Co zabija waszą radość z grania?
Moderator: con shonery
Co zabija waszą radość z grania?
Mam 32 lata i dalej lubię sobie pograć w gry, ale zauważyłem, że często gęsto sam sobie tę radość z gier ograniczam. Chciałem więc poruszyć temat dlaczego i w jaki sposób zabijamy sobie radość z grania w gry komputerowe.
U mnie jest to (kolejność losowa):
1. Brak skupienia na samym graniu
Chyba najważniejsze. Często gęsto zamiast po prostu grać i skupić się na gierce, starać się wejść do tego świata to łapię się na jakimś idiotycznym myśleniu, że przecież mogę wyciszyć muzykę jak w grze fabuła jest mało ważna i w na drugim ekranie puścić jakiś podcast czy inne chujstwo. Finalnie, ani w 100% nie wyłapię co było w podcascie, ani nie mam odpowiedniej wczuty w gierkę. Ofc są tytuły, które się nadają do takiego czegoś, np. Vampire Survivors, ale ostatnio w betę Battlefielda 6 grało mi się najlepiej kiedy założyłem sobie słuchawki i zanurzyłem w pole bitwy nie rozpraszając uwagi na 5 innych spraw.
2. FOMO i inne psychologiczne gówna
Coraz bliżej mi do rzucenia w ogóle w pizdu trybów online w grach, bo po prostu single sprawia mi większą przyjemność, ale nienawidzę tych wszystkich manewrów typu "możesz to odblokować tylko w określonym czasie, nie zdążysz to chuj ci w dupę". I pal sześć jak to jakiś skin, ale nie wiem włączam jakąś grę wyścigową i okazuje się, że tego auta już nie odblokuję bo było ono dostępne 2 lata temu za jakieś zadania aktywne przez raptem 3 dni.
I druga sprawa, że gra się w jakąś gierkę online, coś tam się wbija czy kolekcjonuje i szkoda przestać, nawet jak radość z grania w ten tytuł spadła, bo kiedyś będziesz chciał wrócić i potem nie nadrobisz. Tak gram np. w Marvel Snap (karciankę na licencji Marvela). Obecnie wprowadzają karty postaci, których totalnie już nie kojarzę, zjebali wiele rzeczy po drodze jeśli chodzi o monetyzację, a ja dalej gram, bo przecież gram już ze 3 lata i jak zrobię przerwę to nadrobienie jej sensownie jest niemożliwe bez wydania masy hajsu (liczone w tysiącach PLN xdddd). Akurat tutaj całe granie sprowadza się głownie do zrobienia daily questów, które zajmują zwykle z 15 minut, ale i tak nieraz jest jakiś dodatkowy event i wtedy wbijam nagrody z niego "na siłę".
3. Mety srety i inne kompetytywne gówno
Mało rzeczy mnie tak wkurwia jak patrzenie na gry jak na czystą matematykę. Nie użyję innej broni niż XXX, bo XXX jest w mecie i teoretycznie grając z nią mam największe szanse na wynik. Kurwa ja chcę grać tak jak ja chcę, inaczej cała magia ucieka. Chcę sobie teraz wrócić do Diablo 2 w postaci Ressurected i w D2 grałem za dziecka. Wtedy nie rozkminiałem żadnych buildów, a jak wypadała lepsza broń (albo tak mi się wydawało po opisie) to jarało mnie to w chuj bardziej niż teraz jak wygrindujesz jakieś gównio będące elementem układanki super hiper mega buildu, który robi 0,3 DPS więcej niż inne.
Nie pamiętając dobrze klas z D2 włączyłem wczoraj filmiki na YT, a tam od razu: postaciami walczącymi w zwarciu nie grajcie, w te skille nie dawajcie, ten jest gorszy, ten jest lepszy.
I finalnie grać mi się odechciało.
-----
Na same gry jako "wszystkie gry są takie same" nie zamierzam narzekać, bo obok tytułów AAA wychodzi masa gierek AA czy Indie i wybór jest ogromny.
A u Was jak to wygląda? Co zabija tę dziecięcą magię grania w gierki?
