś wydziera japę to cisza nocna
Wkurwiony ojciec, że zabrakło wina
Napierdala siną pięścią swego syna
Wychowuje następnego skurwysyna
Policja wpada, lecz chuj do japy może zrobić
Nie płacz chłopaku, z losem musisz się pogodzić
Przecież wiesz, na nowo nie możesz się narodzić
I'm enslaving women from Ukraine,
they don't understand english
but they understand pain,
it's the language of anguish
they don't understand english
but they understand pain,
it's the language of anguish
- FruitOffTheWall
- Posty: 9804
- Rejestracja: 07 maja 2019, 22:24
- Lokalizacja: pierdziszewo dolne suko
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Wciąż pamiętam skąd jestem, klatki dały mi nienawiść
Zanim kładłem wers na wersie, byłem gotów się zabić
Wybaczcie tragizm sytuacji, nie daliście mi odpocząć
Non stop wrogość, jak się patrzy w separacji z własnym marnym
Poczuciem bezpieczeństwa, a pokłady mej odrazy zbierały się od dziecka, nie umiem ufać
Dzielę świat na klasy, tutaj, gdzie waluta rozkazuje
A ja muszę słuchać: "Life is brutal"
Moja krew na czyichś butach
Podstawówka, wyjątkowo w okolicy napierdalać te rymy
Hajs na narkotyki wydawałem na płyty
Zanim kładłem wers na wersie, byłem gotów się zabić
Wybaczcie tragizm sytuacji, nie daliście mi odpocząć
Non stop wrogość, jak się patrzy w separacji z własnym marnym
Poczuciem bezpieczeństwa, a pokłady mej odrazy zbierały się od dziecka, nie umiem ufać
Dzielę świat na klasy, tutaj, gdzie waluta rozkazuje
A ja muszę słuchać: "Life is brutal"
Moja krew na czyichś butach
Podstawówka, wyjątkowo w okolicy napierdalać te rymy
Hajs na narkotyki wydawałem na płyty
rip zioloziolo
Czas zapierdala? Może ziomie po koksie
Zapierdalala w Las Palmas, nie Europie Wschodniej
https://www.last.fm/user/Tommy_Ovocetti
owoc dziwko może wszystko
Czas zapierdala? Może ziomie po koksie
Zapierdalala w Las Palmas, nie Europie Wschodniej
https://www.last.fm/user/Tommy_Ovocetti
owoc dziwko może wszystko
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Zimna ulica, podkrążone lica
Każda granica już tu dawno temu
Została przebita jak błona dziewicza
Bo kurwica w oczach na brzdęk PLN-ów
Tu zmowa w milczeniu, tu płacz w sławy cieniu
Tu kurwa Sodoma jest i Gomora
Tu niepewność pewna jest jak pewność, że
Niepewność, kurwa mać, to jej największa zmora
...
Zdjęcia kadrujesz, wklejasz na Insta
Jak do nosa pierdoloną dwóje
Banknot rolujesz, się koncentrujesz
Zbierasz myśli i odwyki planujesz
Ale gdy wstajesz rano już lepiej się czujesz
Odpalasz szlugę i noc dementujesz
Przytulasz ją czule, naprawdę kochasz
Jednak gdy kłamiesz i tak nic nie czujesz
...
To nie Kołakowskiego filozofii ułamki
To spaczone życia i jego odłamki
Widzisz dno szklanki i dno samarki
Nałogi to kurwy, przegrane walki
Historie kurwa jakby odbite z kalki
Na tych osiedlach same się piszą
Negatyw życia, zerwane klisze
I kurwa zbyt krótki znowu stanie się weekend
Ten styl jest brudny tak, jak igła z HIV-em
Słyszysz tupot to swoim kopytem
Stopę do bitu wpierdala Lucyfer
A Twoje plany już są dawno rozbite
Miał być sportowcem, lecz chuj mu w kratę
Pierwsze narkotyki i popłynął z tematem
Mało tego, w hel wpierdolił swe siostry
Teraz razem z nimi zapierdala na detoksy
Tu nie ma puenty i nie ma riposty
I właśnie Ci pęka moralny kręgosłup
I nie ma z tym związku dzisiejszy horoskop
To Cię zjada jak nowotwór
Każda granica już tu dawno temu
Została przebita jak błona dziewicza
Bo kurwica w oczach na brzdęk PLN-ów
Tu zmowa w milczeniu, tu płacz w sławy cieniu
Tu kurwa Sodoma jest i Gomora
Tu niepewność pewna jest jak pewność, że
Niepewność, kurwa mać, to jej największa zmora
...
