Spoiler

silkk the shocker może nie umiał rapować, ale za to nie trafiał w bit, mimo wszystko w calej jego chujowosci jest cos nieironicznie zajebistego. przekatowałem ten album na wszystkie strony i ostatnio wrocilem do niego i dalej piekne buja, zwlaszcza ze tutaj wiecej jest bay area mobb music niz cykaczy (nagrywali ten album jeszcze za czasow richmond).
najlepsze numery: how we mobb, ghetto tears, got em fiending, my car, why my homie. w sumie albumy z no limit maja wspolny mianownik: pierwszy numer/intro zawsze jakis rozpierdalator, ze 2 numery o zmarlym ziomku/smuty, i w chuj zapełniaczy, nagrywanych na kolanie
polecam, pzdr