U mnie jest to (kolejność losowa):
1. Brak skupienia na samym graniu
Chyba najważniejsze. Często gęsto zamiast po prostu grać i skupić się na gierce, starać się wejść do tego świata to łapię się na jakimś idiotycznym myśleniu, że przecież mogę wyciszyć muzykę jak w grze fabuła jest mało ważna i w na drugim ekranie puścić jakiś podcast czy inne chujstwo. Finalnie, ani w 100% nie wyłapię co było w podcascie, ani nie mam odpowiedniej wczuty w gierkę. Ofc są tytuły, które się nadają do takiego czegoś, np. Vampire Survivors, ale ostatnio w betę Battlefielda 6 grało mi się najlepiej kiedy założyłem sobie słuchawki i zanurzyłem w pole bitwy nie rozpraszając uwagi na 5 innych spraw.
2. FOMO i inne psychologiczne gówna
Coraz bliżej mi do rzucenia w ogóle w pizdu trybów online w grach, bo po prostu single sprawia mi większą przyjemność, ale nienawidzę tych wszystkich manewrów typu "możesz to odblokować tylko w określonym czasie, nie zdążysz to chuj ci w dupę". I pal sześć jak to jakiś skin, ale nie wiem włączam jakąś grę wyścigową i okazuje się, że tego auta już nie odblokuję bo było ono dostępne 2 lata temu za jakieś zadania aktywne przez raptem 3 dni.
I druga sprawa, że gra się w jakąś gierkę online, coś tam się wbija czy kolekcjonuje i szkoda przestać, nawet jak radość z grania w ten tytuł spadła, bo kiedyś będziesz chciał wrócić i potem nie nadrobisz. Tak gram np. w Marvel Snap (karciankę na licencji Marvela). Obecnie wprowadzają karty postaci, których totalnie już nie kojarzę, zjebali wiele rzeczy po drodze jeśli chodzi o monetyzację, a ja dalej gram, bo przecież gram już ze 3 lata i jak zrobię przerwę to nadrobienie jej sensownie jest niemożliwe bez wydania masy hajsu (liczone w tysiącach PLN xdddd). Akurat tutaj całe granie sprowadza się głownie do zrobienia daily questów, które zajmują zwykle z 15 minut, ale i tak nieraz jest jakiś dodatkowy event i wtedy wbijam nagrody z niego "na siłę".
3. Mety srety i inne kompetytywne gówno
Mało rzeczy mnie tak wkurwia jak patrzenie na gry jak na czystą matematykę. Nie użyję innej broni niż XXX, bo XXX jest w mecie i teoretycznie grając z nią mam największe szanse na wynik. Kurwa ja chcę grać tak jak ja chcę, inaczej cała magia ucieka. Chcę sobie teraz wrócić do Diablo 2 w postaci Ressurected i w D2 grałem za dziecka. Wtedy nie rozkminiałem żadnych buildów, a jak wypadała lepsza broń (albo tak mi się wydawało po opisie) to jarało mnie to w chuj bardziej niż teraz jak wygrindujesz jakieś gównio będące elementem układanki super hiper mega buildu, który robi 0,3 DPS więcej niż inne.
Nie pamiętając dobrze klas z D2 włączyłem wczoraj filmiki na YT, a tam od razu: postaciami walczącymi w zwarciu nie grajcie, w te skille nie dawajcie, ten jest gorszy, ten jest lepszy.
I finalnie grać mi się odechciało.
-----
Na same gry jako "wszystkie gry są takie same" nie zamierzam narzekać, bo obok tytułów AAA wychodzi masa gierek AA czy Indie i wybór jest ogromny.
A u Was jak to wygląda? Co zabija tę dziecięcą magię grania w gierki?
Ona mnie pyta skąd woń tej esencji
To zbita kula spod kutasencji
To zbita kula spod kutasencji
- Haczapurjan
- Posty: 3946
- Rejestracja: 28 lip 2025, 12:50
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Sorry za spłycenie tematu, ale mnie generalnie gierki przestały tak żywo jarać już w późniejszym dzieciństwie.
Jak miałem 6 lat i tata przyniósł bigboxa "Kapitana Pazura" do domu (chyba 2001 rok to był), to moja starsza siostra od razu go zawinęła i leciała grać, a mi mama kazała najpierw rosół dojeść XD.