Zdjęcia kadrujesz, wklejasz na Insta
Jak do nosa pierdoloną dwóje
Banknot rolujesz, się koncentrujesz
Zbierasz myśli i odwyki planujesz
Ale gdy wstajesz rano już lepiej się czujesz
Odpalasz szlugę i noc dementujesz
Przytulasz ją czule, naprawdę kochasz
Jednak gdy kłamiesz i tak nic nie czujesz
...
To nie Kołakowskiego filozofii ułamki
To spaczone życia i jego odłamki
Widzisz dno szklanki i dno samarki
Nałogi to kurwy, przegrane walki
Historie kurwa jakby odbite z kalki
Na tych osiedlach same się piszą
Negatyw życia, zerwane klisze
I kurwa zbyt krótki znowu stanie się weekend
Ten styl jest brudny tak, jak igła z HIV-em
Słyszysz tupot to swoim kopytem
Stopę do bitu wpierdala Lucyfer
A Twoje plany już są dawno rozbite
Miał być sportowcem, lecz chuj mu w kratę
Pierwsze narkotyki i popłynął z tematem
Mało tego, w hel wpierdolił swe siostry
Teraz razem z nimi zapierdala na detoksy
Tu nie ma puenty i nie ma riposty
I właśnie Ci pęka moralny kręgosłup
I nie ma z tym związku dzisiejszy horoskop
To Cię zjada jak nowotwór
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
z rogala to jeszcze zwrotka ze szmaragdów i diamentów
na mnie Stonka
na ziomalu kaf-tan
na ziomalu kaf-tan
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
3/4 Bonsa można by wkleić
Lata melanży od 19 Marca 2009 w forumkowej branży
Burak pisze:Tu jest forum ślizgawka, a nie jakiś wizaż, jak trzeba to wypłacamy sobie liście na odmułke, a jak trzeba przytulamy a nie jakieś Ania powiedziała czy kurwa Klaudia
- TooMuchSmoke
- Posty: 677
- Rejestracja: 09 lut 2025, 20:23
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Czuje się źle, od was dzisiaj już nie chciałem nic.
Jestem gdzieś, lecz nie szukaj mnie, bo nie chce dalej żyć. Tu jest gdzieś kres. Wstyd mnie stałe gryzł i talent prysł.
Jestem gdzieś, lecz nie szukaj mnie, bo nie chce dalej żyć. Tu jest gdzieś kres. Wstyd mnie stałe gryzł i talent prysł.
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
To ja pozwolę sobie na w sumie całą zwrotkę Biaka w "Trzy minuty"
Ludzie o tobie myślą trzy minuty i to max
To nie dobrze ani źle, tylko fakt
W ostatnie urodziny pisałem, że wszystko mam
Smutek to dziwka i zostajesz z dziwką sam
Dzisiaj nie wiem czy to koniec, czy to etap jest
Nigdy nie żyłem „tu i teraz”, i to mega źle
Ciągle nie umiem się skupić i brak mi odwagi
Ułożyłbyś życie se za sumy, co z łap mi wypadły
I nawet teraz myślę o pieniądzach, ale wstyd
Kurwa, wszystkie zarób, wszystkie rozdaj, dalej idź
Żeby dalej stać i rozglądać się za celem
Sporo wiem o sobie, o swych planach nie za wiele
Wróciłem do miasta i wrócił dziwny nastrój
Nie chcę szukać winnych, wiem, że sam coś jestem winny miastu
To co czuję to na książkę, a nie hip-hop temat
Akceptacja czy rachunek, czy wszystko pozmieniać?
Chętnie bym się nachlał i zapomniał, nic to nie da
Już praktykowałem tę terapię, płaczę przy kolegach
Czy to siła, czy to słabość, czy to w ogóle ważne?
Ludzie o tobie myślą trzy minuty i to fakt jest
Zero pretensji, zwykła obserwacja
Bo kiedyś myślałem, że to ważne, że se zwrotkę nagram
Dzisiaj nie mam złudzeń, nikt nie żyje tym tak mocno jak ja
Tylko Michał żyje tym tak mocno jak Biak
Tylko Qzyn żyje tym jak szuka sampla
Tyle smutku w sobie mam, że nie ma szans mnie wkurwiać branża
Za dwa lata cztery dychy
Miał być dom do wtedy z nią – niech będą chociaż cztery płyty
Ludzie o tobie myślą trzy minuty i to max
To nie dobrze ani źle, tylko fakt
W ostatnie urodziny pisałem, że wszystko mam
Smutek to dziwka i zostajesz z dziwką sam
Dzisiaj nie wiem czy to koniec, czy to etap jest
Nigdy nie żyłem „tu i teraz”, i to mega źle
Ciągle nie umiem się skupić i brak mi odwagi
Ułożyłbyś życie se za sumy, co z łap mi wypadły
I nawet teraz myślę o pieniądzach, ale wstyd
Kurwa, wszystkie zarób, wszystkie rozdaj, dalej idź
Żeby dalej stać i rozglądać się za celem
Sporo wiem o sobie, o swych planach nie za wiele
Wróciłem do miasta i wrócił dziwny nastrój
Nie chcę szukać winnych, wiem, że sam coś jestem winny miastu
To co czuję to na książkę, a nie hip-hop temat
Akceptacja czy rachunek, czy wszystko pozmieniać?
Chętnie bym się nachlał i zapomniał, nic to nie da
Już praktykowałem tę terapię, płaczę przy kolegach
Czy to siła, czy to słabość, czy to w ogóle ważne?
Ludzie o tobie myślą trzy minuty i to fakt jest
Zero pretensji, zwykła obserwacja
Bo kiedyś myślałem, że to ważne, że se zwrotkę nagram
Dzisiaj nie mam złudzeń, nikt nie żyje tym tak mocno jak ja
Tylko Michał żyje tym tak mocno jak Biak
Tylko Qzyn żyje tym jak szuka sampla
Tyle smutku w sobie mam, że nie ma szans mnie wkurwiać branża
Za dwa lata cztery dychy
Miał być dom do wtedy z nią – niech będą chociaż cztery płyty
https://soundcloud.com/redsunrisingpl TO NIE JEST HIPHOP
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Szukaj mnie na projektach, gdzie niestety
O promień słońca trudniej niż o działkę fety
Chciałbyś to i tamto i w ogóle żyć z gestem
Odwiedź Wenecję - tam jest most westchnień
Rzeczywistość bierze cię w niewolę jak jeńca
Wiatr wieje w twarz, wyrywa liście z laurowego wieńca
Dzieciaki na ulicy, a nie w szkole
Jak korzenie drzew - krzyk rozsadza płyty chodnikowe
Pogódź się z prawdą, tu ludzie muszą więc kradną
Nieszczęście - kolejne 3 miechy ziomek w areszcie
Stajesz się miejscem, miejsce staje się tobą
Na projektach jest jak w piekle jedną nogą
O promień słońca trudniej niż o działkę fety
Chciałbyś to i tamto i w ogóle żyć z gestem
Odwiedź Wenecję - tam jest most westchnień
Rzeczywistość bierze cię w niewolę jak jeńca
Wiatr wieje w twarz, wyrywa liście z laurowego wieńca
Dzieciaki na ulicy, a nie w szkole
Jak korzenie drzew - krzyk rozsadza płyty chodnikowe
Pogódź się z prawdą, tu ludzie muszą więc kradną
Nieszczęście - kolejne 3 miechy ziomek w areszcie
Stajesz się miejscem, miejsce staje się tobą
Na projektach jest jak w piekle jedną nogą
złap książkę, złap reset
free smly
free smly
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Dzieci nie mają butów, ale mają karabiny
Giną bez skutku, bo żyją bez przyczyny
Giną bez skutku, bo żyją bez przyczyny
Ona mnie pyta skąd woń tej esencji
To zbita kula spod kutasencji
To zbita kula spod kutasencji
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
^z tego samego numeru
Mój znajomy chciał się zabić, znajdź mu pannę
Inny dał się cztery razy zdradzić, wrócił do tej samej
Jak go znów zostawi, to nie wytrzyma presji
Jak mój ziom co nie śpi, bo się boi śmierci
Wszyscy z nich to raperzy, to jest popieprzone
Kiedy matka pyta syna, czy jej kopnie stołek
Dodano po 12 minutach 5 sekundach:
Czas jest cierpki, obraz niewyraźny
Jakby mnie karetką właśnie zwieźli na zakaźny
W koło błazny, może to oddział psychiatrii
Lub efekt uboczny przegranej resuscytacji
Od atrakcji do kalectwa
Prosta ścieżka jak od ćpania do szaleństwa
Życzę szczęscia w turbulencji
W ustach czuję posmak metalicznej rtęci
Książki, które czytam są przygnębiające
Ziomki nad blokami znów widzieli czarne słońce
Mieć pieniądze, jeść w restauracjach trufle
Kurwa, wrzątkiem zalewam chińską zupkę
Po śmietnikach nurki poszukują szamy
I czy komuś pomożemy tym, że to udostępniamy?
Człowiek jest cwany najbardziej wobec siebie
Nie wiesz? Czy nie chcesz o tym wiedzieć?
Co mam ci powiedzieć? O czym napisać?