Dla mnie to wtedy było mistyczne przeżycie, spotkanie z Najwyższym, endorfiny mi wypierdalało poza skalę.
To samo miałem przy gierkach typu Jazz Jackrabbit 2 albo jak nam zaprzyjaźniony informatyk scrackował pierwszą część Harry'ego Pottera (Kamień Filozoficzny) na płytkę i byłem tym tak żywo zajarany, że nie pamiętam czy kiedykolwiek w życiu byłem tak szczęśliwy jak wtedy. Wiadomo, dzieciństwo to okres idyllyczny, więc na pewno wjeżdża tu idealizacja też, ale naprawdę jarałem się jak pochodnia.
Jakoś mniej więcej po skończeniu 11-12 lat, mimo że nie zagrywałem się Bóg w wie co i nie wiadomo jak często, to wjechało takie rutyniarstwo, grałem w te gierki, bo grałem, jakiś tam fun był, ale to już było bez porównania do okresu z tego wczesnego dzieciństwa.
Tam to mnie jarało, że mogłem pograć na Pegasusie w gierki typu "Urban Champion" i zrobić 1 vs 1 z nieżyjącym już ojcem czy pograć z siostrą też w co-opie w Teenage Mutant Ninja Turtles II: The Arcade Game.
tl;dr im byłem starszy, tym mniejszy miałem fun z grania, aż do całkowitego wypalenia i zmiana w podejściu devów do gier była tu raczej wtórna. Szybko "zdziadziałem".
Jak miałem 6 lat i tata przyniósł bigboxa "Kapitana Pazura" do domu (chyba 2001 rok to był), to moja starsza siostra od razu go zawinęła i leciała grać, a mi mama kazała najpierw rosół dojeść XD.
Dla mnie to wtedy było mistyczne przeżycie, spotkanie z Najwyższym, endorfiny mi wypierdalało poza skalę.
To samo miałem przy gierkach typu Jazz Jackrabbit 2 albo jak nam zaprzyjaźniony informatyk scrackował pierwszą część Harry'ego Pottera (Kamień Filozoficzny) na płytkę i byłem tym tak żywo zajarany, że nie pamiętam czy kiedykolwiek w życiu byłem tak szczęśliwy jak wtedy. Wiadomo, dzieciństwo to okres idyllyczny, więc na pewno wjeżdża tu idealizacja też, ale naprawdę jarałem się jak pochodnia.
Jakoś mniej więcej po skończeniu 11-12 lat, mimo że nie zagrywałem się Bóg w wie co i nie wiadomo jak często, to wjechało takie rutyniarstwo, grałem w te gierki, bo grałem, jakiś tam fun był, ale to już było bez porównania do okresu z tego wczesnego dzieciństwa.
Tam to mnie jarało, że mogłem pograć na Pegasusie w gierki typu "Urban Champion" i zrobić 1 vs 1 z nieżyjącym już ojcem czy pograć z siostrą też w co-opie w Teenage Mutant Ninja Turtles II: The Arcade Game.
tl;dr im byłem starszy, tym mniejszy miałem fun z grania, aż do całkowitego wypalenia i zmiana w podejściu devów do gier była tu raczej wtórna. Szybko "zdziadziałem".
Re: Co zabija waszą radość z grania?
moja zabija completionist behavior i przeszukiwanie pomieszczen ogolnie jebane LOOTowanie, wszystkie rpgi powinny miec albo autoloot albo jakies minigierkowe rozwiazania w nim a nie lazenie po trupach/szafkach/pokojach, strasznie irytujaca mechanika
Ostatnio zmieniony 25 sie 2025, 13:07 przez eddy_wata, łącznie zmieniany 1 raz.
świadomość swojej ignorancji
to początek drogi do elegancji
to początek drogi do elegancji
Re: Co zabija waszą radość z grania?
No i ja to rozumiem, to jest normalne, że z wiekiem część zajawek naturalnie się wypala.
Ale u mnie np. nie sądzę, aby to było naturalne wypalenie bo Spider-Manem tym pierwszym od Insomniac na PS4 byłem zajarany jak małe dziecko.