Każdy za pieniądze będzie patrzył jak zdychasz
Brzytwy się chwytasz oburącz
Widzę jak apteki symbol oplata wąż
Farmakologia w tym przypadku nie działa
Którędy trzeba pójść by amfe wpierdolić w kanał?
Spójrz na nagłówki gazet, potrafisz się cieszyć?
Z życia
Zobacz ilę warty jest twój sprzeciw
Media co chwilę donoszą o śmierci
Zdajesz sobie sprawę, że stąpasz obok tragedii?
Politycy pierdolą jak najęci
Wciąż te same mordy wyświetlane w pętli
Dobro i zło jest nierozszczepialne
Zabijanie bydła ponoć humanitarne
Czujesz? Liczysz na jakiś łut szczęscia?
Przeżuwając kawałek martwego zwierzęcia
Reklama cię nakręca, droga fura, fajna szmula, dobra praca, zimna wóda, jak tabloid toniesz w brudach
Łapiesz? Życie jest jak zdrapka:
Drapiesz, drapiesz, chuj wydrapiesz, kurwa i po jabłkach
Każdy ruch pułapka, szczur w labiryncie
Życie - stąd do śmierci nie wyjdziesz

Mój znajomy chciał się zabić, znajdź mu pannę
Inny dał się cztery razy zdradzić, wrócił do tej samej
Jak go znów zostawi, to nie wytrzyma presji
Jak mój ziom co nie śpi, bo się boi śmierci
Wszyscy z nich to raperzy, to jest popieprzone
Kiedy matka pyta syna, czy jej kopnie stołek
Dodano po 12 minutach 5 sekundach:
Czas jest cierpki, obraz niewyraźny
Jakby mnie karetką właśnie zwieźli na zakaźny
W koło błazny, może to oddział psychiatrii
Lub efekt uboczny przegranej resuscytacji
Od atrakcji do kalectwa
Prosta ścieżka jak od ćpania do szaleństwa
Życzę szczęscia w turbulencji
W ustach czuję posmak metalicznej rtęci
Książki, które czytam są przygnębiające
Ziomki nad blokami znów widzieli czarne słońce
Mieć pieniądze, jeść w restauracjach trufle
Kurwa, wrzątkiem zalewam chińską zupkę
Po śmietnikach nurki poszukują szamy
I czy komuś pomożemy tym, że to udostępniamy?
Człowiek jest cwany najbardziej wobec siebie
Nie wiesz? Czy nie chcesz o tym wiedzieć?
Co mam ci powiedzieć? O czym napisać?
Każdy za pieniądze będzie patrzył jak zdychasz
Brzytwy się chwytasz oburącz
Widzę jak apteki symbol oplata wąż
Farmakologia w tym przypadku nie działa
Którędy trzeba pójść by amfe wpierdolić w kanał?
Spójrz na nagłówki gazet, potrafisz się cieszyć?
Z życia
Zobacz ilę warty jest twój sprzeciw
Media co chwilę donoszą o śmierci
Zdajesz sobie sprawę, że stąpasz obok tragedii?
Politycy pierdolą jak najęci
Wciąż te same mordy wyświetlane w pętli
Dobro i zło jest nierozszczepialne
Zabijanie bydła ponoć humanitarne
Czujesz? Liczysz na jakiś łut szczęscia?
Przeżuwając kawałek martwego zwierzęcia
Reklama cię nakręca, droga fura, fajna szmula, dobra praca, zimna wóda, jak tabloid toniesz w brudach
Łapiesz? Życie jest jak zdrapka:
Drapiesz, drapiesz, chuj wydrapiesz, kurwa i po jabłkach
Każdy ruch pułapka, szczur w labiryncie
Życie - stąd do śmierci nie wyjdziesz
złap książkę, złap reset
free smly
free smly
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Młody synek, choć mało życia przeżył
To dobry synek, bo dużo w życiu przeżył
Porządny synek, pomocny synek
Wkręcony w krąg przemocy i używek
Lodówka pusta, brak serów oraz szynek
Głodówka ciągła, bo szamka to przywilej
Gorzałka co dzień, bo wódka to ucieczka
Przez to matka szlocha, a kobieta odeszła
Znowu został sam, ledwo daje radę synek
Joint leci z rana, a na wieczór parę piwek
Skąd brać siano, jak nie z gonienia używek?
Dom to nie azyl, bo zmienił się w melinę
Na dzielnicy poznał każdy kąt i szczelinę
Ma przeświadczenie, że pod prąd zawsze płynie
Że z rąk wszystko leci, ale odnalazł siłę
Żeby walczyć, choć słyszy wciąż "podaj, przynieś"
Mało kto jest przychylny, większość wrogą ma minę
Grono kłody mu rzuca, ale on się wywinie
Ale on się wyliże, bo sam sobie to przyrzekł
Że o krok się nie cofnie, nawet o centymetr
A więc pieprz to - tak sobie myśli synek
Do trumny mu nie spieszno, nie jest wampirem
Więc panie Boże, strzeż go w czarną godzinę
Choć ta dawno już nadeszła, wie to K O N Y
To dobry synek, bo dużo w życiu przeżył
Porządny synek, pomocny synek
Wkręcony w krąg przemocy i używek
Lodówka pusta, brak serów oraz szynek
Głodówka ciągła, bo szamka to przywilej
Gorzałka co dzień, bo wódka to ucieczka
Przez to matka szlocha, a kobieta odeszła
Znowu został sam, ledwo daje radę synek
Joint leci z rana, a na wieczór parę piwek
Skąd brać siano, jak nie z gonienia używek?
Dom to nie azyl, bo zmienił się w melinę
Na dzielnicy poznał każdy kąt i szczelinę
Ma przeświadczenie, że pod prąd zawsze płynie
Że z rąk wszystko leci, ale odnalazł siłę
Żeby walczyć, choć słyszy wciąż "podaj, przynieś"
Mało kto jest przychylny, większość wrogą ma minę
Grono kłody mu rzuca, ale on się wywinie
Ale on się wyliże, bo sam sobie to przyrzekł
Że o krok się nie cofnie, nawet o centymetr
A więc pieprz to - tak sobie myśli synek
Do trumny mu nie spieszno, nie jest wampirem
Więc panie Boże, strzeż go w czarną godzinę
Choć ta dawno już nadeszła, wie to K O N Y
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
masz problemy ze sobą?
ale ty nie kończysz z pełną gówna głową
uginając się pod mnogą liczbą
planów, z których nic nie wyszło
prowadząc żywot godny choinkowych bombek
co raz na rok są do czegoś zdolne
a potem pod kurzu pokrywą sporą
kolejny rok marzą, aby ktoś ich znowu dotknął
ale ty nie kończysz z pełną gówna głową
uginając się pod mnogą liczbą
planów, z których nic nie wyszło
prowadząc żywot godny choinkowych bombek
co raz na rok są do czegoś zdolne
a potem pod kurzu pokrywą sporą
kolejny rok marzą, aby ktoś ich znowu dotknął
Ostatnio zmieniony 15 lis 2025, 9:18 przez saturn, łącznie zmieniany 1 raz.
UZALEŻNIENIE OD MASTURBACJI I PORNOGRAFII NIESIE REALNĄ ŚMIERĆ
przerwa w forumingu do odwołania - daję sobie kolejną szansę na uzdrowienie
przerwa w forumingu do odwołania - daję sobie kolejną szansę na uzdrowienie
- Ten Typ Gold
- Posty: 270
- Rejestracja: 18 kwie 2019, 23:50
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Tato czemu zamiast mnie przytulać przytulałeś dziwki?
Czemu zamiast spędzić ze mną czas wybrałeś używki?
Zamiast wziąć mnie na karate, wyjebałeś kratę
I mówiłeś rzeczy gorsze kurwa niż kop w japę
Miałeś kochać mamę, a nie zostawiać mnie samego
W bramie pod monarem z dziwnym panem
Potem tam wróciłem, gdy już byłem starym chamem
Niech będzie lane i sypane, na resztę wyjebane, amen
Czemu zamiast spędzić ze mną czas wybrałeś używki?