Tak samo Palworld mnie tak wciągnęło, że przez bite 1,5 tygodnia czekałem tylko na wieczór, żeby grać dalej xd
Ale u mnie np. nie sądzę, aby to było naturalne wypalenie bo Spider-Manem tym pierwszym od Insomniac na PS4 byłem zajarany jak małe dziecko.
Tak samo Palworld mnie tak wciągnęło, że przez bite 1,5 tygodnia czekałem tylko na wieczór, żeby grać dalej xd
Ona mnie pyta skąd woń tej esencji
To zbita kula spod kutasencji
To zbita kula spod kutasencji
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Chyba profesjonalizacja tych wszystkich gierek. Za małolata spędziłem niezliczoną ilość godzin grając na serwerach FFA w CS: Source i 1.6 gdzie miałem niesamowity fun z obrzucania długiej flashbangami w ilości 15 sztuk i rushowania ku przejęciu A. Teraz sobie pograsz uproszczonego, ale to nie to samo, bo nicków już nie kojarzysz. A od kiedy przeszedłem mutacje (pdk) to dzięki czatowi głosowemu, zacząłem utrzymywać relacje z tymi ludźmi, z którymi dzieliłem drużynkę.
O fifie nie wspominam, bo ultimate mnie nigdy nie kręcił, a granie trybu kariery jest coraz słabsze z roku na rok. Tu znalazłem odpowiedź w postaci FM, przynajmniej idzie na moim gruzowym laptopie.
I w sumie to też jest odpowiedź. Kompa do grania pogoniłem z biegiem czasu, konsoli też się pozbyłem, bo oprócz ogranych GTA i RDR miałem tam tylko fife, bez zajawki na strzelanki na padzie. Ostał mi się ino MacBook, na którym dużo radości mi daje FM. Chociaż tutaj też się robią schody, bo nowa edycja pewnie mi nie pójdzie na nim, więc czekają mnie zakupy.
O fifie nie wspominam, bo ultimate mnie nigdy nie kręcił, a granie trybu kariery jest coraz słabsze z roku na rok. Tu znalazłem odpowiedź w postaci FM, przynajmniej idzie na moim gruzowym laptopie.
I w sumie to też jest odpowiedź. Kompa do grania pogoniłem z biegiem czasu, konsoli też się pozbyłem, bo oprócz ogranych GTA i RDR miałem tam tylko fife, bez zajawki na strzelanki na padzie. Ostał mi się ino MacBook, na którym dużo radości mi daje FM. Chociaż tutaj też się robią schody, bo nowa edycja pewnie mi nie pójdzie na nim, więc czekają mnie zakupy.
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Doskonały temat, ponieważ od 3 latach w zasadzie zmagam się z kryzysem gracza - kiedyś grałem notorycznie, teraz bardzo rzadko, bo zwyczajnie już mnie to nie cieszy. I jeżeli miałbym wskazać jakieś powody to po kolei:
Identyczne mechaniki - to ja akurat ponarzekam. Nie wyobrażam sobie, bym miał teraz sięgnąć po kolejnego Far Cry'a, Star Wars Outlaws czy Assassina, bo miałbym wrażenie, że gram po raz kolejny w tę samą grę ze zmienioną grafiką.
Wciskanie otwartych światów do gier, które tego nie potrzebują - To w ogóle chyba problem tego, jak zaczęto konstruować open worldy oraz zaczęto je wciskać wszędzie tam, gdzie open worldy nie mają racji bytu.
Brak szacunku do mojego czasu - będąc in mi mid 30s, pracując 8 godzin na etacie i mając dodatkowe zlecenia oraz hobby, trudno mi znaleźć czas na gry, które nie szanują mojego czasu, są rozpisane na 70 godzin, z czego jakieś 40 to bieganie po pustej mapie z miejsca A do miejsca B, próbując mnie skusić na chuj wartą znajdzkę. Dlatego ostatnio zachwyciłem się jedną grą po raz pierwszy od dawna i to było skondensowane, 3-godzinne Gris.
Brak wyraźnego kierunku artystycznego - to jest jakieś moje pierdu-pierdu, które pewnie nie będzie powielane specjalnie. Ale denerwuje mnie to, że gry AAA bardzo często nie mają swojej tożsamości. Grasz sobie w indyki i widzisz, że ktoś pomyślał, że to ma wyglądać w ten sposób, color grading ma być taki itd., gra jest skupiona wokół tego i tamtego. Dlatego pewnie te switchowe tytuły od nintendo są tak wciągające, bo tam wszystko kręci się wokół tego, że ustalono konkretny kierunek artystyczny i dopiero wokół niego zaczęto budować grę. W części gier wydaje się, że to jest ostatnia doklejana rzecz. Dlatego pewnie tak lubię jRPG-i, tak szanuję, w którą stronę w ostatnich latach idą gry Atlusa, bo patrzysz na to i juz wiesz, że to to.
Prowadzenie mnie za rękę za wszelką cenę - czyli brak szacunku do mojej inteligencji. Włączyłem ostatnio Child of Light i po kilkunastu minutach wyłączyłem, bo gra robiła tutorial z rzeczy, które nie wymagają żadnego tłumaczenia średnio ogarniętej osobie.
Identyczne mechaniki - to ja akurat ponarzekam. Nie wyobrażam sobie, bym miał teraz sięgnąć po kolejnego Far Cry'a, Star Wars Outlaws czy Assassina, bo miałbym wrażenie, że gram po raz kolejny w tę samą grę ze zmienioną grafiką.
Wciskanie otwartych światów do gier, które tego nie potrzebują - To w ogóle chyba problem tego, jak zaczęto konstruować open worldy oraz zaczęto je wciskać wszędzie tam, gdzie open worldy nie mają racji bytu.
Brak szacunku do mojego czasu - będąc in mi mid 30s, pracując 8 godzin na etacie i mając dodatkowe zlecenia oraz hobby, trudno mi znaleźć czas na gry, które nie szanują mojego czasu, są rozpisane na 70 godzin, z czego jakieś 40 to bieganie po pustej mapie z miejsca A do miejsca B, próbując mnie skusić na chuj wartą znajdzkę. Dlatego ostatnio zachwyciłem się jedną grą po raz pierwszy od dawna i to było skondensowane, 3-godzinne Gris.
Brak wyraźnego kierunku artystycznego - to jest jakieś moje pierdu-pierdu, które pewnie nie będzie powielane specjalnie. Ale denerwuje mnie to, że gry AAA bardzo często nie mają swojej tożsamości. Grasz sobie w indyki i widzisz, że ktoś pomyślał, że to ma wyglądać w ten sposób, color grading ma być taki itd., gra jest skupiona wokół tego i tamtego. Dlatego pewnie te switchowe tytuły od nintendo są tak wciągające, bo tam wszystko kręci się wokół tego, że ustalono konkretny kierunek artystyczny i dopiero wokół niego zaczęto budować grę. W części gier wydaje się, że to jest ostatnia doklejana rzecz. Dlatego pewnie tak lubię jRPG-i, tak szanuję, w którą stronę w ostatnich latach idą gry Atlusa, bo patrzysz na to i juz wiesz, że to to.
Prowadzenie mnie za rękę za wszelką cenę - czyli brak szacunku do mojej inteligencji. Włączyłem ostatnio Child of Light i po kilkunastu minutach wyłączyłem, bo gra robiła tutorial z rzeczy, które nie wymagają żadnego tłumaczenia średnio ogarniętej osobie.
aka anthony hotbeats / skwer represent
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Jakoś w technikum przestałem czerpać przyjemność z grania i do teraz jedyne gry w jakie gram od czasu do czasu to klasyki z dzieciństwa. Wszystkie Tony Hawki dostępne na PC dziesiątki razy przeszedłem na 100% wszystkimi skejterami i do teraz odpalam od czasu do czasu żeby się odmóżdżyć, a jak coś nowego próbuje odpalić to nudzi mi się po 30 minutach i więcej nie włączam. Ostatnie gry jakie mnie wciągnęły na tyle żeby je przejść do końca to Undertale (a np Deltarun już mi się nie chciało kończyć) i The Talos Principle. Granie mnie znudziło jakoś w czasie jak zacząłem dłubać bardziej w technicznych dziedzinach komputerka które stały się dla mnie dużo ciekawsze od gier i podejrzewam że to to. Gry przestały być dla wymagające w kwestii rozwiązywaniu problemów i się przy nich nudziłem.