Zamiast wziąć mnie na karate, wyjebałeś kratę
I mówiłeś rzeczy gorsze kurwa niż kop w japę
Miałeś kochać mamę, a nie zostawiać mnie samego
W bramie pod monarem z dziwnym panem
Potem tam wróciłem, gdy już byłem starym chamem
Niech będzie lane i sypane, na resztę wyjebane, amen
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Najcięższe jest to że jest nam wstyd
Bo nikt nie umie dojrzeć w nas tego co my
Więc musi być tak małe że nie znaczy nic to jak
Masz komuś wytłumaczyć ten gigantyczny strach
Paraliżuje dłonie mrowieniem
Pnie się po nich jak bluszcz twój splot kamienieje
Nad przeponę pod brzuch potem serce i nie wiesz
Czy to jeszcze ból czy nareszcie koniec
Wiesz co jest dziwne w myślach samobójczych
Że jak już przyjdą nie ma drugiej takiej ulgi
Uważasz że poczują ją wszyscy jak znikniesz
Nie chcę cię przerażać ale będzie wręcz przeciwnie
Bo nikt nie umie dojrzeć w nas tego co my
Więc musi być tak małe że nie znaczy nic to jak
Masz komuś wytłumaczyć ten gigantyczny strach
Paraliżuje dłonie mrowieniem
Pnie się po nich jak bluszcz twój splot kamienieje
Nad przeponę pod brzuch potem serce i nie wiesz
Czy to jeszcze ból czy nareszcie koniec
Wiesz co jest dziwne w myślach samobójczych
Że jak już przyjdą nie ma drugiej takiej ulgi
Uważasz że poczują ją wszyscy jak znikniesz
Nie chcę cię przerażać ale będzie wręcz przeciwnie
Jesteście popierdoleni, świat wychował was źle
Prawda jest prosta i przykra, nie jara was troska, a krzywda
Tyle zrozumieć to dar a nie wyrok i dlatego nie pluję na czas jaki minął
Quidquid agis, prudenter agas
Prawda jest prosta i przykra, nie jara was troska, a krzywda
Tyle zrozumieć to dar a nie wyrok i dlatego nie pluję na czas jaki minął
Quidquid agis, prudenter agas
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
znów tracisz czas na bajere że ogarniesz od jutra
pierdolenie gówna z chuja kurwa
to ogarnianie od jutra, cię wpierdoliło tak w ziemie
że dziś nadal jesteś w miejscu które już nie istnieje
pierdolenie gówna z chuja kurwa
to ogarnianie od jutra, cię wpierdoliło tak w ziemie
że dziś nadal jesteś w miejscu które już nie istnieje
kark to nie debil, mówił mi tak laik
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Twoja stara kruk w teatrze, rośnie na tik tok gwiazdę
Widzę, bo czasami patrzę, jak tam jak jebnięta skacze
Od 2 lat chora, nie ma czasu, bo ma kaszel
A twój stary standardowo przepierdolił znów wypłatę, AVE
Straciłeś szansę, żeby mieć normalne życie
Bo los wjebał Cię na świat z debilami, teraz gnijesz
Nie jesteś w kinie, traf na lajw rucha cie w dupę
Czujesz, że jesteś skończony jak pęknięty kondom w kurwie
Głowa próbuje znaleźć wyjście z sytuacji, lecz problemy
Ciężkie jak słoń właśnie ci na nią usiadły
A miłość z bajki zero wsparcia, brak reakcji
Otuchy ci nie dodaje, bo właśnie na serial patrzy
Chcesz zakończyć teatrzyk, spoglądasz na klamkę
I myślisz, że jak sie pierdolniesz na niej, wtedy będzie fajnie
Zostałeś sam jak palec, sam z problemami
Otwierasz szafę, w niej szufladę poplątanych kabli
Zmiana planów chcesz być sam, nie chcesz nic widzieć i słyszeć
Chwytasz sie za alk, by psychę zresetować choć na chwilę
A kiedy pijesz, listy pożegnalne piszesz
Które ukrywasz w szufladzie w fanzinie "to my kibice" AVE
Nie działa życie, za to działał prokurator
Chcesz pierdolnąć restart korków, kurwy listem gończym straszą
Multum problemów dzień i noc trzymasz pod czachą
A ich niepoukładany natłok robi w bani sajgon
Jak Hitchcock psajko łykasz tabsy, ona na to
Że brakuje ci atencji, masz iść rozmawiać z psychiatrą
W tym związku nie pomoże nawet respirator
Po 5 latach skumałeś, że wjebałeś sie w bagno
To nie to samo, nic już nie jest takie samo
Idziesz spać i prosisz Boga by sie nie obudzić rano
Wewnętrzna pustka wydziera ci tożsamość
Masz już dość spoglądać w dół z mostu nad autostradą
Widzę, bo czasami patrzę, jak tam jak jebnięta skacze
Od 2 lat chora, nie ma czasu, bo ma kaszel
A twój stary standardowo przepierdolił znów wypłatę, AVE
Straciłeś szansę, żeby mieć normalne życie
Bo los wjebał Cię na świat z debilami, teraz gnijesz
Nie jesteś w kinie, traf na lajw rucha cie w dupę
Czujesz, że jesteś skończony jak pęknięty kondom w kurwie
Głowa próbuje znaleźć wyjście z sytuacji, lecz problemy
Ciężkie jak słoń właśnie ci na nią usiadły
A miłość z bajki zero wsparcia, brak reakcji
Otuchy ci nie dodaje, bo właśnie na serial patrzy
Chcesz zakończyć teatrzyk, spoglądasz na klamkę
I myślisz, że jak sie pierdolniesz na niej, wtedy będzie fajnie
Zostałeś sam jak palec, sam z problemami
Otwierasz szafę, w niej szufladę poplątanych kabli
Zmiana planów chcesz być sam, nie chcesz nic widzieć i słyszeć
Chwytasz sie za alk, by psychę zresetować choć na chwilę
A kiedy pijesz, listy pożegnalne piszesz
Które ukrywasz w szufladzie w fanzinie "to my kibice" AVE
Nie działa życie, za to działał prokurator
Chcesz pierdolnąć restart korków, kurwy listem gończym straszą
Multum problemów dzień i noc trzymasz pod czachą
A ich niepoukładany natłok robi w bani sajgon
Jak Hitchcock psajko łykasz tabsy, ona na to
Że brakuje ci atencji, masz iść rozmawiać z psychiatrą
W tym związku nie pomoże nawet respirator
Po 5 latach skumałeś, że wjebałeś sie w bagno
To nie to samo, nic już nie jest takie samo
Idziesz spać i prosisz Boga by sie nie obudzić rano
Wewnętrzna pustka wydziera ci tożsamość
Masz już dość spoglądać w dół z mostu nad autostradą
cztery żubry i dwie kurwy
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
no nie ma bardziej zgorzkniałej płyty w polskim rapie, można by zarzucić dowolnym numerem tutaj i odczucia będą zawsze identyczne - autor postrzega świat jako miejsce permanentnej degradacji
Wszystkim w głowie wojna, walka o kaboze
Niejedna bogobojna, a już nakurwiona brązem
(...)