Na pewno nie pomagają mechaniki obecnych gier AAA - lootboxy, jakieś popupy i skomplikowane interfejsy, które mam wrażenie że są skomplikowane tylko po to żeby przebodźcowanemu graczowi się gra nie znudziła, ale indie gry (albo stare gry w które jeszcze nie grałem) tego nie mają a też nie potrafię się w nie wciągnąć.
Na pewno nie pomagają mechaniki obecnych gier AAA - lootboxy, jakieś popupy i skomplikowane interfejsy, które mam wrażenie że są skomplikowane tylko po to żeby przebodźcowanemu graczowi się gra nie znudziła, ale indie gry (albo stare gry w które jeszcze nie grałem) tego nie mają a też nie potrafię się w nie wciągnąć.
Rydawarrior dostępny na wszystkich platformach streamingowych
FREE BORTWICK
FREE SMLY
FREE MAJONEZ
FREE RIVALDO111
FREE 4-HO-MET
FREE PWK
FREE BORTWICK
FREE SMLY
FREE MAJONEZ
FREE RIVALDO111
FREE 4-HO-MET
FREE PWK
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Brak czasu, brak zajawki, w kazda gre ktora zaczynam, mam wrażenie ze juz to widzialem/gralem w to. Ostatni wyjatek to Expedition 33, tu faktycznie wszystko bylo ciekawie przedstawione, ale i tak nie skonczylem i nie chce mi sie od ponad miesiaca wracac. Inna sprawa, ze przy synku nie odpalam za czesto TV bo zaraz chce bajki wiec lepiej sie z ziomkiem nie awanturować
Re: Co zabija waszą radość z grania?
chujowe kolory w wiekszosci gier ktore probowalem przez ostatnie x lat, nasrane albo brazowym albo zielonym filtrem jakims kurwa
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Mnie najbardziej odciąga od grania poczucie marnowania czasu. Nie potrafię wyluzować. Np w takim Valheim zbudowałem fajna bazę, zwiedziłem kawał świata gry, ubiłem kilka bossów a potem spojrzałem na to wszystko i mówię kurwa tyle czasu przejebane a nic z tego nie mam. Pojawiły się wyrzuty sumienia, fajnie czasem w coś pyknąć a najfajniej w coś nostalgicznego z dzieciństwa ale to już nie to samo
Popi.jaku
Re: Co zabija waszą radość z grania?
cheeserzy w grach online
rozwiazanie - gram tylko singleplayer, za stary na krzyczenie na komputer
rozwiazanie - gram tylko singleplayer, za stary na krzyczenie na komputer
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Czytanie recenzji i różnych komentarzy o danej grze, gdzie większość skupia się na minusach, wtedy z automatu już przed odpaleniem jest się przewrażliwionym. Najlepiej grało mi się w gry w czasach, kiedy w ogóle nie czytałem ani nie oglądałem materiałów o nich.
MalinowyJogurt 2
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Poczucie utraconego czasu na zajawkę, z której w zasadzie nie ma nic pożytecznego. Dodatkowo chujowość wielu współczesnych gier. Raz na jakiś czas wychodzi coś co mogłoby mnie zainteresować, ale i tak nie mam sprzętu do grania i niespecjalnie mnie to obchodzi (no może przy GTA będę miał lekki ból dupy).
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Imho warto grać tylko rzadko i tylko w gry które są TOTALNYM 100% ROZKURWEM, chwalonym przez wszystkich. Albo rewolucyjnym podejściem do tematu.
Chcesz metroidbranię? Odpalasz Animal Well. Chcesz cynematograficzny experience? The Last of Us 2. Kochasz czytać ściany tekstu? Jedziesz z Disco Elysium. Couch coop? Jacha że It Takes Two.
...a nie kurde kolejną grę z drzewkami rozwoju postaci, sidequestami, semi-otwartym światem, sklepikami, lootem, brońkami, craftingiem, combosami, budowaniem baz i zarządzaniem plecakiem
Chcesz metroidbranię? Odpalasz Animal Well. Chcesz cynematograficzny experience? The Last of Us 2. Kochasz czytać ściany tekstu? Jedziesz z Disco Elysium. Couch coop? Jacha że It Takes Two.
...a nie kurde kolejną grę z drzewkami rozwoju postaci, sidequestami, semi-otwartym światem, sklepikami, lootem, brońkami, craftingiem, combosami, budowaniem baz i zarządzaniem plecakiem
Brazilian rush hour commuters
Sold out organic kombucha
TSMC bottleneck futures
Very expensive computers
Sold out organic kombucha
TSMC bottleneck futures
Very expensive computers
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Dobry temat. W tamtym roku miałem tak , że w głowię mówię sobie "ale bym sobie zagrał w XYZ.." a po instalacji i odpaleniu gry spędzam przy niej 5minut i wyłączam. Już tak miałem kilka razy. Nie wiem czym to dokładnie idzie, na pewno w dużej mierze brakiem czasu ze względu na dzieci. Kiedy znajdę chwilę wieczorem na czas dla siebie wolę wyjść i zrobić 8km-10km biegu. W tamtym roku kiedy jeszcze była jedna córka to dużo grałem w Diablo II Resurrected wieczorami. Ten tytuł mnie wciągnął pewnie z uwagi, że duuużo godzin przesiedziałem przy tym za dzieciaka. Niby wciągnęła mnie ta gra, ale czasem miałem moralniaka, że zamiast zrobić dobry trening to siedzę przed lapkiem. Ktoś wspomniał, że gry w tych czasach są mega proste, to prawda. Od razu przypomina mi się wyścig w grze Mafia, jak ktoś grał to wie o co chodzi. Niestety ale gracz jest prowadzony za rączkę jak po sznurku, idź tam , weź to, wróć do miejsca A.. to też mi nie odpowiada. Wątpię, żebym jeszcze wrócił do grania w jakieś świeższe tytuły.
- bloodyhell
- Posty: 3045
- Rejestracja: 20 kwie 2019, 13:40
Re: Co zabija waszą radość z grania?
najwięcej czasu spędziłem grając w tytuły sieciowe i dość kompetytywne typu ultimate team w fifie, cs2, warzone itp. fun z gry w przypadku pierwszej serii tytułów skutecznie odebrało mi fomo oraz wszechobecny model p2w (na szczęście etap hardkorowego grania w fife za mną), natomiast w przypadku tego drugiego oczywiście są to cheaterzy.
sporo frajdy zabierał również sam proces grania - z racji faktu, że korzystałem z setupu monitor + desktop/ps5, po kilku godzinach w pracy przed monitorem, w domu już nie do końca chciało mi się spędzać czas w taki sam sposób.
sieciówki odstawiłem praktycznie całkowicie (czasem z ziomalami pogram jedynie w cs), a na drugi problem znalazłem rozwiązanie w postaci handheldów (najpierw switch, później steam deck, obecnie rog ally x). na spokojnie nadrabiam sobie backlog gier które mnie ominęły, a dzięki takiej formie grania mogę w każdym momencie złapać za konsolę, pograć pół h/godzinę, wyłączyć i wrócić kiedy indziej.
sporo frajdy zabierał również sam proces grania - z racji faktu, że korzystałem z setupu monitor + desktop/ps5, po kilku godzinach w pracy przed monitorem, w domu już nie do końca chciało mi się spędzać czas w taki sam sposób.
sieciówki odstawiłem praktycznie całkowicie (czasem z ziomalami pogram jedynie w cs), a na drugi problem znalazłem rozwiązanie w postaci handheldów (najpierw switch, później steam deck, obecnie rog ally x). na spokojnie nadrabiam sobie backlog gier które mnie ominęły, a dzięki takiej formie grania mogę w każdym momencie złapać za konsolę, pograć pół h/godzinę, wyłączyć i wrócić kiedy indziej.