Powiedz, bo nie kumam, kurwa, AIDS, cholera, dżuma
Kiedyś kum kumowi kumem, dzisiaj kum nie jest dla kuma
na mnie Stonka
na ziomalu kaf-tan
na ziomalu kaf-tan
- gods bidness
- Posty: 5805
- Rejestracja: 09 paź 2019, 19:12
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Proste się wylosowało:
[Zwrotka 1]
Chociaż nie mieszkamy vis-a-vis, drzwi w drzwi
Dziś, wiem, rzucasz im wyzwanie, zabij lub daj żyć
Świat wyciera o ciebie brudne ręce
Czujesz, zbliża się najgorsze chociaż liczysz na najlepsze
Obłudne gęby z ekranów się uśmiechają
Twoje nerwy, one konta nie powiększają
Dzieci płacą za zbrodnie rodziców, nie ma wiary
Tam gdzie nie ma dobrego uczynku bez kary
Owrzodzone blokami osiedla ulice
Gdzie masz siedem grzechów głównych i ósme życie
Tu partia szachów, wychodzisz królem prosto
Stawiasz wszystko, bo nie masz nic poza wolnością
Jesteś jak przypływ, zabierzesz zamek
Nie mów, jesteś tylko falą, która kona na brzegu
Zrywasz siódmą pieczęć, twój początek nieszczęść
Krew rozsadza serce, puls ci tętni w uszach
Po ulicy krąży pech spuszczony z łańcucha
Jak szczute zwierzę wpadasz w sidła, muka
Jesteś topielcem niesionym nurtem rzeki
Gdy zakładają ci na ręce bransoletki
Chciałbyś móc światu w twarz dmuchnąć ten puder
Ale chociaż jesteś ciałem to już nieobecny duchem
Ulica patrzy, czujesz wzrok, który cię śledzi
Nie kołysz łodzią na której siedzisz
[Zwrotka 2]
Jeden naród, dwóch różnych bogów
Przed sobą mamy przeszłość, jutro spoczywa w pokoju
Piekło nie zamarznie, kiedy ty zamkniesz oczy
Tu nowobogaccy i nowo ubodzy
To nie zgrzyt noży, świst policyjnej kuli
To głos ludzi vox populi, kruszy mury
Z ojczyzny ruin, krainy beznadziei, kantów
Gdzie głosuje się nogami, produkuje emigrantów
Nie odpędzisz czarnych myśli przecierając dłonią czoło
Dziś pędzlujesz w Tesco mięso na zdrowy kolor
Nasi rodzice czy tego dla nas chcieli
Nałogowych graczy lotto bez szczęśliwej niedzieli
Być w służbie ojczyzny, narzędziem w walce bez celu
By w końcu oślepnąć od światła w tunelu
Plastikowe czarne worki, bo życie to chwila
Idą na kraj i idą na Irak
[Zwrotka 3]
Patrzysz na nas z pogardą, żer dla much
Na który czeka chłodny, prosektoryjny stół
To moje pokolenie pogrzebane za żywota
Które twarze rządzących wznosi tylko na banknotach
Moje pokolenie porzucone bez rady
Dziś płodzi zmarłych i rozdmuchuje nienawiść
Unikasz ludzi bez twarzy, szarych przechodniów
Których zalewa krew siedem razy w tygodniu
Na naszych oczach polityka, zakłamanie
Odbywają rytuał, swój godowy taniec
Jak folią owijają kłamstwem każde podwórko
I okładają do śmierci ludzkie głowy gaz rurką
Ulice bez jutra, tu rosną zła kwiaty
Uczciwość i czystość, wstydliwe stygmaty
Stygmaty trądu jak bez pracy osiedla
To sprawa bezdenna, nie dotrzesz do sedna
[Zwrotka 1]
Chociaż nie mieszkamy vis-a-vis, drzwi w drzwi
Dziś, wiem, rzucasz im wyzwanie, zabij lub daj żyć
Świat wyciera o ciebie brudne ręce
Czujesz, zbliża się najgorsze chociaż liczysz na najlepsze
Obłudne gęby z ekranów się uśmiechają
Twoje nerwy, one konta nie powiększają
Dzieci płacą za zbrodnie rodziców, nie ma wiary
Tam gdzie nie ma dobrego uczynku bez kary
Owrzodzone blokami osiedla ulice
Gdzie masz siedem grzechów głównych i ósme życie
Tu partia szachów, wychodzisz królem prosto
Stawiasz wszystko, bo nie masz nic poza wolnością
Jesteś jak przypływ, zabierzesz zamek
Nie mów, jesteś tylko falą, która kona na brzegu
Zrywasz siódmą pieczęć, twój początek nieszczęść
Krew rozsadza serce, puls ci tętni w uszach
Po ulicy krąży pech spuszczony z łańcucha
Jak szczute zwierzę wpadasz w sidła, muka
Jesteś topielcem niesionym nurtem rzeki
Gdy zakładają ci na ręce bransoletki
Chciałbyś móc światu w twarz dmuchnąć ten puder
Ale chociaż jesteś ciałem to już nieobecny duchem
Ulica patrzy, czujesz wzrok, który cię śledzi
Nie kołysz łodzią na której siedzisz
[Zwrotka 2]
Jeden naród, dwóch różnych bogów
Przed sobą mamy przeszłość, jutro spoczywa w pokoju
Piekło nie zamarznie, kiedy ty zamkniesz oczy
Tu nowobogaccy i nowo ubodzy
To nie zgrzyt noży, świst policyjnej kuli
To głos ludzi vox populi, kruszy mury
Z ojczyzny ruin, krainy beznadziei, kantów
Gdzie głosuje się nogami, produkuje emigrantów
Nie odpędzisz czarnych myśli przecierając dłonią czoło
Dziś pędzlujesz w Tesco mięso na zdrowy kolor
Nasi rodzice czy tego dla nas chcieli
Nałogowych graczy lotto bez szczęśliwej niedzieli
Być w służbie ojczyzny, narzędziem w walce bez celu
By w końcu oślepnąć od światła w tunelu
Plastikowe czarne worki, bo życie to chwila
Idą na kraj i idą na Irak
[Zwrotka 3]
Patrzysz na nas z pogardą, żer dla much
Na który czeka chłodny, prosektoryjny stół
To moje pokolenie pogrzebane za żywota
Które twarze rządzących wznosi tylko na banknotach
Moje pokolenie porzucone bez rady
Dziś płodzi zmarłych i rozdmuchuje nienawiść
Unikasz ludzi bez twarzy, szarych przechodniów
Których zalewa krew siedem razy w tygodniu
Na naszych oczach polityka, zakłamanie
Odbywają rytuał, swój godowy taniec
Jak folią owijają kłamstwem każde podwórko
I okładają do śmierci ludzkie głowy gaz rurką
Ulice bez jutra, tu rosną zła kwiaty
Uczciwość i czystość, wstydliwe stygmaty
Stygmaty trądu jak bez pracy osiedla
To sprawa bezdenna, nie dotrzesz do sedna
- Pomiot_Liryczny
- Posty: 439
- Rejestracja: 11 sie 2025, 14:41
Re: Najbardziej gorzkie, egzystencjonalne, pesymistyczne wersy w PLHH
Ogólnie cały utwór Bonson - To Tylko Wstyd
I każdy dzień jest taki sam
I uczucie które znam to tylko wstyd co pali mnie od środka
I mówią mi, że mamy plan jeśli tylko pójdę tam
Ale za bardzo chcę tu zostać
Choć każdy dzień jest taki sam
I uczucie które znam to tylko ból co dusi mnie tu co dnia
I nie mów mi że źle wyglądam
Zacznę od przyszłego tygodnia
Przekaz głęboki kurwa jak głębokie gardło

- marmolad_k2
- Posty: 8046
- Rejestracja: 03 sie 2023, 11:18