Re: Co zabija waszą radość z grania?
kurde, od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie zakup konsoli i właśnie myślę o tym w podobnych kategoriach, tzn. na przestrzeni ostatniej dekady męczyłem głównie (często i gęsto) freda football managera, zaliczyłem również mały epizod z diablo 2, czyli gierką, którą znałem już z dzieciństwa, poza tym przewinęło się life is strange, poznane całkiem przypadkowo, no pewnie dałoby się jeszcze coś wygrzebać z pamięci. tak czy inaczej to większość pozycji, które przychodzą mi na myśl, jest dla mnie totalną melodią przeszłości - giercowałem w podstawówce, w gimnazjum, trochę w liceum, później już niewiele. dlatego jakbym chciał teraz delikatnie zmodyfikować swój sposób spędzania wolnego czasu i wieczory z zielem bagiennym umilać sobie padem w dłoni a nie np filmem, to dosłownie mógłbym zapytać o "najlepsze gry w tematyce xyz" i prawdopodobnie żadnej z tych nowszych bym nie znał, każdą mógłbym sprawdzać jako pozycje fresh
- Vasco de Balboa
- Posty: 182
- Rejestracja: 17 sie 2025, 19:53
- Lokalizacja: República de Panamá
Re: Co zabija waszą radość z grania?
W gry multiplayer przestałem grać już lata temu. Nieustanne parcie na coraz lepsze wyniki, podążanie za aktualizacjami czy sama rywalizacja z ludźmi w rozgrywce internetowej prowadzi bardziej do frustracji niż dobrej zabawy. Nie liczę potyczek w Age of Empires i inne RTSy z kolegami.
Jeżeli chodzi o single, to różnie bywa. Generalnie nie mam od lat parcia na nowości, ale dość regularnie ogrywam osobiste klasyki. Czasami mnie to nurtuje czy gry kiedyś były lepsze czy po prostu jest to jakiś element nostalgii. Prawdopodobnie prawda leży gdzieś po środku.
Jeżeli chodzi o single, to różnie bywa. Generalnie nie mam od lat parcia na nowości, ale dość regularnie ogrywam osobiste klasyki. Czasami mnie to nurtuje czy gry kiedyś były lepsze czy po prostu jest to jakiś element nostalgii. Prawdopodobnie prawda leży gdzieś po środku.
Re: Co zabija waszą radość z grania?
- nudny grind
- bezczelne przedłużanie gry
- gry na >100 godzin
- produkcje GaaS (games as a service) na dłuższą metę
- słaba mechanika walki (najważniejszy aspekt gier imo, bo zazwyczaj w grach głównie walczymy)
- wciskanie mikrotransakcji na siłę
- nieintuicyjne sterowanie lub interfejs
- słaby tutorial albo jego brak w grach, które są skomplikowane (np. Hearts of Iron)
- bezczelne przedłużanie gry
- gry na >100 godzin
- produkcje GaaS (games as a service) na dłuższą metę
- słaba mechanika walki (najważniejszy aspekt gier imo, bo zazwyczaj w grach głównie walczymy)
- wciskanie mikrotransakcji na siłę
- nieintuicyjne sterowanie lub interfejs
- słaby tutorial albo jego brak w grach, które są skomplikowane (np. Hearts of Iron)
Re: Co zabija waszą radość z grania?
Dużo wcześniej wymienionych rzeczy. Nudne, otwarte światy. Nieszanowanie czasu gracza. Chęć wymaxowania gry, po czym znudzenie się nią. Od siebie mogę dodać chęć bycia "dobrym". Chuj, że gram w single, chcę się czuć jakbym potrafił grać. Kiedyś wymiatałem we wszystkich grach wymagających refleksu(Rocket League, TF2, wszystkie soulslike, platformówki), a teraz, po latach ostrych melanży i dużej ilości rozjebanych neuronów mam z tym chujnię. Włączam grę, idzie mi dobrze przez chwilę, ale im dalej w las, tym gorzej. Przez co spada motywacja. Nie jestem też typem, który lubi się skupiać jakoś bardzo na fabule w grach, więc ciężko mi znaleźć cokolwiek, przy czym mogę mieć podzielną uwagę, stawać się lepszym, a jednocześnie traktować to casualowo. Ostatnio jedyną z takich rzeczy jest Grim Dawn z włączonym permadeath i myślę o powrocie do Albion Online.
Gris sztos, grałeś w Inside? Też 2d, krótkie i bardzo nastawione na estetykę
to kurwa forum rap, nie wizaż
















